Archiwa tagu: sprawiedliwość

Starożytni Ateńczycy też mieli swój Smoleńsk

Wszystko już było i to, co się dzieje to tylko jąkanie historii. Dwa i pół tysiąca lat temu Grecy, tak jak my, mieli potężnego sąsiada i też mieli demokrację. Co śmieszniejsze mieli też swój Smoleńsk. Rolę napromieniowanej Czarnobylem metropolii czerwonoruskiej odgrywał w tamtych odległych, ale równie głupkowatych czasach Archipelag Arginuzyjski. Ateńscy wodzowie pokonali tam Spartan uwalniając z oblężenia jedną z własnych armii, którą Spartanie zamknęli w potrzasku. Było tych wodzów ośmiu. Ich pech polegał na tym, że pod koniec bitwy rozpętała się burza morska, przez co nie mogli uratować rozbitków ze zniszczonych okrętów Ateńskich. Po powrocie do Aten kazano strategom tłumaczyć się z tego, że nie ratowali rozbitków, a uznano, że to musi być ich, tzn. wodzów wina, ponieważ oni sami nikogo innego nie obwiniali, a całą winę zwalali na brzozę, oj pardon, burzę. Oto fragment w którym Ksenofont opisuje początek śledztwa arginuzyjskiego:

Bitwa pod Arginuzami — zdjęcie z epoki (LOW RES)

[…] w radzie opowiadali strategowie o bitwie i o gwałtowności burzy. Kiedy jednak Timokrates oświadczył, że i pozostałych strategów należy uwięzić i pod sąd oddać, rada i ich uwięziła. Następnie odbyło się zgromadzenie ludowe, na którym inni poczęli oskarżać strategów, a zwłaszcza Teramenes, że powinni się wytłumaczyć przed sądem z tego, że nie uratowali rozbitków, a na dowód, że oni nikogo innego o to nie winili, pokazywał list, przysłany przez nich do rady i narodu ateńskiego, nie szukający winy w niczym innym poza burzą. Potem jednak każdy ze strategów wygłosił krótką obronę, gdyż nie dano im zgodnie z prawem czasu na dłuższe przemówienie, a wszyscy przedstawili przebieg wypadków: że oni sami płynęli na wroga, ratować zaś rozbitków nakazali dowódcom okrętów, ludziom do tego odpowiednim, byłym strategom, Teramenesowi i Trasybulowi, oraz innym podobnym — i jeżeli koniecznie trzeba kogoś obwiniać w sprawie ratowania rozbitków, to nikogo innego poza tymi, komu to było nakazane; „Z tego powodu, że oni nas obwiniają — mówili oni — nie będziemy kłamliwie twierdzić, że to oni sami są sprawcami nieszczęścia, lecz że gwałtowność burzy przeszkodziła ratowaniu” — i na potwierdzenie tego jako świadków stawiali sterników i wielu innych uczestników wyprawy [Ksenofont, Historie greckie, ks. I, VI, 5–7].

Ale co tam sternicy i inni ludzie, którzy rzeczywiście tam byli. Za szczególnie wiarygodne uznano sprawozdanie kogoś, kto sam o sobie mówił (czemu miałby kłamać?), że ocalał płynąc na beczce z mąką, a umierający marynarze kazali mu przekazać mieszkańcom Aten, że śmierci żołnierzy i marynarzy są winni tylko i wyłącznie postawieni w stan oskarżenia strategowie. Oto sprawozdanie Ksenofonta:

Ksenofont -starożytny reporter Agory

Przed zgromadzenie wystąpił także pewien człowiek, twierdzący o sobie, że uratował się na beczce mąki i że tonący marynarze powierzyli mu w razie uratowania się obowiązek obwieszczenia ludowi, że tych, którzy w obronie ojczyzny okazali się najdzielniejsi, nie uratowali właśnie strategowie [Ksenofont, Historie greckie, ks. I, VI, 10–12].

To sprawozdanie żywej czarnej skrzynki nie poprawiło położenia podsądnych. Wkrótce mieszkańcy Aten powołali Stowarzyszenie Rodzin Arginuzyjskich, którego członkowie chodzili po publicznych placach i opowiadali, że winni śmierci ich najbliższych są z pewnością ci, którym udało się przeżyć:

Stronnicy więc Teramenesa w czasie [jakiejś tam] uroczystości przygotowali wielu ludzi w czarnych płaszczach i z włosami przy samej skórze ostrzyżonymi, aby ci wyruszyli na zgromadzenie jako krewni poległych, i jednocześnie namówili Kalliksena, aby na zgromadzeniu tym oskarżał strategów [Ksenofont, Historie greckie, ks. I, VII, 9].

