Archiwum autora: Pogadalnik

Konferencja Człowiek w procesie zmian

Już wkrótce tzn. 7 grudnia rozpoczyna się konferencja naukowa o doradztwie filozoficznym i coachingu http://widf.esy.es/  Pogadalnia jest współorganizatorem. Zapraszamy!!!

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Dusza

Jak to dobrze, że Martinus wziął na warsztat ludzką duszę! Należało jej się to już od dawna. Choć pojawiała się gdzieś tam w tekstach o innych tytułach ale należny jej poziom uwagi nie został przez nas w Pogadalni osiągnięty. Bo, po pierwsze, jeśli dusza istnieje, to nic innego nie znamy oprócz niej. A ściślej po Arystotelesowsku: niczego nie możemy ująć poznawczo, czym ona nie mogłaby się stać. A po Kantowsku mówiąc, niczego nie poznajemy co nie byłoby formą jej zmysłowości lub kategorią jej intelektu. A po drugie jeśli istnieje, to jesteśmy duszą i jako dusza do duszy mówić do siebie powinniśmy i jako dusze nad ciałem opiekę sprawować i broń Boże siebie jako ciał nie traktować… Ale jeśli jej nie ma, to całe to nasze gadanie to choroba słabowitego ciała, szukającego mocy…

Ale po kolei.

1. “Jezus oddał za nas życie. Ale czy za nas w całości? Nie. Tak właściwie, w dziele zbawienia chodziło wyłącznie o nasze dusze.”

Zgadzam się. Jeśli jednak tak jest, to po co Zmartwychwstanie? Nie potrafię tego pojąć inaczej jak tylko uznając, że ciała nasze nie są tym czym wydają się nam być. Jezus nie zabiera przecież do nieba masy (materii jako bryły o określonej inercji) lecz energię. Pewną aktywność wewnętrzną, która na zewnątrz może (ale nie musi) przejawiać się jako ciało. Jezus zatem istotnie nie zbawia ciała ale zbawia „energię naszego ciała”. Ale „energię” w sensie bliższym greckiemu energeia niż naszym współczesnym fizycznym pojęciom. Ta energeia jako energia ciała fizycznego to Arystotelesowska dusza wegetatywna, odpowiadająca za prawidłowe funkcjonowanie m.in. trawienia i rozmnażania. Po co zatem Jezus ją zbawia? To naprawdę baaardzo ciekawe pytanie. I wrócę do niego za chwilę.

2. „nie uważam, że dusza zaistniała sama, na drodze ewolucji, jak pióra na jaszczurach. Chętnie przyjmuję stworzenie jej przez Boga.”

Ja też. Ale jak pogodzić fakt stworzenia duszy z twardymi danymi nauki, które ukazują ewolucję człowieka jako proces naturalny oraz z szacunkiem dla Bożej Inteligencji, z którą nijak nie potrafię pogodzić każdorazowego wkładania dusz do naturalnie powstających ciał?

3. „A może należałoby, idąc za tą myślą, stworzyć pojęcie duszy mniejszej – czyli takiej, która zamieszkuje niektóre, co inteligentniejsze gatunki. To w pewnym stopniu pozwalałoby wybrnąć z kłopotów nastręczanych przez ewolucję”

Świetny pomysł. Koncepcja ta ma już pewnie jakieś 3 tysiące lat ale to nie znaczy, że przestała być atrakcyjna. Dusze są częścią porządku natury. (wszystko ma swój aspekt wewnętrzny-psychiczny i zewnętrzny-fizyczny ) Na poziomie wegetatywnym i zmysłowym jesteśmy duszami, które bardzo przypominają dusze zwierzęce. Mamy odczucia, wyobrażenia, doznania, wrażenia prawdopodobnie bardzo przypominające psie, kocie czy szympansie. Czytaj dalej

4.14/5 (7)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Kogo boi się Diabeł?

