Coffeelosophy XLII – czyli dziecko dziecku dorosłym

Pierwszy poniedziałek miesiąca mieliśmy w zwyczaju spędzać na rozmowach w formule filozoficznej kawiarenki. Co prawda obostrzenia epidemiczne zelżały, ale mimo to nie spotkamy się jeszcze twarzą w twarz. Aby jednak mózgi nie rdzewiały, postanowiłem je trochę naoliwić. Nie insynuuję bynajmniej, że komuś brak oleju w głowie, a jedynie wykazuję nieco zuchwałą zapobiegliwość. I polecam domową filiżankę kawy, jako dodatek do niniejszej lektury.

Tak się złożyło, iż czeka nas Dzień Dziecka; pokusiłem się zatem napisać coś a propos. Tylko cóż ja mogę powiedzieć o dzieciach. Zwłaszcza, że nie mam własnych (aczkolwiek z innego powodu, niż np. Tales, który spytany, dlaczego się nie postarał o potomstwo, odparł że: Z miłości do dzieci). Z braku refleksji po własnych doświadczeniach, postanowiłem posiłkować się mądrością zapisaną przez poprzednie pokolenia. Pominę jednak zdobycze myśli pedagogicznej i historię wychowania, a zaprezentuję wyrwane z kontekstu cytaty – te znane ale i te znane dużo mniej. Wszystko po to, aby pokazać, jak wyglądało podejście do dzieci i wychowania w różnych epokach i na różnych kontynentach.

 

Kiełkowanie, ząbkowanie

Mamy takie polskie przysłowie: czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. I prawda owa niezmiennie znajduje swoje potwierdzenie. Ciekawe, czy jej autor wpadł na nią samodzielnie, czy może sparafrazował starożytną myśl asyryjską z VIII wieku przed Chrystusem: Jeśli kiełek nie jest zdrowy, nie będzie łodygi ani nasienia. Zakładam, iż stać było naszego słowiańskiego przodka na samodzielność – choć założenie swoje opieram nie tyle na wierze w zdolność obserwacji i twórczego jej opisu, ile na powątpiewaniu w dostęp do mądrości starożytnej Asyrii.

Tak, czy inaczej, Czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał – z tym, że za uczenie się Jasia odpowiadają też dorośli. Afrykański lud posługujący się językiem Twi mawia: Dziecko przykuca obok starszych. Przykuca, obserwuje i naśladuje. Jak zauważył Johann Wolfgang von Goethe: Mielibyśmy doskonale wychowane dzieci, gdyby ich rodzice byli dobrze wychowani. I jest sporo racji w opinii, że nie tyle przez dorosłych są wychowywani, ile na przykładzie dorosłych wychowują się dzieci. Jakie matki, takie dziatki. Obrazowo nakreślił to Peter Ustinov stwierdzając, że: Rodzice są kośćmi, na których dzieci ostrzą sobie zęby. A może jednak miał coś innego na myśli.

Wszystko ma swoją kolej i swój czas. Zanim dziecko zacznie kąsać, wiele wypija z mlekiem matki. Potwierdza to egipskie dzieło z III wieku pod tytułem „Oko słoneczne”, w którym pośród szeregu mądrych spostrzeżeń znajdujemy: Mleko jest pokarmem dla ust, zanim wyrosną zęby. Nie można zaniedbać żadnego okresu rozwoju. Gdy bobas rączką pacnie dziadka w twarz, to wszyscy się śmieją, gdy malec wierzgając, kopnie babcię i wywrzeszczy, że jest guuupia, to śmiejemy się mniej, a gdy dzieciak kogoś zelży i pobije do krwi… No cóż, staropolskie porzekadło – dziś chyba zapomniane – przestrzegało: Pies rośnie i zęby rosną.

