Archiwa tagu: Dante Alighieri

Na święta dość umiarkowanie

Dante, wędrując przez czeluście piekieł, w pewnym momencie trafił na taki obraz:

Widziałem inne męki i męczonych.
Był to krąg trzeci, krąg deszczów ulewnych,
Deszcz jak z upustów spadał otworzonych
Ciężki i chłodny; śnieg zmieszany z gradem

W ciemnym powietrzu szumiał wodospadem,
Ziemia deszcz chłonąc, oddychała czadem.
Cerber tam szczekał swą paszczą troistą
Na duchy, które w ziemię ugrzęzły bagnistą,

A oczy jego świeciły czerwono;
Wełna nań czarna, sam szerokobrzuchy,
Łapy niejedną uzbrojone szponą,
Nimi darł w pasy potępione duchy.

Jak psy pod deszczem potępieńcy wyją,
Zmokłą za siebie obracając szyją,
Kręcą się ciągle w tę i ową stronę,
Tworząc nawzajem z swych boków zasłonę.

Alfonso d’Aragona tak przedstawił trzeci krąg piekielny

             Wszystko to miało miejsce w trzecim kręgu piekła. Spotkany tam niejaki Ciacco (po naszemu Wieprzek) tak tłumaczył Dantemu powód swojej w tym miejscu obecności:

Za chuć obżarstwa niską i nikczemną,
Jak widzisz, leje wieczny deszcz nade mną.
Tu ja niejeden, wszystkie cierpią dusze
Za grzech ten samy też same katusze.

Nie mam absolutnej pewności, czy piekło istnieje i czy dzieli się na kręgi, i czy jest krąg trzeci, a w nim miejsce dla obżartuchów, łakomczuchów i opilców. Jeśli jednak jest, to mam dwa pytania: czy wszyscy, którzy tam trafiają faktycznie zasługują na potępienie. I kto może ocenić, czy ma miejsce nieumiarkowanie w jedzeniu lub piciu? Skąd ta wątpliwość, o tym za chwilę.

Obraz Jakuba Jordaensa, jak to przy stole starzy śpiewają a młodzi przygrywają

          A! wspomnę o jeszcze jednym. Przesada w drugą stronę, też jest oceniana negatywnie; mam na myśli anoreksję i ortoreksję. Krótko mówiąc: ani łakomstwo, ani głodzenie się nie popłacają eschatologicznie. Skrajności w odżywianiu to szkodzenie zdrowiu. Tak oto piąty z siedmiu grzechów głównych zazębia się z piątym przykazaniem Dekalogu.

Najlepszy sposób zachowania zdrowia -€“ nie jeść, gdy się nie chce,
i przestać jeść, gdy jeszcze jest chęć do jedzenia.

Sadi z Szirazu

Charles-Joseph Natoire, Uczta Kleopatry i Marka Antoniusza

            To wróćmy do tej wcześniejszej wątpliwości. Z grubsza rzecz biorąc, istnieje przekonanie, że jeśli ktoś zje, lub wypije za dużo, ten grzeszy. Wyobraźmy sobie dwie osoby siedzące przy suto zastawionym stole. Obie podobnej postury. Sięgają co chwilę do półmisków i zjadają tyle samo. Po pewnym czasie jedna czuje, iż już się przejadła, że każdy kęs rośnie w ustach, że ją rozdyma, a popuszczanie pasa nie pomaga. Tymczasem druga czuje, że mogłaby spokojnie zjeść jeszcze trochę. Co więcej, sięga po kolejną porcję, i po kolejną, i pochłania je, nadal nie czując przesytu. Kogo więc oskarżymy o obżarstwo? Tego pierwszego, bo zjadł więcej niż mógł i potrzebował, czy również tego drugiego, bo w ogóle zjadł dużo więcej? Wydaje mi się, że brakiem umiaru popisał się ten pierwszy, gdyż przesadził. Z tego wynika jedno: dopóki ktoś nie czuje, że przeholował, to nie musi poczuwać się do winy. Tylko własne poczucie umiaru stanowi o grzechu.

            Ale i tu rodzi się wątpliwość. Przecież ktoś otyły zjada niemało, w dodatku więcej niż potrzebuje, a niekoniecznie odczuwa sytość, bądź przesyt. Jak zmierzyć brak umiaru? Nie znam jednoznacznej odpowiedzi.

Na przyjęciu powinno się jeść mądrze, ale niezbyt dużo,
i mówić dużo, ale niezbyt mądrze.

William Somerset Maugham

Tak Daniel Sarrabat odmalował cud podczas wesela w Kanie

  Święta, zwłaszcza te poprzedzone postem, są okazją do ochoczego zasiadania przy talerzach. I dobrze. Stół oraz biesiadowanie to szczególne elementy budujące więzi międzyludzkie. Sokrates, Platon i ich kumple znajdywali w tym okazję do filozoficznych dysput. Choć i wina sobie nie żałowali; w końcu In vino Veritas, a przecież prawdy szukali. Skoro o ucztowaniu i winie mowa, Jezus też nie unikał uczt; na jednej z nich, podczas wesela w Kanie galilejskiej, uczynił pierwszy cud, przemieniając wodę w wino. Podczas innych uczt nauczał apostołów, a praktykę takich spotkań pozostawił w spuściźnie następnym pokoleniom. Biesiadujmy zatem, rozmawiajmy, poznawajmy się, bawmy, uczmy od siebie, jedzmy, pijmy i to nawet dużo, byle mądrze i zdrowo.