Są takie fragmenty u Platona, które poruszają we mnie jakieś struny emocjonalne gdzieś głęboko w środku. Myślę sobie wtedy, że Platon po to właśnie pisał dialogi, żeby tymi sznurkami metafizycznymi nas szarpać. W dialogu Menon, gdzie dowodzi, że dzielności nie można nauczyć, pod koniec, pojawia się Anytos. Wiemy, że to gość całkowicie odporny na urok osobisty i retoryczne talenty Sokratesa, ktoś kto prawdopodobnie już wtedy zdecydował, że swoją metodą “rozwiąże problem Sokratejski”. Anytos nie chce rozmowy z Sokratesem. On już osądził, jednak to Sokratesowi zarzuca, że zbyt pochopnie ocenia ludzi… Anytos pozostaje w świecie cieni, tzn. we władzy silnego afektu, który napędza jego projekcje. Ostatni fragment nie pozostawia złudzeń, co do „psychologicznej” interpretacji tego fragmentu przez Platona:

… nie ma pośród wybitnych polityków żadnego, który by i kogoś drugiego potrafił zrobić dobrym politykiem. Gdyby taki był, to po prostu tak by się o nim mówiło pośród żywych, jak Homer o Terezjaszu mówi pośród umarłych, kiedy powiada o nim, że sam jeden tylko jest przytomny, a cienie skaczą tu i tam. Tak samo by on ze swą dzielnością odbijał jak rzeczywisty przedmiot w porównaniu do cieni.

Terezjasz jest wróżbitą, który uzyskał moc wieszczenia niedostępną dla zwykłych śmiertelników, gdyż został przez bogów na siedem lat zamieniony w kobietę, co pozwoliło mu zrozumieć zarówno męskie jak i kobiece pierwiastki swojej natury. Anytos jest jego przeciwieństwem, owładnięty dziką namiętnością, choć wydaje mu się, że działa racjonalnie, nie dostrzega emocjonalnych źródeł swojego działania i projektuje własny „cień” na wrogów. Brak mu kontaktu z własnym centrum, z duszą, którą Jung nazywał Animą. Samopoznanie do którego zachęca wyrocznia Delficka, polega między innymi na konfrontowaniu się z nieświadomym pierwiastkiem kobiecym, który pozostając w cieniu może być źródłem destrukcyjnych namiętności, a uświadomiony ożywia i otwiera umysł na prawdziwą rozmowę. To z tego powodu Sokrates, który (dzięki Diotymie? A może Ksantypie?) uzyskał wgląd w naturę własnej duszy, podobnie jak mityczny Terezjasz, jest jedynym przytomnym pośród „skaczących cieni”.

Ale co to w ogóle jest kobiecość? Alice von Hildebrand, współczesna filozofka, podobnie jak Platon, dostrzega w kobiecości splot uczuciowości i mocy mistycznych:

Kiedy czyta się żywoty św. Teresy z Avilla czy św. Tereski z Lisieux, zaskoczeniem może być fakt, że one ciągle odnoszą się do swojej „słabości”. Historie tych heroicznych kobiet — a jest ich wiele — uczą nas, że świadomość i akceptacja własnej słabości, w połączeniu z bezgraniczną ufnością w miłość i moc Bożą, udziela tym uprzywilejowanym duszom siły, która jest tak wielka, ponieważ jest nadprzyrodzona. Naturalna siła nie może konkurować z siłą nadprzyrodzoną. Dlatego Najświętsza Maryja jest „silna jak wojsko gotowe do bitwy”. I nazywana jest „clemens, pia, dulcis Virgo Maria”. Ta nadprzyrodzona siła wyjaśnia — jak wspomniano w Roku liturgicznym Dom Prospera Gueranger’a — że Diabeł boi się tej skromnej dziewicy bardziej niż Boga, ponieważ jej nadprzyrodzona siła która miażdży jego głowę jest dla niego bardziej upokarzająca niż siła Boża.

4/5 (5)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Sprawozdanie z konferencji coachingowej

Opole stolicą coachingu filozoficznego?

Nasza tegoroczna konferencja na temat coachingu filozoficznego trwała 3 dni. Rozpoczęliśmy od warsztatów z Michelem Weberem. Gość główny naszej konferencji to znawca filozofii Whiteheada autor kilkunastu książek — wysoki szczupły z malowniczą szpiczastą brodą , zawsze skory do żartów. Kiedy wypowiada się o polityce nigdy nie wiadomo, czy mówi o swoich prawdziwych poglądach czy testuje naszą łatwowierność… Konferencja rozpoczęła się wieczorem warsztatem poświęconym jego działalności doradcy filozoficznego, którą prowadzi od kilkunastu lat w swoim Centrum Praktyki Filozoficznej w Brukseli.

Pierwsza teoretyczna część warsztatów poświęcona była prezentacji założeń filozofii procesu oraz terapeutycznej metody Watzlawicka. W drugiej mogliśmy zobaczyć Webera w akcji — belgijski doradca egzystencjalny (jak sam siebie niekiedy nazywa) mierzył się z trudnością jaką zgłosił jeden z uczestników warsztatów. Kończyliśmy z lekkim poczuciem niedosytu — późna pora zmusiła nas do przejścia na kolację, gdzie kontynuowaliśmy rozmowy z warsztatu.

