Archiwa tagu: sprawiedliwość

Coffeelosophy XLI – czyli niesprawiedliwość piękna

W tym miesiącu filozoficzna kawiarenka podporządkuje się rygorom pandemii. Toteż będzie wyglądała tak, że zainteresowani zaparzą sobie kawę w domu. Postanowiłem jednak coś do tej kawy dodać.

***

Jest niewątpliwie kwestią indywidualną to, na jakie elementy wyglądu w pierwszej kolejności zwraca się uwagę, choćby patrząc na mijanych lub spotykanych ludzi. Ktoś najpierw taksuje wzrokiem całość sylwetki, a potem przygląda się twarzy; ktoś inny najpierw skupia się na ładnych rysach, a potem przygląda reszcie; jeszcze ktoś zwróci uwagę na którąś część ciała, np. zgrabność pośladków, albo szerokość barków, a dopiero potem ich proporcje względem całości. Tak, czy inaczej, dopiero znalezienie u kogoś tego, co nas ujmuje, co niejako opromienia i w połączeniu z resztą olśniewa – jest decydujące w ocenie. Zauważył to w swoim czasie św. Tomasz, stwierdzając: Piękno polega na właściwej proporcji i blasku.

Zasadniczo jednak w kwestii powierzchowności, kiedy mówimy o kimś, że jest piękny, lub szpetny, to odnoszę wrażenie, iż mamy na względzie przede wszystkim twarz. Ona jest niejako wizytówką, podstawowym elementem identyfikacyjnym, a jednocześnie nośnikiem cech, które wpisują się, bądź nie w przyjęte kanony urody. I nawet kiedy znamy kogoś tylko ze słyszenia – dlatego, że poznaliśmy go telefonicznie, albo słuchamy jego głosu w radiu, ewentualnie na nagraniach – to często wyobrażamy sobie jego wygląd; jakby kojarząc z głosem pewien typ człowieka. I raczej słuchając tubalnego, tudzież szorstkiego głosu, nie mamy przed oczami drobniutkiej sylwetki o dziecięcych rysach twarzy. A wysoki, piskliwy głosik nie pasuje nam do grubo ciosanego draba. I nasze postrzeganie osób, w tym dopisywanie im pewnych cech charakteru, jest jakoś powiązane z wyrazem twarzy, jej mimiką, a nawet stopniem zadbania.

Narodziny_Venus_Sandro_BotticelliNiestety, oceniamy ludzi po wyglądzie. Co więcej, wydaje mi się, iż czasami, kiedy ktoś ma piękną twarz, to ludzie są w stanie przymknąć oko na pewne mankamenty reszty jego ciała. Rzadziej chyba gotowi są uznać osobę za atrakcyjną, gdy ma wyjątkowo zgrabne ciało, ale przy tym brzydkie rysy twarzy. Czemu o tym wspominam? Otóż, okoliczności epidemii sprawiły, iż niemal wszyscy noszą maseczki. Zatem na mieście można spotkać więcej potencjalnie pięknych ludzi. I tym samym potencjalnie lepszych. Gdyż komuś o miłej dla oka aparycji, na ogół przypisujemy dobre cechy charakteru. Nierzadko bezpodstawnie. Czytaj dalej

5/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XL – czyli jak Platon został kobietą

Zbliża się pierwszy poniedziałek miesiąca, toteż spotkanie Pogadalni odbędzie się w formule kawiarenki filozoficznej. Jako że kalendarz sytuuje w pobliżu Dzień Kobiet, postanowiłem na swój sposób refleksyjnie to uwzględnić.

***

Wszystkich – bez wyjątku – którzy zetknęli się z dziełami Platona, wielce raduje to, że powstały i zachowały się do naszych czasów. Jednych dlatego, że podziwiają, bądź podzielają ów tok myślenia – innych dlatego, że mają twarde dowody przeciwko autorowi. A przynależy on do tych szczęśliwców (lub pechowców – w zależności kto ocenia), których dorobek zachował się właściwie w komplecie. Ba, zostało po nim nawet więcej tekstów, niż sam napisał. Pomyślmy jednak, co by było, gdyby całą spuściznę po tym filozofie stanowiło tylko jedno zdanie. Coś jak: Carpe diem Horacego – albo Heraklitowe: Panta rhei. Gdyby ostał się wyłącznie jeden wers i może trochę ogólnych relacji o Platonie w zapiskach innych postaci historycznych, które znały tego myśliciela i słyszały o jego wydumanych ideach.

