Archiwa tagu: radość

Coffeelosophy XXXIII – czyli im gorszy, tym lepiej

Właściwie powinienem zatytułować ten krótki wpis odwrotnie: Im lepszy, tym gorzej, lecz jakoś mi to źle brzmiało. Zresztą nie ma większego znaczenia, od której strony do tego podejść, bo zasadniczo nie ma większego znaczenia sam pretekst (ale cóż w ogóle ma znaczenie? – że tak filozoficznie zapytam). Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak zapamiętujemy ludzi?

Jeszcze będąc sztubakiem pomniejszej nyskiej podstawówki (ładne kilkadziesiąt lat temu) usłyszałem od nauczycielki spostrzeżenie, które potem znajdywało potwierdzenie w mych własnych obserwacjach przez kolejne lata edukacji. Mianowicie, że nauczyciele najszybciej zapamiętują imiona, a po latach najdłużej pamiętają uczniów, którzy są krnąbrni, niesforni i słabo się uczą. Najwyraźniej pamięć wzmacniały nerwy zszargane podczas bezskutecznych prób okiełznania delikwentów, sprawiających problemy wychowawcze i dydaktyczne. Przy okazji zauważyłem, że odwdzięczamy się tym samym; najlepiej i najdłużej pamiętamy ostrych, wymagających pedagogów, przez których w swoim czasie sporo wycierpieliśmy.

Dorosłe życie nie przyniosło wyraźnych przesłanek, aby podważyć tamte spostrzeżenia. Mamy bohaterów i antybohaterów, mamy ludzi dobrych i złych. Jednak tych drugich łatwiej nam zapamiętać. Z przeróżnych faktów historycznych pamiętamy więcej tych mrocznych, dotyczących wojennego okrucieństwa, ludobójstwa, pustoszących kraj katastrof, dziesiątkujących miasta epidemii, skrytobójczych spisków, masowych egzekucji, krwawych rebelii… A w życiu codziennym? Przecież dłużej i żywiej pamiętamy kogoś, kto wyjątkowo nas skrzywdził, niż kogoś, kto wyświadczył nam jakąś (choćby i wielką) przysługę. Jasne, że na wspomnianych stronach historii wymieniamy zarówno negatywnie oceniane postaci, jak i te pozytywne – kryterium stanowi ważność i wpływ na bieg dziejowych wydarzeń. Tego wymaga uczciwość i rzetelność kronikarza. Czy jednak uczniowie lepiej zapamiętują biogramy świętych, czy czarnych charakterów? I których na kartach historii jest więcej?

Na koniec przyjrzyjmy się życiu i śmierci (au! czy ja naprawdę tak napisałem?). Niegodziwy, okrutny człowiek żyje dajmy na to kilkadziesiąt lat, krzywdząc innych ludzi. Gdy taki nikczemnik umiera przyjmujemy to z ulgą, a nawet z niejakim zadowoleniem. Jeśli jeszcze zdąży dosięgnąć go zasłużona kara, to kwitujemy jego żywot wręcz z radością. Czyż tak trudno o przykłady, kiedy po obaleniu (lub zwykłej śmierci) tyrana, bezwzględnego satrapy, albo krwawego dyktatora, wśród ludzi wybucha fala radości. Wylegają na ulice i świętują. A jeśli dopadną zwłok despoty, to i sponiewierać je potrafią – w poczuciu tryumfu, zemsty, czy swoistej sprawiedliwości. Potem satysfakcja potrafi towarzyszyć wielu kolejnym pokoleniom. Wszak ludzie chętnie rozpamiętują historie, w których triumfuje sprawiedliwość (choćby tylko dziejowa, której przejawem jest krytyczny osąd łotra przez wieki wieków).

Można zadać sobie pytanie, czy to moralne cieszyć się z czyjejś śmierci. Z chrześcijańskiego punktu widzenia, jeśli umiera człowiek, który nie pojednał się z Bogiem, jest to sytuacja smutna. Ponieważ chrześcijaninowi powinno zależeć na tym, aby wszystkie dusze miały udział w radości życia wiecznego. Wynika to z nakazu miłości bliźniego, a nawet nieprzyjaciół i prześladowców. I nie należy patrzeć na śmierć, jak na rodzaj zasłużonej kary (w dodatku boskiej) – bo wszystkich czeka śmierć, tych dobrych również; za co byłaby to kara dla nich. No dobrze, chrześcijanin zatem – zobligowany religijnymi normami – wie, że powinien powstrzymać radość z cudzej śmierci. Inna rzecz, czy się do tego stosuje (poza tym nie wszyscy są ochrzczeni). Wygląda bowiem, że rzadko kiedy ludzie mieli w tym względzie dylematy; wystarczy przypomnieć sobie rozradowaną gawiedź podczas publicznych egzekucji złoczyńców i opryszków. Brawa, okrzyki, gwizdy, wiwaty, a niekiedy później jeszcze pieśni (no, piosenki ludowych bardów) o tym, jak to przebiegało i ile radości było z powieszenia szubrawca. Nawet jeżeli przyjmiemy, że żadną śmiercią nie wypada się napawać, to czy można przynajmniej się cieszyć z wyczekiwanego końca czyichś podłości? Czy wolno odczuwać i okazywać radość z tego, że ktoś nie wyrządzi już więcej zła? Wydaje się, że tak.