Drugi dzień wykładowy rozpoczął Weber od diagnozy aktualnego stanu filozofii akademickiej, który określił jako histeryczny. Stan ten, jest jego zdaniem wynikiem systematycznego pomijania ciała i cielesności w dyskursie filozoficznym. Pokazał też historyczne źródła współczesnej psychologii i psychoterapii, krytycznie odnosząc się do freudowskiej psychoanalizy. Ironizował na temat twierdzeń Freuda o pożądaniu seksualnym u małych dzieci oraz kompleksu Edypa. Drugi z gości zagranicznych Sinan von Stietencron z Monachium, trener rozwoju osobistego z wieloletnim doświadczeniem, przedstawił założenia swojego procesualnego podejścia do warsztatowej pracy z dziećmi i dorosłymi. Stwierdził, że jesteśmy u progu głębokich przemian społecznych, które są wyzwaniem dla filozofii. Zarówno Filozofii akademickiej przez duże F, ale też dla naszych małych „filozofii”, którymi kierujemy się w życiu codziennym. Pokazał na czym polega myślenie organiczne i jego przewaga nad schematami, które nie uwzględniają realnego powstawania, tj. stawania się rzeczywistości „tu i teraz”, a tym samym pomijają tak ważne aspekty ludzkiego doświadczenia jak wolność i tworzenie.

Grzegorz Francuz przedstawił założenia modelu coachingu konfliktów, zwracając uwagę na podstawowe mechanizmy psychologiczne rządzące powstawaniem konfliktów i sposoby ich rozwiązywania. Ja, w swoim referacie, próbowałem odpowiedzieć na pytanie czym jest coaching filozoficzny. Rozpocząłem od definicji coachingu opartej na własnym doświadczeniu, posługując się metaforą Sokratejskiego lustra. Następnie omówiłem różnice pomiędzy coachingowym a teoretycznym rozumieniem filozofii, wskazując na różnicę w pojmowaniu celu (metanoiatheoria), metody (ćwiczenia duchowe a dedukcja i indukcja) i przedmiotu (dusza indywidualnego doświadczenia a dusza jako obiekt). Krótko wspomniałem też o enneagramie jako narzędziu rozwoju osobistego. Ksiądz profesor Bugajak również próbował przyjrzeć się coachingowi filozoficznemu, poszukując jego miejsca pomiędzy psychoterapią a kierownictwem duchowym. Zasugerował, że coaching filozoficzny nie ma właściwej sobie przestrzeni działania i musi jej dopiero poszukiwać. Po referacie Przemysława Zdybka na temat wolnej woli u osób uzależnionych, gdzie autor przedstawiał wyniki własnych badań empirycznych nastąpił czas pytań od uczestników. Na koniec zaproponowaliśmy uczestnikom udział w autorskim warsztacie prowadzonym przez Sinana von Stietencrona. Uczestnicy, siedząc w kręgu, mierzyli się z pytaniem o swoje rozumienie śmierci i odchodzenia — odpowiadając na pytanie, co chciałbym z tego świata zabrać, a co zostawić. Dzień drugi kończyliśmy w spokojnym nastroju zadumy nad życiem i przemijaniem…

Dzień trzeci, nareszcie po polsku. Rozpoczynała Iwona Alechnowicz frapującym wykładem o demonach ukrytych pod podłogą dziecinnego pokoju. Nawiązując do Campbella stwierdziła, że człowiek współczesny pozbawiony sfery sacrum, utracił możliwość bezpośredniego zmierzenia się ze swoimi najgłębszymi lękami, nie dysponuje bowiem rytuałami ani językiem symboli, które mu to niegdyś ułatwiały. Dziś rolę podobną do tej spełnianej przez rytuały inicjacji muszą wypełnić terapeuci i coache. Tomasz Femiak mówił o jednej z metod, które może wykorzystać coach filozoficzny — terapii opartej na logice. Metoda ta polega na ukazywaniu klientowi nieścisłości w sformułowaniach i paralogizmów we wnioskowaniach, którymi się posługuje. Dekonstrukcja takich logicznie niepoprawnych struktur językowych może pomóc w zmianie schematów myślowych, które krępują klienta, zatrzymując go w rozwoju. Podobny temat rozwinął w swoim referacie Artur Machlarz. Mówił o krytyce języka i o „językowej opresji”, idei obecnej np. w filozofii feministycznej ale też u Carlosa Castanedy, który twierdził, że używane przez nas słowa mogą nas zmuszać do określonych działań. Jako przykład przywołał trening mentalny Arno Ilgnera, który zalecał krytykę języka wewnętrznego dyskursu, jako sposób uruchamiania naturalnej kreatywności. Robert Szewczyk zaprezentował interpersonalny wymiar poglądów Carla Rogersa na edukację, jego krytykę intelektualizmu w pedagogice oraz koncepcję „znaczącego uczenia się”. Po każdym z referatów odbywała się krótka dyskusja.

