Dlaczego takie pojęcia jak lincz, samosąd czy wendeta budzą w nas negatywne odczucia, choć wywodzą się z logiki wymierzania sprawiedliwości? Wywołują skojarzenia z prymitywną furią tłumu, bezprawną samowolą i krwawym okrucieństwem. A z drugiej strony, mamy upodobanie do literackich bądź filmowych bohaterów, którzy wedle własnego uznania dokonują odwetu.
Etyka pomaga określić, co jest moralnie dobre, a co złe. Lecz na tym rzecz się nie kończy. Bo dobro postanowiliśmy promować i nagradzać, zaś zło piętnować i karać. Skąd się to wzięło? Już w pierwotnych społecznościach poczucie krzywdy i niesprawiedliwości budziło sprzeciw, często gniew i finalnie chęć odwetu. Zemsta była pierwotnym sposobem zaprowadzania ładu – prototypem wymiaru sprawiedliwości. Ta skłonność i zdolność do odwetu wydaje się starsza niż refleksja i świadomość etyczna a na pewno niż uporządkowane systemy prawne. Można zatem powiedzieć, iż u podstaw zemsty leży najgłębiej zakorzenione poczucie moralności, które wtedy jeszcze nie posiadało takiej nazwy.
Zemsta działała odstraszająco, jako sygnał, że wyrządzenie krzywdy nie ujdzie bezkarnie. Tak rodził się porządek społeczny, tak regulowano sytuacje konfliktowe. Zemsta miała ważną funkcję; sięganie po zemstę pozwalało chronić stan posiadania, utrzymać status i pozycję w grupie, a nawet poczucie własnej siły i indywidualnej wartości, gdyż w pewnym momencie zaczęto łączyć ją z honorem. Była reakcją na naruszenie godności.
Minęły wieki, aż Sokrates i Platon stwierdzili, iż nie godzi się odpłacać złem za zło. Bo wyrządzanie go nawet w słusznej sprawie szkodzi duszy, pomnaża krzywdy zamiast je eliminować. Już pośród mądrości starożytnej Asyrii albo Babilonii znajdujemy słowa: Złoczyńcy odpłać dobrem, wrogowi okaż sprawiedliwość. Ale wyidealizowane sformułowania to jedno, a praktyka codziennego życia to co innego; kodeks moralny potępiał zemstę, a społeczne zwyczaje nadal ją dopuszczały. Czytaj dalej