Trafiłem na jedno takie zdanie, że gdyby to właśnie ono było wszystkim, co przetrwało po Platonie, malowałby się dość ciekawy obraz jego filozofii. Z wypowiedzi tej, jakkolwiek krótkiej można wyciągnąć szereg zaskakujących wniosków. I żeby było ciekawiej, od nich zacznę, nie zdradzając cytatu, jaki mnie ku nim sprowokował.

Mam powody przypuszczać, iż Platon uważał, że zło i ludzkie słabości są w pewnym stopniu koniecznością. Warunkiem wręcz, jeżeli ludzki ród ma uniknąć wyginięcia. A skoro to zapewnia nam przetrwanie, to w jakimś sensie jest dla nas dobre. Dochodzimy zatem do paradoksu: oto zło, które w nas tkwi i czasem dochodzi do głosu, to samo, które powoduje upadek człowieka, jednocześnie pozwala ludzkości wciąż istnieć. Czytaj dalej

4.75/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXXIII – czyli im gorszy, tym lepiej

Właściwie powinienem zatytułować ten krótki wpis odwrotnie: Im lepszy, tym gorzej, lecz jakoś mi to źle brzmiało. Zresztą nie ma większego znaczenia, od której strony do tego podejść, bo zasadniczo nie ma większego znaczenia sam pretekst (ale cóż w ogóle ma znaczenie? – że tak filozoficznie zapytam). Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak zapamiętujemy ludzi?

Jeszcze będąc sztubakiem pomniejszej nyskiej podstawówki (ładne kilkadziesiąt lat temu) usłyszałem od nauczycielki spostrzeżenie, które potem znajdywało potwierdzenie w mych własnych obserwacjach przez kolejne lata edukacji. Mianowicie, że nauczyciele najszybciej zapamiętują imiona, a po latach najdłużej pamiętają uczniów, którzy są krnąbrni, niesforni i słabo się uczą. Najwyraźniej pamięć wzmacniały nerwy zszargane podczas bezskutecznych prób okiełznania delikwentów, sprawiających problemy wychowawcze i dydaktyczne. Przy okazji zauważyłem, że odwdzięczamy się tym samym; najlepiej i najdłużej pamiętamy ostrych, wymagających pedagogów, przez których w swoim czasie sporo wycierpieliśmy. Czytaj dalej

4.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXX – czyli bezsens sprawiedliwości

W pierwszy poniedziałek lutego Pogadalnia spotka się w formule filozoficznej kawiarenki i rozważy sensowność sprawiedliwości.

Maarten van Heemskerk, Sprawiedliwość (1556)

Wyobraźmy sobie dwa królestwa. W jednym za każde złamanie prawa winnego czekała nieuchronna kara. W drugim nie przykładano do tego dużej wagi i często poddanym przewinienia uchodziły płazem. W pierwszym królestwie, mimo, że kary były adekwatne i nieuniknione, to przestępstwa i tak się powtarzały. W drugim przestępstw było z grubsza tyle samo, ale rzadko kogoś za nie ścigano. Pytanie brzmi: czy nieefektywna, bezowocna sprawiedliwość ma sens. Jeśli nie zapobiega ponownym występkom, to może w ogóle nie ma znaczenia. Czy sam fakt, że zbrodnia zostaje zawsze ukarana, sprawia, iż społeczeństwo w pierwszym królestwie jest bardziej moralne, niż w drugim? Wszak w obu nadal dochodzi do kolejnych przestępstw.

Nie mogąc znaleźć sprawiedliwości znaleziono siłę.