Historycy starożytni nie przekazują nam szczegółowych informacji o krążących wśród ludu wieściach o spartańskich tajnych maszynach do wytwarzania sztucznej burzy morskiej. Nie wspominają także o eksperymentach myślowych mających na celu wykazanie, że burza morska nie mogła zniszczyć okrętów, bo przecież ani powietrze, ani woda (jedyne dwa składniki burzy morskiej) nie są w stanie przebić grubych na pięć centymetrów desek drewnianych, i nie mogły w związku z tym połamać drewnianych burt okrętów z fabryki Tupolesa. Zamieszanie musiało być jednak wielkie, skoro Ksenofont poświęca mu aż dwa rodziały swoich Historii.

***

Jak się to wszystko skończyło? Ośmiu strategów skazano na śmierć i na sześciu z nich wyrok wykonano. Pojawiały się wprawdzie kontrrewolucyjne głosy tzw. rozsądku, nawołujące do przestrzegania procedur prawnych, ale:

[…] większość […] wydawała okrzyki, że byłoby oburzające, gdyby ktoś nie pozwolił ludowi czynić, co mu się tylko podoba [Ksenofont, Historie greckie,ks. I, VII, 12]

Kto miał rację? Sprawę rozwikłać było bardzo trudno, zwłaszcza, że mniej więcej wtedy pojawił się w Atenach Gorgiasz z Leontinoj, który twierdził, że, po pierwsze, bitwy pod Arginuzami w ogóle nie było; po drugie, nawet gdyby była, to i tak nikt by nie mógł się dowiedzieć, co się rzeczywiście wydarzyło; a po trzecie, nawet gdyby ktoś się tego dowiedział, to i tak nie mógłby nikomu przekazać wiadomości na ten temat, bo beczki z mąką nie pływają.

Do ciekawostek należy, że podczas przeprowadzania procedury sądowej, niektórzy urzędnicy wyrażali wątpliwości co do prawomocności podejmowanych przez Zgromadzenie Narodowe decyzji, i tych urzędników po namyśle postanowiono również posadzić na ławie oskarżonych. Tylko jeden podstarzały intelektualista sprzeciwił się decyzji podjętej przez Trybunał Rewolucyjny. Nazywał się Sokrates i był synem Sofroniska [Ksenofont, Historie greckie, ks. I, VI, 15–16].

Ciao!

3.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Szklany sufit szklanych domów, czyli Dzień Kobiet

Od ponad stu lat kobiety świętują swój dzień. U jego podstaw leżała chęć zwrócenia uwagi na kobiecą niedolę, brak poszanowania i równouprawnienia. Skoro Dzień Kobiet nadal jest obchodzony, to najdobitniej dowodzi, iż jego przesłanki nie ustały.
Trudno jest być kobietą. Skąd to wiem? Bo mi się nie udało. I, broń Boże, nie pozwalam sobie żartować. Nie chodzi mi bowiem o fizyczną zmianę płci. Przy dostatecznym samozaparciu, z pomocą współczesnej medycyny, można tego dokonać. Będzie to jednak zmiana w obrębie cielesności. Tymczasem mam na myśli raczej tą wewnętrzną kobiecość. Wszystkie aspekty człowieczeństwa, którymi różni się od męskich. I tu mogą oburzać się te sufrażystki, feministki i emencypantki, które z uporem twierdzą, że różnice mentalne między płciami to mit. Ja uważam, że są czymś realnym. A co więcej – odnoszę wrażenie, graniczące z przekonaniem, że tzw. kobiece cechy charakteru i przymioty ducha w większej mierze przynoszą chlubę ludzkiemu rodzajowi, niżeli męski zestaw cnót i zalet. 