I pomyśleć, że wszystko zaczyna się tak słodko i niewinnie. Odmalował to barwnie Johnny Depp, którego zacytuję nie przez wzgląd na jego ojcowski autorytet, ale przez moją sympatię: Kiedy dzieci mają rok, to tak jakbyś spędzał czas z miniaturowym pijaczyną. Musisz je cały czas podtrzymywać. Wpadają na rzeczy. Śmieją się i płaczą. Sikają. Wymiotują. Tak, da się odnaleźć trafność obserwacji w tym porównaniu. I jako rzekłem: pies rośnie i zęby rosną; mały człowiek z małymi wadami rośnie i często wraz z nim jego przywary. Spisywane bodaj w V wieku midrasze zawierają nauki żydowskie, pośród których znajduje się następujący moralizatorski opis: Gdy człowiek ma rok, podobny jest do króla w lektyce, którego wszyscy całują i ściskają; w wieku lat dwu lub trzech podobny jest do świni stawiającej nogi w każdą kałużę; w wieku lat dziesięciu skacze jak kozioł; gdy ma lat dwadzieścia, rży jak koń, stroi się i szuka sobie niewiasty; skoro się ożenił, podobny jest do jucznego osła; gdy spłodził dzieci, staje się bezczelny, jak pies goniący za pożywieniem; gdy się zestarzeje, robi się podobny do małpy. Pewien znajomy filozof niewątpliwie pomyślałby sobie w tym momencie o szympansach bonobo, ale nie zbaczajmy.

 

Wychowanie, czy wyhodowanie

Współczesny dorosły znacząco różni się – i to pod wieloma względami – od dorosłego w starożytności, albo ze średniowiecza, czy nawet takiego sprzed stu lat. Ma inną mentalność, inne poglądy na wiele spraw, inaczej postrzega porządek świata, inaczej kładzie akcenty w systemie wartości, zajmują go nieco inne troski, no i ma trochę inne podejście do potomstwa. Jednak dzisiejszy niemowlak, roczniak, czy nawet dwu- trzylatek, nie różni się zbytnio od starożytnego. Dziś, tak jak dawniej, wymaga dla siebie podobnych względów i zabiegów, czyniąc rodzicom podobne gesty wdzięczności. Jak to ujął Julian Tuwim: Dziecko: przewód pokarmowy z hałasem z jednego końca i brakiem odpowiedzialności z drugiego.

Pojawiają się opinie, że obecnie coraz więcej rodziców hoduje swoje dzieci, zamiast je wychowywać. Zapewniają dzieciom strawę, przyodziewek, opierunek i dach nad głową, sądząc, że w ten sposób wywiązują się ze swych obowiązków i rodzicielskiej roli. Tymczasem zaniedbują mnóstwo istotnych spraw, związanych z poświęcaniem czasu, z uważnością, z okazywaniem uczuć. Przez to: Dzisiaj wiele dzieci to sieroty z rodzicami, jak zauważył Alexander Mitscherlich. Z kolei stare przysłowie z Abisynii mówi: Dziecko, które nie zna pieszczoty, mówiąc nie uśmiecha się. Wygląda na to, że proste ludy afrykańskie były mądrzejsze od tzw. społeczeństw cywilizowanych. Nie oznacza to, że zawsze udawało im się dobrze dzieci wychować. Potrafili jednak rozpoznać w złym zachowaniu jego przyczyny. Wspomniany już murzyński lud mówiący j. Twi wskazywał, że: Jeśli dziecko jest złośliwe dziewięć razy, to cierpi co najmniej w pięciu przypadkach. Również z czarnego lądu pochodzi morał, że krzywdzenie słabszych, niewinnych i bezbronnych nie popłaca, a radość z tego trwa krótko. Wyraża to lud Hausa w powiedzeniu: Odzież ukradziona dziecku łatwo się rwie. My mamy swoje porzekadło, mówiące: kradzione nie tuczy – ale w zestawieniu z afrykańskim, przyznaję, wypada blado.

A wracając na moment do hodowania dzieci; warto się nad tym krytycznie zastanowić. I jeśli ktoś dostrzeże w sobie takie podejście do maluczkich, lepiej niech szybko się zmieni. Bo dzieci często idą w ślady dorosłych. I spotka go to, o czym pisano w Dialogach Konfucjusza. Mistrz spytany, czym jest miłość synowska odparł (jak mniemam, z cieniem goryczy): Teraz miłością synowską nazywają utrzymywanie rodziców. Podobnie karmimy nasze psy i konie. Bez szacunku jakaż będzie różnica w postępowaniu z rodzicami i ze zwierzętami. Zatem miłość w parze z szacunkiem. Wtóruje temu Czuang-Tsy (IV-III w. p.n.e.), choć był wyznawcą taoizmu: Cześć synowska oparta na szacunku jest łatwa, ale oparta na miłości jest trudna. A dobry przykład ma szansę zaprocentować, gdy przyjdzie starość. Nawet bezdzietny Tales z Miletu wiedział, że: Coś świadczył swym rodzicom, tego oczekuj od swoich dzieci. Niemniej nie miałby on (na gruncie rad rodzicielskich) poważania w oczach chińskiego filozofa Mencjusza, który jakieś dwieście lat po Talesie, nauczając konfucjanizmu, stwierdził: Są trzy rzeczy sprzeczne z miłością synowską, ale bezdzietność jest najgorsza z nich. Hm, nie znalazłem dwóch pozostałych, ale przyjmijmy, że ta jedna przygana mi i Talesowi wystarczy.