Blaise Pascal

Powyższy przykład dwóch królestw jest tylko wymyśloną historyjką. Wesprę go zatem czymś z życia wziętym. Kiedy byłem dzieckiem – a pełnoletniość osiągnąłem prawie trzydzieści lat temu – za niemal każde przewinienie czekała mnie bardziej lub mniej surowa kara. Piszę „niemal” gdyż na szczęście nie wszystkie błędy dziecięctwa wyszły na jaw. A że karę cechowała cierpliwość, to dotąd mnie czekała, aż się w końcu doczekiwała. Co nierzadko przyjmowałem z ubolewaniem uszu, kończyn i części poślednich – ponieważ standardem była kara fizyczna, plus ewentualne bonusy, jak szlaban na coś, dodatkowe obowiązki, wnikliwszy dozór itp. Nie byłem jednak w tym odosobniony. Bito mnie, bito moich kolegów. Bili rodzice, bili nauczyciele (oj! dłoń smagnięta linijką piekła przez całą lekcję, ale człowiek i tak wolał to, niż pałę z zachowania, albo pisemną uwagę w zeszycie do podpisania przez rodzica). Dostawaliśmy karę, czy nawet lanie, a po pewnym czasie – no, cóż – znowu byliśmy nieposłuszni. I ponownie dostawaliśmy w skórę. A potem, niepomni uprzednich nauk, pakowaliśmy się w kolejne kłopoty. Czytaj dalej

4.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Dlaczego cynizm jeży nam włosy na głowie?

Ciągle gdzieś tam o TYM wspominam, robię wtręty i zaznaczam, że COŚ tam jeszcze mam. Czas rzucić myśl otwarcie. Chodzi o pewną moją poboczną hipotezę dotyczącą źródeł naszej fascynacji psychopatami, takimi jak dr House MD, Dexter, Machiavelli, Robespierre czy dr Hannibal Lecter. Oto moja ryzykowna odpowiedź na pytanie: Co nas pociąga w psychopatach?

Dopiero co wyszła z druku moja książka o cynizmie. Na pomysł zajmowania się cynizmem wpadłem, prowadząc zajęcia z filozofii na Pedagogice. Był to rok 2013. Miałem dziwny start semestru zimowego. Na każdych zajęciach zaczynałem on monologu pt. Ja was tu tylko omamiam jakąś bezsensowną paplaniną o filozofii. Wszystko to ściema i pierdzielenie od rzeczy dla naiwniaków. Potem kiedy zaczynała się dyskusja i jakaś studentka wspomniała o szczęściu albo sensie życia, odparowywałem uwagami w rodzaju: „Szczęście jest dla ludzi słabych, którzy nie czują się na siłach stawić czoła prawdziwym wyzwaniom!” albo: „Sensu życia szukają tylko rozmemłani mazgaje, którzy sami nie potrafią robić nic sensownego”. Ku mojemu zaskoczeniu wywoływało to bardzo zażarte dyskusje, a zajęcia prowadziły się same. Przestałem mieć myśli samobójcze po 30 minutach i przestałem gasić światło, żeby uwolnić się od widoku żaczych facjat. Coś zadziałało. Czytaj dalej

4.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXIV, czyli prawo do nieprawomyślności

Najbliższy poniedziałek, jako że pierwszy w miesiącu, będzie okazją do spotkania w formule filozoficznej kawiarenki. Szczegóły poniżej. A co będzie tematem dysputy? Poniekąd prawo i nieprawomyślność. Ponieważ termin „nieprawomyślność” obejmuje szeroki zakres znaczeń, od razu napomknę, iż w tytule chodziło mi o myślenie i postawę niezgodne z obowiązującym prawem. Przyznaję, porywam się z motyką na Słońce, ba! ledwie z małą i złamaną motyczką, gdyż nie mam wykształcenia prawniczego. A to byłoby pomocne w formułowaniu wywodu. Tym chętniej dowiem się od kogoś biegłego w tej materii, jak to właściwie jest…