Czytaj dalej

4.5/5 (2)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Niewolnictwo przyszłości

Od pewnego czasu sztuczna inteligencja zajmuje umysły wielu ludzi. Ha! – jak to zabrzmiało: sztuczna inteligencja w umysłach ludzi. Ale ja nie o tym. Generalnie ci, którzy się nią głębiej interesują, zazwyczaj współdzielą obawy o przyszłość ludzkości. Dostrzegają bowiem szereg możliwych zagrożeń, jakie najprawdopodobniej ściągniemy na siebie rozwijając tą dziedzinę technologii. Stała się też ona obiektem zainteresowań etyków i filozofów. Rozważa się bowiem zakres odpowiedzialności moralnej za działania podjęte przez urządzenia korzystające z AI (ang. Artificial Intelligence). Również Komisja Europejska żywo interesuje się kierunkami rozwoju sztucznej inteligencji; nie tak dawno opublikowała tzw. białą księgę, traktującą o możliwych formach regulacji AI w Unii Europejskiej. To nie książka fantastyczna, ale przyczynek do regulacji prawnych. Przede wszystkim idzie o to, że

Europejskie podejście do sztucznej inteligencji ma na celu promowanie zdolności innowacyjnych Europy w obszarze sztucznej inteligencji, jednocześnie wspierając rozwój i wykorzystanie etycznej i godnej zaufania AI w całej gospodarce UE. AI powinna pracować dla ludzi i być siłą, która działa na rzecz dobra społeczeństwa…”

Obecnie wielkie koncerny i rządy wielu państw walczą o prymat w zarządzaniu sztuczną inteligencją. A ta coraz silniej dotyka każdego z nas. Nie jest to już tematyka futurystów i fantastów.

Jakiś czas temu Microsoft zerwał współpracę z kontraktowymi dziennikarzami, by zastąpić ich sztuczną inteligencją. To ona ma dobierać i publikować w serwisie giganta odpowiednie materiały. Proces uczenia maszynowego pozwala SI  (polski skrót Sztucznej Inteligencji) tworzyć coraz obszerniejsze artykuły w oparciu o choćby nieskładne gramatycznie zdanie, lub ledwie kilka słów kluczowych. Mamy też przykład z innego podwórka. Po śmierci Marvina Minsky’ego jednego z prekursorów badań nad SI, ukazał się w magazynie “Wired” tekst poświęcony zmarłemu – w całości napisany przez algorytm, któremu przekazano suche dane biograficzne.

W branży marketingowej też sięga się po SI, zwłaszcza, że hasła reklamowe tworzone przez roboty bywają bardziej chwytliwe i oryginalne od tych wymyślonych przez człowieka. Nie upowszechnia się to jeszcze tylko dlatego, że wdrożenie technologii sztucznej inteligencji pociąga wysokie koszty inwestycyjne. Są jednak firmy, które mogą sobie na to pozwolić. Żywo interesuje się tym Uber – gigant branży transportowej – gdyż wykorzystując SI można usprawnić procesy logistyczne: obsługiwać klientów – przy tym wielu równocześnie, oszacować czas i koszty dostawy, przyspieszyć proces dostarczenia przesyłki. Niedługo upowszechnią się samojezdne taksówki i ciężarówki, rozwija się też segment dronów powietrznych. Tymczasem automaty już piszą raporty giełdowe, komunikaty o trzęsieniach ziemi, tabele wyników sportowych, bo komputery są szybsze i dokładniejsze, szczególnie gdy chodzi o powtarzalne, żmudne i czasochłonne czynności. Czytaj dalej

5/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XLI – czyli niesprawiedliwość piękna

W tym miesiącu filozoficzna kawiarenka podporządkuje się rygorom pandemii. Toteż będzie wyglądała tak, że zainteresowani zaparzą sobie kawę w domu. Postanowiłem jednak coś do tej kawy dodać.

***

Jest niewątpliwie kwestią indywidualną to, na jakie elementy wyglądu w pierwszej kolejności zwraca się uwagę, choćby patrząc na mijanych lub spotykanych ludzi. Ktoś najpierw taksuje wzrokiem całość sylwetki, a potem przygląda się twarzy; ktoś inny najpierw skupia się na ładnych rysach, a potem przygląda reszcie; jeszcze ktoś zwróci uwagę na którąś część ciała, np. zgrabność pośladków, albo szerokość barków, a dopiero potem ich proporcje względem całości. Tak, czy inaczej, dopiero znalezienie u kogoś tego, co nas ujmuje, co niejako opromienia i w połączeniu z resztą olśniewa – jest decydujące w ocenie. Zauważył to w swoim czasie św. Tomasz, stwierdzając: Piękno polega na właściwej proporcji i blasku.