Zatem dzieci należy mieć. Lecz jak je wychowywać? W dawnych czasach działo się to chyba dość intuicyjnie. Każde dziecko, jak i obecnie, było uczniem; ale nie w rozumieniu zorganizowanego systemu edukacji. Po prostu codziennie uczyło się otaczającego świata, głównie przez naśladownictwo. A jeśli dziecko błądziło? Niestety, czekały go przykre konsekwencje. W Przypowieściach Salomona jedna ze wskazówek brzmi:  Z sercem młodym związana jest głupota. Oddali ją od niego bat kary. A w innym miejscu tychże żydowskich przypowieści znajduje się na pozór przewrotna myśl: Ten, kto żałuje kija, nienawidzi syna swego; kto go kocha, karze zawczasu. Koresponduje z nią znacznie późniejsza rada, jaką dawał John Locke: Dziecko nie powinno być nigdy karane przez tych, których nie kocha. Streszczając: jeśli kochasz dziecko, to dla jego dobra, karz złe zachowanie, ale nie pozwól, by twe dziecko karał obcy. O karaniu przypominała, alegorycznie zresztą, żydowska Księga Achikara:  Nie zaniedbuj kary dla swojego syna. Karanie syna jest jak nawóz dla ogrodu, jak węzeł dla worka, jak pęta dla bydła, jak zawora dla drzwi.  Czasy się zmieniły; wiadomo, że dziecka bić nie wolno, ale przecież karać można, a nawet należy. Jednakowoż równie ważne jest nagradzanie i pochwały, co dawniej nie wszędzie było takie oczywiste, jak świadczy abisyńskie przysłowie: Deszcz i dziecko darzy się nieszczerą pochwałą.

Co jest zatem miarą wychowawczego sukcesu? Ku odpowiedzi wiedzie przysłowie zapisane w języku Twi: Oznaką dziecka, które rośnie na dobrego człowieka, jest posłuszeństwo.

 

Posłuszeństwo

Czy za nieposłuszeństwo zawsze winę ponoszą dzieci? Nie. Czy wobec tego odpowiedzialni są wychowawcy? Też nie zawsze. Rzeczony konfucjanista Mencjusz okazuje się azjatyckim prapsychologiem wychowawczym, który w IV w. p.n.e. dostrzegł wpływ środowiska na rozwój dziecka: W czasach pomyślności dzieci są przeważnie dobre, a w czasach niepomyślnych, są przeważnie złe. Nie znaczy to, żeby się różniły od siebie w usposobieniach zesłanych im przez niebo. Ich upadek spowodowany jest okolicznościami. Mamy wyjaśnienie. Ale czy równocześnie usprawiedliwienie?

Niebagatelną zaletą dzieci jest ich zdolność do adaptacji i determinacja. Można wręcz wzorować się na takiej postawie, a niejaki Aldous Huxley, literat i filozof – per analogia – wplótł ją w motto dla dorosłych:  Co należy zrobić po upadku? To, co robią dzieci: podnieść się. Zaś powracając do niepomyślnych czasów. Tak się jakoś składa, że w każdych czasach narzeka się na dzieci, jakie to są źle wychowane. Czyżby nigdy nie dane było dzieciom żyć w dobrych okolicznościach. Afrykańczycy z ludu j. Twi uważają, iż: To nic przyjemnego być dzieckiem. Czy w naszych realiach również? A jeśli tak, to czy należy z tego powodu biadać. Niektórzy żydowscy mędrcy uważali, że trudne czasy uczą zaradności. Utrwaliła to Księga Achikara: Daj poznać synom swoim głód i pragnienie, aby potrafili kierować domem swoim.