Po przerwie Joanna Łajdanowicz mówiła o coachingu w życiu osób niepełnosprawnych. Podobny temat poruszył Tomasz Kasprzak, który przedstawiał coaching i doradztwo jako metody aktywizacji niepełnosprawnych. Anna Musioł przedstawiła sposoby wykorzystania prakseologii w coachingu a Tomasz Stanowski zaprezentował postać Wojciecha Gołuchowskiego, jako model dziewiętnastowiecznego doradcy filozoficznego. Tę cześć obrad zakończył panel dyskusyjny pt. coach filozofem XXI wieku przygotowany przez studentów coachingu z Zielonej Góry.

Po przerwie obiadowej Agnieszka Woszczyk pokazała jak doradca filozoficzny może sensownie pracować z osobami przeżywającymi bezsens. Helena Kistelska — psychoterapeutka zwróciła naszą uwagę na fakt, że lecznicze własności w terapii może mieć już sama relacja pacjenta z terapuetą, szczególnie wtedy, gdy relacja ta jest jedyną, w której pacjent może się poczuć jak obdażona godnością osoba ludzka. Ostatni referent Marcin Krupa, nawiązując do egzystencjalizmu, opowiedział się za taką formą coachingu filozoficznego, która ujmowałaby pełnię ludzkiej egzystencji.

Tematem panelu na zakończenie konferencji były szanse i zagrożenia związane z coachingiem filozoficznym. Jednym z wątków podjętych w dyskusji była forma relacji jaka istnieje pomiędzy klientem a coachem filozoficznym. Konferencja zakończyła się wyrażanym powszechnie życzeniem by w przyszłym roku spotkać się znowu.

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Konferencja naukowa 8-9.12.2016

Wokół idei doradztwa filozoficznego II
Coaching Filozoficzny

Plakat Konferencji Naukowej 12.2016Instytut Filozofii Uniwersytetu Opolskiego wraz ze Stowarzyszeniem Doradztwa Filozoficznego “Pogadalnia” zaprasza do udziału w kolejnej konferencji z cyklu poświęconego praktyce filozoficznej. Celem zeszłorocznej konferencji Wokół idei doradztwa filozoficznego było definiowanie doradztwa filozoficznego w kontekście dziedzin pokrewnych takich jak coaching czy psychoterapia. W tym roku ponownie zapraszamy do wspólnej refleksji nad praktycznymi aspektami filozofii.

Doradztwo filozoficzne coraz częściej znajduje swoje miejsce w ofercie edukacyjnej polskich uniwersytetów, ciągle jednak brakuje publikacji porządkujących cele i metody tej dyscypliny. Zapraszamy wszystkich zainteresowanych rozwojem doradztwa filozoficznego do wspólnej pracy nad budowaniem jego teoretycznych podstaw. Tematem przewodnim w tym roku będzie coaching filozoficzny. Gościem tegorocznej konferencji będzie jeden z pionierów współczesnego doradztwa filozoficznego, znawca filozofii Alfreda Northa Whiteheada i praktykujący doradca filozoficzny Michel Weber. Językiem konferencji będzie język polski, ale planujemy także organizację sekcji anglojęzycznej.

=> Program Konferencji i dodatkowe informacje

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Pożądanie jako problem “tego drugiego”

Martinus opisuje pożądanie in abstracto, jak zjawisko meteorologiczne, na chłodno. Ja jestem przekonany, że dopiero kiedy próbujemy rozpoznać je u siebie robi się ciekawie. Co tu podlega naszej woli? Jak możemy wpływać na intensywność własnych pragnień. Czy mogę świadomie nakręcać spiralę podniet i pożadań? A może kiedy chcę “bardziej pożądać” osiągam skutek odwrotny? Zakazy i ograniczenia nakładane na zachowania seksualne nie tylko nie zmniejszają pożądań ale odwrotnie, prowadzą do ich intensyfikacji… Jak pracować z własnym pożądaniem? Jak wykorzystać je jako siłę napędową?