Przyjęło się, iż przekraczając granicę jakiegoś kraju, zgadzamy się respektować panujące w nim prawo, jakie by nie było. W zasadzie automatycznie mu podlegamy. Jeśli jest to na przykład państwo totalitarne, albo rządzone przez despotę, to mimo powszechnej dezaprobaty (w tym opinii międzynarodowej) i tak musimy przestrzegać tego reżimowego, czy niesprawiedliwego prawa. Jeżeli nie chcemy tego robić, to w zasadzie mamy trzy wyjścia: albo tam nie jechać i uniknąć owego przymusu, albo jechać, złe prawo złamać i ponieść przewidzianą tamtym prawem karę, albo znaleźć skuteczny sposób, by to prawo zmienić. Pierwsze rozwiązanie nas nie interesuje, bo rozważamy problem szanowania złego prawa. Drugie rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że za cenę np. własnej wolności, zwrócimy uwagę świata na niesprawiedliwość tego prawa i być może przyczynimy się do zrobienia kroku w kierunku trzeciego rozwiązania, czyli reformy prawa. Najczęściej jednak znajdujemy się w sytuacji, gdy jadąc do takiego kraju, kornie podporządkowujemy się jego złym prawom. No niby chluby to nam raczej nie przynosi, ale co można zrobić; jesteśmy zwykle bezsilni. Czytaj dalej

3.6/5 (5)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Niesprawiedliwość na słodko

[show_avatar email=10 align=left avatar_size=40]

Czy niesprawiedliwe zachowanie się wobec samego siebie też jest niemoralne? Czy, kiedy ktoś postępując nieuczciwie, przyczynia się świadomie do własnej straty, to popełnia coś złego? Czy może jednak, w myśl zasady, że „chcącemu nie dzieje się krzywda” należy uznać to za jego wybór. Wiedział, między czym a czym dokonuje wyboru, rozumiał jakie przyniesie to dlań skutki. I skoro mając wybór, wybrał stratę, to widać taki scenariusz wydał mu się z jakiegoś powodu (paradoksalnie) korzystniejszy.

słodka niesprawiedliwośćWeźmy banalny przykład: podział tortu. Wyobraźmy sobie, że jest pięć pań, w tym samym wieku, o podobnej budowie ciała, równie dobrej kondycji fizycznej, takim samym upodobaniu do słodyczy, wykonujących tą samą pracę, mających w związku z tym podobne zapotrzebowanie na energię. Wszystkie zjadły w stołówce zakładowej ten sam obiad, do syta i ze smakiem – żadna więc nie była ani mniej, ani bardziej głodna od reszty. Krótko mówiąc mamy pięć kobiet, z których żadna nie wyróżnia się niczym, co uzasadniałoby przydzielenie jej porcji o innej wielkości, niż pozostałym koleżankom. Panie te po pracy umówiły się na kawę z tortem. Czytaj dalej 3.75/5 (8)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Tekst ratunkowy nr 2 – Wybory – też problem!

W razie gdyby ktoś miał dzisiaj obniżony w związku z koniecznością wybierania pomiędzy dżumą a zarazą, przedkładam kolejny tekst ratunkowy z tym właśnie problemem. Mam nadzieję, że Czytaj dalej

2.2/5 (5)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Postępowcy i inni…

Stoicy twierdzą, że nie ma nic pośredniego między cnotą i występkiem, podczas gdy perypatetycy mówią, że jest między nimi coś pośredniego, a mianowicie stopniowy postęp. Zdaniem stoików bowiem, podobnie jak drzewo musi być albo proste, albo krzywe (ἢ ὀρθὸν εἶναι ξύλον ἢ στρεβλόν), tak samo coś jest albo sprawiedliwe, albo niesprawiedliwe, a nic nie jest ani bardziej sprawiedliwe, ani bardziej niesprawiedliwe, i tak samo ma się rzecz z innymi cnotami. Diogenes Laertios, Żywoty… VI 1, 127, s. 427.

I co my na to? Dlaczego stoicy nie chcieli uznać postępu w dzielności? Czy dzielność jest jak pociąg, do którego nie da się wsiąść tylko częściowo, albo Czytaj dalej

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)