Cóż jednak z owym posłuszeństwem. Egipski mędrzec Ptah-hotep, już dawno bo w XXIV w. przed Chrystusem chwalił posłuszność słowami: Jak dobrze, kiedy syn stosuje się do słów ojca: doczeka sędziwego wieku. A w innym miejscu, ów wezyr króla Dżed-ka-Re Isesi tak pisał: Posłuszeństwo przynosi pożytek synowi posłusznemu. Ten, który słucha, staje się posłusznym, a zdolny do słuchania jest także zdolny do mówienia. Chociaż co do tego mówienia przestrzegał: Bądź rozważny, kiedy przemawiasz; wypowiadaj tylko rzeczy ważne, aby dostojnicy, którzy to usłyszą, mogli powiedzieć: „Jak piękne jest to, co wychodzi z ust jego!”

 

Milczenie, przyjaźń, dobroć i umiar

Przyglądając się wychowawczym radom, skierowanym przede wszystkim do wychowanków, częstym elementem podkreślanym w różnych kulturach i czasach jest cnota milczenia i ważenie słów. I nie chodzi o to, że: Dzieci często bywają tak okrutne w słowach, jak dorośli jedynie w myślach pozwalają sobie na to – jak zauważył noblista Ivo Andrić. Raczej szło o to, by milczeć, gdy nie ma się czegoś mądrego do powiedzenia. Przypowieści Salomona pouczają: Głupiec nawet, kiedy milczy, bywa uważany za mądrego; rozsądny jest ten, kto zamyka swoje usta. A przykładem metaforycznej lecz i praktycznej sentencji jest abisyńskie przysłowie: Mucha nie wpada do ust, które milczą.

Swoje dorzuca żydowski apokryf o tytule: Przypowieści Jezusa Syna Siracha. Zbiór mądrości z II w. przed Chrystusem, nie wiedzieć czemu nie znalazł miejsca w Starym Testamencie, za to znalazł tutaj, pouczając: Przemawiaj zwięźle, o wielu sprawach mów oszczędnie; bądź podobny do tego, który wie, lecz milczy zarazem. Trzymanie języka za zębami doradzał nawet Platon, nakazując uczniom mieć trzy rzeczy: W myśli roztropność, na języku milczenie, w oczach wstyd. A skoro przy potrójnych radach jesteśmy, to afrykańskie przysłowie (z Abisynii) mówi krótko: Słuchaj, patrz, milcz.

Przytoczona wcześniej Księga Achikara podaje zbiór nauk żydowskich, momentami zaskakujących, jak np. wobec przyjaźni. Synu mój, ukryj i chowaj w sercu swoje słowa i nie wyjawiaj tajemnicy przyjacielowi. Gdybyś ją wyjawił, oddaliłbyś przyjaźń. I, co ciekawe, zaleca względem przyjaciół asertywność: Nie pozwól, synu mój, przyjacielowi swemu deptać sobie po nogach, aby ci nie wszedł na piersi. W innym miejscu znajdujemy słowa, które siedem wieków później głosił Chrystus, gdy zalecał kochać nieprzyjaciół. Księga bowiem propaguje: Z dobrocią, synu mój, swoich wrogów spotykaj, dziel ich troski i noś żałobę, gdy spotka ich nieszczęście; nie raduj się podczas ich klęski. Zaś z potrójnych rad zaleca: Bądź dobry, synu mój, bądź mądry – a wina swego nie spijaj z kłótliwymi kobietami. Z obszerniejszych nauk dla potomka warto przytoczyć – zamykając też klamrę milczenia – te o pokorze, umiarze i opanowaniu: Pochylaj głowę, synu mój, i w dół spoglądaj; zniżaj swój głos. Bądź powściągliwy, skromny, milczący, powolny. Nie bądź zuchwały i kłótliwy, nie podnoś swego głosu w rozdrażnieniu, bo gdyby podniesionym głosem budowało się dom, osioł budowałby dwa domy dziennie.

Jest tedy różnorodny zestaw nakazów, ale pamiętać wypada słowa, jakie rzekł Jean-Paul Sartre: Dzieci i zegarki nie mogą być stale nakręcane. Trzeba im także pozwolić chodzić.