 

2.67/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Jesteśmy znowu

Po kilkudniowej nieobecności w sieci wracamy. Mam nadzieję, że już na dobre. Podczas tej wirtualnej nieobecności wywołanej prawdopodobnie jakimś wirusem miałem wrażenie, że nasz byt osłabł. To mnie skłania do zapytania o status ontologiczny istnienia sieciowego. Czy wirtualne istnienie jest istnieniem słabszym niż realne? A może na odwrót?

 

 

4/5 (1)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Pogadalnia w klubie seniora

W marcu w jednym z opolskich klubów seniora odbyły się warsztaty filozoficzne prowadzone przez Stowarzyszenie Doradztwa Filozoficznego „POGADALNIA”. Warsztaty obejmowały trzy spotkania w odstępach dwutygodniowych i dotyczyły tematyki komunikacji interpersonalnej.
W ramach zajęć zaproponowaliśmy uczestnikom szereg ćwiczeń z zakresu filozofii praktycznej. Zajęcia miały na celu zainspirować uczestników do refleksji nad własnym uczestnictwem w relacjach społecznych, zwrócić uwagę na mechanizmy działania jednostki w tego typu relacjach oraz pobudzić do wspólnego wyciągnięcia wniosków podczas dyskusji.
Warsztaty cieszyły się dużym zainteresowaniem. Mamy nadzieję, że jest to zapowiedź dalszej, efektywnej pracy Pogadalników.

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Co to jest coaching filozoficzny?

Dwa sposoby uprawiania filozofii.

W epoce starożytnej zarysowują się dwa typy uprawiania filozofii, naukowo-teoretyczny i „coachingowy”. Arystoteles jest prototypem dzisiejszego profesora uniwersyteckiego, pracownika naukowego, który współtworzy system wiedzy „nadającej się do nauczania” (czytaj: „wykładania”). Sokrates z kolei, jest modelowym przykładem starożytnego „coacha” i przewodnika duchowego, którego celem nie jest gromadzenie i przekazywanie wiedzy, lecz uaktywnianie wewnętrznych zasobów rozmówcy. Sokrates jest lekarzem duszy, a nie wykładowcą, mistrzem duchowym bardziej niż naukowcem. Wszyscy niemal twórcy szkół filozoficznych starożytności są w mniejszym lub większym stopniu zainspirowani postacią Sokratesa, jego osobistą charyzmą i mistrzowskim posługiwaniem się metodą „rozmowy coachingowej”. Jej celem nie jest nauczanie, lecz przemiana myślenia (metanoia), prowadząca do lepszego życia. Taki jest cel filozofii od Antystenesa, Arystypa, Zenona, Epikura, Epikteta ale też Pirrona, Justyna, Klemensa Aleksandryjskiego czy Augustyna.

Coachingowy typ filozofowania, po swoim rozkwicie w okresie hellenistycznym stopniowo zanikał w filozofii Zachodu, ustępując miejsca modelowi naukowo-teoretycznemu. W średniowieczu po okresie dominacji Platońskiego stylu filozofowania, bliskiego ascetycznej duchowości chrześcijańskiej ukształtował się, nawiązujący do Arystotelesa, szkolny model uprawiania filozofii. Zarysował się też coraz wyraźniejszy podział kompetencji pomiędzy filozofię (obejmującą w średniowieczu również nauki szczegółowe – artes liberales) oraz teologię. Działalność duchowo-psychologiczna była prowadzona w ramach chrześcijańskich praktyk religijnych. Filozofia jako narzędzie pracy coachingowej zniknęła w zasadzie z kultury europejskiej. Jednocześnie, zyskujące coraz silniejszą pozycję dyscypliny szczegółowe marginalizowały filozofię, która stopniowo zawężała swój zakres. Jej niekwestionowanym bastionem był obszar zagadnień należących do Arystotelesowskiej filozofii pierwszej. Jednak pod koniec osiemnastego stulecia stało się jasne, że pojęcie naukowości ukształtowane w wyniku postępu nauk szczegółowych nie daje się zastosować wobec tak rozumianej filozofii. O tym, że stała się ona przedmiotem „problematycznym”, świadczy fakt, że wielu filozofów poczuwa się do obowiązku uzasadniania swojej obecności w systemie szkolnictwa wyższego. Filozofia przestała być „niewolnicą teologii” ale jej obecny związek z naukami szczegółowymi też nie jest relacją zdrowego partnerstwa…I to nie filozofia jest w tym związku „dominatorem”. Kiedy na początku ubiegłego stulecia od filozofii oddzieliła się psychologia, przypieczętowało to los filozofii jako dyscypliny bezsilnej, zagubionej i oderwanej od jakichkolwiek realnych zastosowań. Niektórzy filozofowie zostają gwiazdami tygodnia, ale „scholastyczny” model filozofii pozostał dominującym sposobem jej uprawiania na zachodnich uniwersytetach. Coaching filozoficzny to próba odwrócenia tej tendencji.