Zasadniczo jednak w kwestii powierzchowności, kiedy mówimy o kimś, że jest piękny, lub szpetny, to odnoszę wrażenie, iż mamy na względzie przede wszystkim twarz. Ona jest niejako wizytówką, podstawowym elementem identyfikacyjnym, a jednocześnie nośnikiem cech, które wpisują się, bądź nie w przyjęte kanony urody. I nawet kiedy znamy kogoś tylko ze słyszenia – dlatego, że poznaliśmy go telefonicznie, albo słuchamy jego głosu w radiu, ewentualnie na nagraniach – to często wyobrażamy sobie jego wygląd; jakby kojarząc z głosem pewien typ człowieka. I raczej słuchając tubalnego, tudzież szorstkiego głosu, nie mamy przed oczami drobniutkiej sylwetki o dziecięcych rysach twarzy. A wysoki, piskliwy głosik nie pasuje nam do grubo ciosanego draba. I nasze postrzeganie osób, w tym dopisywanie im pewnych cech charakteru, jest jakoś powiązane z wyrazem twarzy, jej mimiką, a nawet stopniem zadbania.

Narodziny_Venus_Sandro_BotticelliNiestety, oceniamy ludzi po wyglądzie. Co więcej, wydaje mi się, iż czasami, kiedy ktoś ma piękną twarz, to ludzie są w stanie przymknąć oko na pewne mankamenty reszty jego ciała. Rzadziej chyba gotowi są uznać osobę za atrakcyjną, gdy ma wyjątkowo zgrabne ciało, ale przy tym brzydkie rysy twarzy. Czemu o tym wspominam? Otóż, okoliczności epidemii sprawiły, iż niemal wszyscy noszą maseczki. Zatem na mieście można spotkać więcej potencjalnie pięknych ludzi. I tym samym potencjalnie lepszych. Gdyż komuś o miłej dla oka aparycji, na ogół przypisujemy dobre cechy charakteru. Nierzadko bezpodstawnie. Czytaj dalej

5/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XL – czyli jak Platon został kobietą

Zbliża się pierwszy poniedziałek miesiąca, toteż spotkanie Pogadalni odbędzie się w formule kawiarenki filozoficznej. Jako że kalendarz sytuuje w pobliżu Dzień Kobiet, postanowiłem na swój sposób refleksyjnie to uwzględnić.

***

Wszystkich – bez wyjątku – którzy zetknęli się z dziełami Platona, wielce raduje to, że powstały i zachowały się do naszych czasów. Jednych dlatego, że podziwiają, bądź podzielają ów tok myślenia – innych dlatego, że mają twarde dowody przeciwko autorowi. A przynależy on do tych szczęśliwców (lub pechowców – w zależności kto ocenia), których dorobek zachował się właściwie w komplecie. Ba, zostało po nim nawet więcej tekstów, niż sam napisał. Pomyślmy jednak, co by było, gdyby całą spuściznę po tym filozofie stanowiło tylko jedno zdanie. Coś jak: Carpe diem Horacego – albo Heraklitowe: Panta rhei. Gdyby ostał się wyłącznie jeden wers i może trochę ogólnych relacji o Platonie w zapiskach innych postaci historycznych, które znały tego myśliciela i słyszały o jego wydumanych ideach.

Trafiłem na jedno takie zdanie, że gdyby to właśnie ono było wszystkim, co przetrwało po Platonie, malowałby się dość ciekawy obraz jego filozofii. Z wypowiedzi tej, jakkolwiek krótkiej można wyciągnąć szereg zaskakujących wniosków. I żeby było ciekawiej, od nich zacznę, nie zdradzając cytatu, jaki mnie ku nim sprowokował.

Mam powody przypuszczać, iż Platon uważał, że zło i ludzkie słabości są w pewnym stopniu koniecznością. Warunkiem wręcz, jeżeli ludzki ród ma uniknąć wyginięcia. A skoro to zapewnia nam przetrwanie, to w jakimś sensie jest dla nas dobre. Dochodzimy zatem do paradoksu: oto zło, które w nas tkwi i czasem dochodzi do głosu, to samo, które powoduje upadek człowieka, jednocześnie pozwala ludzkości wciąż istnieć. Czytaj dalej

4.75/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXXIII – czyli im gorszy, tym lepiej

Właściwie powinienem zatytułować ten krótki wpis odwrotnie: Im lepszy, tym gorzej, lecz jakoś mi to źle brzmiało. Zresztą nie ma większego znaczenia, od której strony do tego podejść, bo zasadniczo nie ma większego znaczenia sam pretekst (ale cóż w ogóle ma znaczenie? – że tak filozoficznie zapytam). Zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak zapamiętujemy ludzi?