             Co nikomu nie szkodzi, nie może być grzechem. Życzmy tedy sobie więcej plam na obrusach niż na sumieniu. Może, dalibóg, nie podzielimy losu Ciacco. Najważniejsze to odkryć w sobie cnotę umiaru. O! i pamiętajmy, co mówił Sokrates: Człowiek nie żyje, aby jadł, ale je, aby żył. Smacznego!

Kłaniam, Martinus

4.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Na święta: Ekscytująca osobliwość obojętności

Czy bez emocji bylibyśmy jak maszyny? I jeśli w jakimś sensie tak, to czy bylibyśmy dobrzy. A przynajmniej statystycznie rzecz biorąc, to stalibyśmy się przez to gorsi, czy lepsi? Przecież – co prawda kosztem pięknych i pozytywnych uczuć – pozbawilibyśmy się emocji złych, destrukcyjnych i toksycznych. Stąd obojętność wydaje się nęcąca.

Spodziewam się głosów oburzenia. Dowodów na to, że emocje były przyczynkiem rozwoju cywilizacji i kultury. Zgoda. Wiele pięknych dzieł, u podstaw których leżało głębokie, bądź silne uczucie, pewnie by nie powstało. Ale jeśli stracilibyśmy zdolność emocjonalnego odbioru, to byłoby nam obojętne, czy coś takiego istnieje. Że co? Że świat byłby uboższy? I co z tego?! Nie byłoby efektów pozytywnych uczuć, ale nie byłoby też skutków tych negatywnych.

Ogólnie panujące apatia i niewrażliwość wydają się posępną wizją. Ale to dlatego, że patrzymy nań z naszej dzisiejszej, emocjonalnej perspektywy. Gdyby zobojętnienie było stanem powszechnym, gdyby rodząc się, człowiek zastawał taki właśnie świat, to traktowałby go jako naturalny. Nie wyobrażałby sobie innego ani za innym by nie tęsknił.

Kiedy człowiek coś posiada, czymś dysponuje, to do pewnego stopnia potrafi wyobrazić sobie sytuację, w której to traci. Zamknie oczy, lub zatka uszy i wchodzi w stan osoby niewidomej bądź głuchej. Odwrotne użycie wyobraźni bywa trudne lub niemożliwe; kiedy ktoś rodzi się bez wzroku lub słuchu zna inny świat, porusza się w innej rzeczywistości i chyba nie potrafi sobie wyobrazić, jak to jest widzieć, czy słyszeć.

Gdyby wszyscy ludzie z natury rodzili się jako istoty niesłyszące i pozbawione wzroku, to z pewnością rozwój cywilizacji przebiegałby inaczej. Nie byłoby zachwytów nad pięknem krajobrazu, nie byłoby malowideł ani innych dzieł o charakterze wizualnym, nie porozumiewano by się mową, nie ostrzegano sygnałami dźwiękowymi, nie komponowano by muzyki. Nie wiedzielibyśmy o istnieniu chmur i gwiazd, nie wiedzielibyśmy, że ptaki śpiewają, a morze szumi. Nasz zasób słów i pojęć byłby dużo mniejszy, bo nie wiedząc o pewnych sprawach, nie wymyślalibyśmy dla nich nazw. Tworzylibyśmy kulturę w oparciu o smak, węch i dotyk. Czy świat byłby uboższy? Z naszego obecnego punktu widzenia tak się może zdawać, lecz dla gatunku ludzkiego bez tych dwóch zmysłów raczej nie.

Obecnie większość ludzi ma do dyspozycji pięć zmysłów. A co jeśli są możliwe jeszcze jakieś dwa, albo trzy inne? Tylko że dla nas są niedostępne. Czy wobec tego świat, w jakim żyjemy powinniśmy uważać za uboższy? Bo pozbawiony wielu spraw, tematów, dzieł i możliwości, jakie by znalazły swój przejaw, gdyby te dodatkowe zmysły były naszym udziałem. Podobnie, moim zdaniem, byłoby z emocjami. Czytaj dalej

3.83/5 (6)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Filozof bez nadziei

 

Porzućcie wszelką nadzieję, którzy tu wchodzicie.

Mniej więcej takie słowa witają dusze, wkraczające do piekła – przynajmniej w Boskiej komedii. Najwyraźniej Dante uznał, iż co, jak co, ale nadzieja, chociaż jest cnotą Boską, to w tym miejscu już się na nic nie przyda. A czy gdziekolwiek indziej warta jest podsycania?

Czym ona jest? Żywienie nadziei, to liczenie na coś, co nie jest pewne. To wyobrażanie sobie przyszłości. W dodatku pomyślnej. I karmienie się tym obrazem. To nieuprawnione spodziewanie się rzeczy, które – nawet jeśli prawdopodobne – wcale nie muszą się wydarzyć.

Nadzieja zatem nie przystoi filozofom. Wszak oczekiwanie na ziszczenie się czegoś ledwie potencjalnego to hazard. Nie bez kozery pojęcie losu (także tego, który nas czeka) równie silnie związane jest z pojęciem loterii. Tymczasem filozof, kierując się racjonalnym myśleniem i logiką, powinien zmierzać ku pewności. Nie zaś pokładać ufność w czymś, co przynależy do niepoznawalnego jutra. Czy można liczyć, że coś spełni się w czasie, o którym nie mamy żadnej wiedzy? Wobec tego: porzućcie wszelką nadzieję, którzy filozofujecie.

(Pozostanie wam rozpacz. Pozostanie wątpienie. Albo pewność własnych racji i arogancka ufność w swe ludzkie siły.)

Kłaniam, Martinus

4/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)