 

4.25/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Niewolnictwo nieświadome

Wypowiedź Alka o stresie kredytowym i ostatnie z pytań Martinusa kuszą… do zabrania głosu. Czy możliwe jest „nieświadome niewolnictwo”? Stawiam tezę, że tzw. człowiek współczesny (którym często sam jestem, ale najczęściej być nie chcę) nie jest wolny wewnętrznie. O niewolnictwie wewnętrznym bym chciał pogadać. Podejrzewam, że wobec rosnącego poziomu frustracji spowodowanej m.in. „uzewnętrznieniem” bycia (wyjaśnię dalej co przez to rozumiem) tzw. „człowiek współczesny” może być „niewolnikiem” w większym stopniu niż niewolnik starożytny. Zewnętrzne kryteria niewolnictwa nie są tu istotne. Zakładam, że kwestie związane z wolnością rozstrzygają się we wnętrzu człowieka. „Jeśli kierujesz się motywacją zewnętrzną” (np. chęcią przypodobania się innym) „już straciłeś wolność wewnętrzną” – powiadają stoicy. Łatwo powiedzieć, ale co zrobić jeśli kredyt we frankach wisi nad nami jak miecz Damoklesa, nie dając spać po nocach…

Marka Aureliusza frustrowała czasem myśl, że musi władać milionami ludzi, podczas gdy chciałby sobie w spokoju poczytać teksty filozofów. Było to bardzo podobne odczucie do frustracji niewolnika który musiał czytać filozofów w domu snobistycznego pana, a chciałby władać milionami… Skąd bierze się frustracja spowodowana aktualną sytuacją, w której się znajdujemy? Czytaj dalej

3.25/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Niewolnictwo pracy

Tym razem dyskusja dryfowała mocno w kierunku duchowej nędzy współczesnego kapitalizmu. Niewolnictwo pracy wg mnie to kwestia nastawienia wewnętrznego bardziej niż układów społecznych, w których jeden człowiek niewoli drugiego. Jesteśmy niewolnikami pracy, kiedy pracujemy bez radości…

2.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Samodzielnie o radości umierania

Jako wielki Pogadalnik rozpocznę od wyrażenia uznania dla Martinusa i Alka. Piszecie jasno i mądrze a mądrość niczego tak nie ceni jak otwartej krytyki. Dlatego mądrość waszą chwalę, ale tylko po to by ją przenicować.

Otóż, niepokoi mnie, że nie chcecie definiować ŚMIERCI. A ja dotąd, o ile mi wiadomo, nie rozmawiałem z nikim kto jej doświadczył. O czym my w ogóle rozmawiamy? Czy można tak sobie beztrosko rozmawiać o czymś,  czego nikt nigdy nie widział? Czy któryś z was wie, o czym pisze? A może widok martwego ciała uznajecie za dowód śmierci? Obaj piszecie tak, jakbyście coś wiedzieli, czego ja nie wiem. Alek, trochę w stylu naszego Martina Hounda każe mi całe życie zasuwać w pocie czoła, aby odebrać nagrodę w postaci spokojnej śmierci. Może i bym go posłuchał, w odruchu filozoficznego entuzjazmu, ale ciało me do sprośności i lenistwa skore warczy na samą myśl o takim poświęceniu. Nie nie, tu gdzieś się zagadka dużego kalibru czai i filozoficzny entuzjazm trzeba poskromić. Czy nie warto pochylić się nad czymś, co znamy z doświadczenia, taką “śmiercią” z małej litery i w cudzysłowie? Czy nie  doświadczamy śmierci , kiedy nas strach tak przydusi, że oddechu brak i żyjemy tylko “siłą rozpędu”? Czy nie jest śmiercią życie mdłe i ponure, życie, które musi sobie coraz to nowe rozrywki fundować by nie umrzeć z nudów? Jeśli jakąś śmierć znam, to tylko taką…i tylko takie “bycie trupem”.

 

 

4.67/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

1 2