Jeszcze będąc sztubakiem pomniejszej nyskiej podstawówki (ładne kilkadziesiąt lat temu) usłyszałem od nauczycielki spostrzeżenie, które potem znajdywało potwierdzenie w mych własnych obserwacjach przez kolejne lata edukacji. Mianowicie, że nauczyciele najszybciej zapamiętują imiona, a po latach najdłużej pamiętają uczniów, którzy są krnąbrni, niesforni i słabo się uczą. Najwyraźniej pamięć wzmacniały nerwy zszargane podczas bezskutecznych prób okiełznania delikwentów, sprawiających problemy wychowawcze i dydaktyczne. Przy okazji zauważyłem, że odwdzięczamy się tym samym; najlepiej i najdłużej pamiętamy ostrych, wymagających pedagogów, przez których w swoim czasie sporo wycierpieliśmy. Czytaj dalej

4.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXX – czyli bezsens sprawiedliwości

W pierwszy poniedziałek lutego Pogadalnia spotka się w formule filozoficznej kawiarenki i rozważy sensowność sprawiedliwości.

Maarten van Heemskerk, Sprawiedliwość (1556)

Wyobraźmy sobie dwa królestwa. W jednym za każde złamanie prawa winnego czekała nieuchronna kara. W drugim nie przykładano do tego dużej wagi i często poddanym przewinienia uchodziły płazem. W pierwszym królestwie, mimo, że kary były adekwatne i nieuniknione, to przestępstwa i tak się powtarzały. W drugim przestępstw było z grubsza tyle samo, ale rzadko kogoś za nie ścigano. Pytanie brzmi: czy nieefektywna, bezowocna sprawiedliwość ma sens. Jeśli nie zapobiega ponownym występkom, to może w ogóle nie ma znaczenia. Czy sam fakt, że zbrodnia zostaje zawsze ukarana, sprawia, iż społeczeństwo w pierwszym królestwie jest bardziej moralne, niż w drugim? Wszak w obu nadal dochodzi do kolejnych przestępstw.

Nie mogąc znaleźć sprawiedliwości znaleziono siłę.

Blaise Pascal

Powyższy przykład dwóch królestw jest tylko wymyśloną historyjką. Wesprę go zatem czymś z życia wziętym. Kiedy byłem dzieckiem – a pełnoletniość osiągnąłem prawie trzydzieści lat temu – za niemal każde przewinienie czekała mnie bardziej lub mniej surowa kara. Piszę „niemal” gdyż na szczęście nie wszystkie błędy dziecięctwa wyszły na jaw. A że karę cechowała cierpliwość, to dotąd mnie czekała, aż się w końcu doczekiwała. Co nierzadko przyjmowałem z ubolewaniem uszu, kończyn i części poślednich – ponieważ standardem była kara fizyczna, plus ewentualne bonusy, jak szlaban na coś, dodatkowe obowiązki, wnikliwszy dozór itp. Nie byłem jednak w tym odosobniony. Bito mnie, bito moich kolegów. Bili rodzice, bili nauczyciele (oj! dłoń smagnięta linijką piekła przez całą lekcję, ale człowiek i tak wolał to, niż pałę z zachowania, albo pisemną uwagę w zeszycie do podpisania przez rodzica). Dostawaliśmy karę, czy nawet lanie, a po pewnym czasie – no, cóż – znowu byliśmy nieposłuszni. I ponownie dostawaliśmy w skórę. A potem, niepomni uprzednich nauk, pakowaliśmy się w kolejne kłopoty. Czytaj dalej

4.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Dlaczego cynizm jeży nam włosy na głowie?

Ciągle gdzieś tam o TYM wspominam, robię wtręty i zaznaczam, że COŚ tam jeszcze mam. Czas rzucić myśl otwarcie. Chodzi o pewną moją poboczną hipotezę dotyczącą źródeł naszej fascynacji psychopatami, takimi jak dr House MD, Dexter, Machiavelli, Robespierre czy dr Hannibal Lecter. Oto moja ryzykowna odpowiedź na pytanie: Co nas pociąga w psychopatach?