Kiedy umiera ktoś dobry, porządny i zasłużony, tłumy żałobników wypełniają cmentarz. Ludzie przeżywają smutek, ból i rozpacz. Chociaż ten człowiek czynił dobro przez kilkadziesiąt lat, trudno w takiej chwili myśleć kategoriami wdzięczności i cieszyć się, że było nam dane z tego czerpać. Trudno też po chrześcijańsku cieszyć się, że przeszedł do wspanialszej rzeczywistości. A jeśli przy tym nie doczekał się on tu, na ziemi uznania, zasłużonej pochwały, podziękowania, lub godnej nagrody, żegnamy go z poczuciem, iż zaszła jakaś niesprawiedliwość. U wielu ludzi, przez kolejne pokolenia, jego los będzie wzbudzał żal.

W skali epok życie ludzkie to krótki epizod, ale jeśli dany człek dokonywał czegoś znaczącego, jego czyny wywierają wpływ i budzą emocje przez długi czas po odejściu z tego świata. Jak wspomniałem: śmierć kogoś złego przynosi radość, a po kimś dobrym jest płacz, zgryzota i cierpienie wielu ludzi. Czyż to nie paradoks, że im ktoś lepszy, tym gorzej. Może zatem na polu moralności wcale nie warto się starać?

Zapraszamy 6 maja o godzinie 18:00 do kawiarni Pozytywka, przy ul. Czaplaka 2. Temat brzmi: im gorszy, tym lepiej. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i podzielić wątpliwość wyrażoną przez Mikołaja Gogola w słowach: Skąd mamy wiedzieć, kto z nas jest większy, kto lepszy, skoro pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi?

A w pozostałe poniedziałki zapraszamy na spotkania w murach uniwersyteckich.

4.5/5 (2)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Umierajmy radośnie!

Spotkanie w formule pozauniwersyteckiej odbyło się w kawiarni Pozytywka i zgodnie z planem dotyczyło radości umierania. Ponieważ tego dnia wypadały akurat Zaduszki, to temat pasował, jak ulał. Spotkanie przyniosło szereg wypowiedzi, które Wielki Pogadalnik starał się ukierunkować na jak najbardziej osobiste tory. Chętnie ujrzałbym na tej stronie jego resume, albo jakąś syntetyczną refleksję.

Generalnie, zebranym trudno było powiązać umieranie z radością, zwłaszcza w ujęciu filozoficznym. Prowokacyjna zbitka słów nie dała się obronić; dominowało kojarzenie śmierci ze stratą, odejściem, końcem, ewentualnie przejściem w inną rzeczywistość. I tu wkraczamy w obszar wiary. Dało się zauważyć, iż nieco łatwiej było poruszać się na polu teologii, czy szczególniej eschatologii. Pozwoliłem sobie wspomnieć, że historia zna przykłady osób, które umierały z radością, krzepione myślą o czekającym je lepszym życiu w wieczności, zadowolone z tego, jaki ślad po sobie zostawiają, jakie dają świadectwo…

Myśląc o sprawach ostatecznych podzielam raczej uczucia tych, którzy obawiają się umierania, zwłaszcza w cierpieniu. Przede wszystkim jednak nie chciałbym umrzeć, nie zrealizowawszy niektórych planów. I daje mi swoiste ukojenie świadomość, że na większość z nich (teoretycznie, lub statystycznie rzecz biorąc) jeszcze trochę czasu mi zostało. Dopiero poczucie, iż na coś jest za późno, niemiłosiernie doskwiera.

Gdyby życie potraktować jako podróż (wyświechtana metafora, wiem) – to wówczas można by doszukać się radości w umieraniu. Niektórym ludziom bowiem przynosi radość podróż w nieznane. Mniej poetyckie, ale chyba trafniejsze będzie inne podejście. Życie człowieka od samego początku zmierza ku śmierci. Nie chodzi o to, że celem życia jest śmierć, lecz o to, iż ciało starzeje się a w każdą komórkę wpisany jest jej koniec. Podczas każdego podziału komórki, telomery w jej chromosomach skracają się, aż w końcu… no cóż. W tym sensie umieramy właściwie od momentu pojawienia się na świecie. Skoro zatem całe nasze życie jest procesem umierania, to radość życia jest właściwie radością umierania. Umierajmy więc radośnie!

Kłaniam, Martinus 4.71/5 (7)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy I – czyli radość umierania

Pogadalnia Filozoficzna rozszerza formułę swego działania. Dotąd spotykaliśmy się w każdy poniedziałek o 17:30 w Instytucie Filozofii UO. A tematyka najczęściej wyłaniała się dość spontanicznie. Teraz nadchodzi nowe!

kawa kotPonieważ filozofię tworzą ludzie, to powinna wypuścić się ku nim. Dlatego w pierwszy poniedziałek każdego miesiąca spotkania będą przenoszone do kawiarni „Pozytywka” (ul. Czaplaka). Zaś o wiodącym wątku rozmów będziemy uprzedzać – licząc, że zaintrygujemy, zaciekawimy i skusimy do przyjścia. A filiżanka kawy to nie tylko pretekst do spotkania. To kropla rozkoszy, która pobudza rozum i łaskocze zmysły, niczym czarny kot, ocierający się dyskretnie o łydki.

Najbliższe spotkanie w formule filozoficznej kawiarenki już w pierwszy poniedziałek listopada o godz. 18:00. Temat: radość umierania. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć.

W pozostałe poniedziałki zapraszamy na tradycyjne spotkania w murach uniwersyteckich. Pozwól się intelektualnie połaskotać! TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)