 

Dorosłe dzieci

Partnerka życiowa wspomnianego Jean-Paula Sarte’a, również pisarka i filozofka, a do tego feministka – Simone de Beauvoir stwierdziła swego czasu: Co to jest człowiek dorosły? Dziecko nadęte latami. Biorąc pod uwagę, że sama nie chciała mieć dzieci (co uskuteczniała aborcjami), musiała mieć równie niechętny stosunek do dzieci, co do niedojrzałych dorosłych. W nieprzychylny ton uderzają także słowa Antoniego Słonimskiego, który rzucił śmiałą tezę, iż: Dzieci są zakałą ludzkości. Nie wiele lepiej brzmią słowa piosenki śpiewanej przez Sienkiewicza (Kubę Sienkiewicza):

Dzieci wesoło wybiegły ze szkoły,
Zapaliły papierosy, wyciągnęły flaszki.
Chodnik zapluły, ludzi przepędziły
Siedzą na ławeczkach i ryczą do siebie.

Tylko, że ta zakała ludzkości, rycząca do siebie, niby manifestuje niezależność i bunt przeciwko zakazom ze strony dorosłych, a tak po prawdzie sięga po to, co dla dorosłych zarezerwowane. Z wyprzedzeniem upodabnia się do tych, których lży i opluwa. A potem zakała po prostu staje się dorosła. Choć, czy rzeczywiście dorosła.

A z drugiej strony, czy powinna koniecznie dorosnąć. Wszak Mencjusz, ten chiński filozof powiedział: Prawdziwie wielki mąż powinien zachować serce dziecka. Również Jezus wskazywał na dzieci, jako przykład do naśladownictwa. Musiało to szokować w czasach, kiedy dziecko było człowiekiem drugiej kategorii, mniej wartościowym, głupszym, bardzo nisko w hierarchii. A Chrystus stawiał dziecko przed uczniami i mówił: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. A przy okazji dodawał: Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! – czym dał dość jasne wytyczne, jak traktować m.in. pedofilię.

Dzieci trzeba próbować zrozumieć. Lecz nie z piedestału dorosłej wyższości. Raczej tak, jak radził Jezus, należy się do nich zniżyć. Zacząć mówić ich językiem i grać według ich reguł. Znów sięgnę po przysłowie ludu języka Twi:  Kiedy dziecko udaje, że umarło, trzeba udawać, że się chce je pochować. Nie można oczekiwać, że dziecko będzie potrafiło grać według naszych zasad. To po stronie dorosłych leży dostosowanie się. Wtedy zrodzi się porozumienie. Być może konieczne będzie do tego obudzenie owego uśpionego dziecka w sobie. I wsłuchanie się w to, o czym mówią obie dusze. Gdy spytano Antystenesa, czego będzie uczył syna, odrzekł: Jeśli chce współżyć z bogami, wykształcę go na filozofa, jeśli z ludźmi, na retora. Niezależnie od tego, ile cynizmu przemycił w tej wypowiedzi, to jednoznacznie zaznaczył, że weźmie pod uwagę to, czego zechce jego syn, a potem posłuży mu odpowiednim wsparciem.

Bycie dzieckiem, gdzieś w środku, w sercu to nie słabość, nie infantylność, wiązana z głupiutkim rozumkiem. Janusz Korczak pisał, że: Dzieci nie są głupsze od dorosłych, tylko mają mniej doświadczenia. Idąc tym tropem, powiedziałbym, że dorosły z zachowaną dziecięcą duszą, ma szczęście, że nie została doświadczona. Pocieszające w związku z tym wydają się dla mężczyzn słowa Fryderyka Nietzschego: Kobieta lepiej rozumie dziecko niż mężczyzna, ale psychicznie mężczyzna jest bardziej podobny do dziecka. Wynika z nich bowiem, że to dziecko w nas (mężczyznach) tkwi. Może tylko zastanawiać, dlaczego mimo to kobiety jednak nas – dorosłe dzieci – nie rozumieją. A dzieci trzeba próbować zrozumieć.

Jednak my się z tego śmiejmy, bo: Kiedy śmieje się dziecko, śmieje się cały świat. Tak przynajmniej powtarzał Janusz Korczak.

Nie spotkamy się osobiście, lecz z radością wdamy się w dyskusję w komentarzach. W końcu człowiek człowiekowi dzieckiem, a więc dziecko dziecku dorosłym.

4.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

1 myśl w temacie “Coffeelosophy XLII – czyli dziecko dziecku dorosłym

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.