Dopiero co wyszła z druku moja książka o cynizmie. Na pomysł zajmowania się cynizmem wpadłem, prowadząc zajęcia z filozofii na Pedagogice. Był to rok 2013. Miałem dziwny start semestru zimowego. Na każdych zajęciach zaczynałem on monologu pt. Ja was tu tylko omamiam jakąś bezsensowną paplaniną o filozofii. Wszystko to ściema i pierdzielenie od rzeczy dla naiwniaków. Potem kiedy zaczynała się dyskusja i jakaś studentka wspomniała o szczęściu albo sensie życia, odparowywałem uwagami w rodzaju: „Szczęście jest dla ludzi słabych, którzy nie czują się na siłach stawić czoła prawdziwym wyzwaniom!” albo: „Sensu życia szukają tylko rozmemłani mazgaje, którzy sami nie potrafią robić nic sensownego”. Ku mojemu zaskoczeniu wywoływało to bardzo zażarte dyskusje, a zajęcia prowadziły się same. Przestałem mieć myśli samobójcze po 30 minutach i przestałem gasić światło, żeby uwolnić się od widoku żaczych facjat. Coś zadziałało. Czytaj dalej

4.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXIV, czyli prawo do nieprawomyślności

Najbliższy poniedziałek, jako że pierwszy w miesiącu, będzie okazją do spotkania w formule filozoficznej kawiarenki. Szczegóły poniżej. A co będzie tematem dysputy? Poniekąd prawo i nieprawomyślność. Ponieważ termin „nieprawomyślność” obejmuje szeroki zakres znaczeń, od razu napomknę, iż w tytule chodziło mi o myślenie i postawę niezgodne z obowiązującym prawem. Przyznaję, porywam się z motyką na Słońce, ba! ledwie z małą i złamaną motyczką, gdyż nie mam wykształcenia prawniczego. A to byłoby pomocne w formułowaniu wywodu. Tym chętniej dowiem się od kogoś biegłego w tej materii, jak to właściwie jest…

Przyjęło się, iż przekraczając granicę jakiegoś kraju, zgadzamy się respektować panujące w nim prawo, jakie by nie było. W zasadzie automatycznie mu podlegamy. Jeśli jest to na przykład państwo totalitarne, albo rządzone przez despotę, to mimo powszechnej dezaprobaty (w tym opinii międzynarodowej) i tak musimy przestrzegać tego reżimowego, czy niesprawiedliwego prawa. Jeżeli nie chcemy tego robić, to w zasadzie mamy trzy wyjścia: albo tam nie jechać i uniknąć owego przymusu, albo jechać, złe prawo złamać i ponieść przewidzianą tamtym prawem karę, albo znaleźć skuteczny sposób, by to prawo zmienić. Pierwsze rozwiązanie nas nie interesuje, bo rozważamy problem szanowania złego prawa. Drugie rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że za cenę np. własnej wolności, zwrócimy uwagę świata na niesprawiedliwość tego prawa i być może przyczynimy się do zrobienia kroku w kierunku trzeciego rozwiązania, czyli reformy prawa. Najczęściej jednak znajdujemy się w sytuacji, gdy jadąc do takiego kraju, kornie podporządkowujemy się jego złym prawom. No niby chluby to nam raczej nie przynosi, ale co można zrobić; jesteśmy zwykle bezsilni. Czytaj dalej

3.6/5 (5)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Niesprawiedliwość na słodko

[show_avatar email=10 align=left avatar_size=40]

Czy niesprawiedliwe zachowanie się wobec samego siebie też jest niemoralne? Czy, kiedy ktoś postępując nieuczciwie, przyczynia się świadomie do własnej straty, to popełnia coś złego? Czy może jednak, w myśl zasady, że „chcącemu nie dzieje się krzywda” należy uznać to za jego wybór. Wiedział, między czym a czym dokonuje wyboru, rozumiał jakie przyniesie to dlań skutki. I skoro mając wybór, wybrał stratę, to widać taki scenariusz wydał mu się z jakiegoś powodu (paradoksalnie) korzystniejszy.

słodka niesprawiedliwośćWeźmy banalny przykład: podział tortu. Wyobraźmy sobie, że jest pięć pań, w tym samym wieku, o podobnej budowie ciała, równie dobrej kondycji fizycznej, takim samym upodobaniu do słodyczy, wykonujących tą samą pracę, mających w związku z tym podobne zapotrzebowanie na energię. Wszystkie zjadły w stołówce zakładowej ten sam obiad, do syta i ze smakiem – żadna więc nie była ani mniej, ani bardziej głodna od reszty. Krótko mówiąc mamy pięć kobiet, z których żadna nie wyróżnia się niczym, co uzasadniałoby przydzielenie jej porcji o innej wielkości, niż pozostałym koleżankom. Panie te po pracy umówiły się na kawę z tortem. Czytaj dalej 3.75/5 (8)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

1 2