Ciekawe, co powiecie na to, że większość pragnień, jakie odczuwacie, wcale nie jest wasza. Owszem, to wy tego chcecie, wami targają żądze. Ale nie ma to związku z waszymi własnymi potrzebami, marzeniami, ambicjami, upodobaniami…
I nawet nie chodzi mi o to, że pragnienia są niejako wymuszone realiami życia, i np. w innym miejscu, w innych realiach politycznych lub religijnych, czy po prostu w innym czasie, pragnęlibyście czegoś innego. Bo to wydaje się dość oczywiste. Chodzi o to, że również w tej odmiennej rzeczywistości pożądanie czegoś nie byłoby waszym pożądaniem. Zaintrygowani?
Człowiek jako istota ukształtowana przez kulturę i historię oraz społeczne źródła wyobrażeń
Na przestrzeni tysiącleci człowiek ulegał ewolucji, zmieniało się jego ciało, psychika, intelekt. Przekształcały się równocześnie duchowość, kultura, sztuka czy w ogóle gust. Generalnie: ewoluowało społeczeństwo. Ponieważ zmieniały się warunki życia, to w ślad z tym także potrzeby. Tym samym przemianie ulegały pragnienia, by te inne – czasem zupełnie nowe – potrzeby zaspokoić.
Gdy ktoś pragnie luksusu, sławy i władzy albo sprawiedliwości, mądrości i szczęścia – to zwykle ma pewne wyobrażenie tego, jak miałoby to wyglądać. Przykładowo, słowo luksus budzi pewne skojarzenia: okazały dom z basenem, drogie wyposażenie, dzieła sztuki, eleganckie stroje, wytworna biżuteria, jacht, wystawne życie, podróże, kawior i homary. I wyobrażenie to zasadniczo wpisuje się w powszechny wizerunek, jaki obiegowo funkcjonuje w grupie społecznej, w jakiej żyjemy. Jednak te skojarzenia wokół przepychu i bogactwa nie są nasze; po prostu wychowaliśmy się w świecie, który w taki szablon myślenia wpisał luksus. A ci, którzy się w nim pławią, przykładnie potwierdzają swoim życiem ten model i styl.
Od narodzin dorastamy do takiego świata, jaki na nas już czeka; uczymy się języka, który nas otacza, uczymy się smaków, obcujemy z pewną kolorystyką, muzyką, architekturą, modą i oczywiście przyrodą. Przyswajamy zdobycze cywilizacyjne, przyjmujemy wiedzę, obyczaje, historię, politykę, religię i filozofię. Wchłaniamy je i traktujemy, jako własne. Za każdym z tych pojęć kryją się nasze upodobania, pragnienia a nawet pożądania – i za każdym pewne skojarzenia, które nie odbiegają zbytnio od typowych, jakie mają otaczający nas ludzie.
Pożądanie mimetyczne – mechanizm naśladowania według René Girarda
Wiele wskazuje na to, że pragnienia ludzkie nie są wyłącznie kwestią indywidualną, lecz mają charakter zbiorowy, społeczny. Dzieci uczą się świata i życia, naśladując osoby z najbliższego otoczenia, czyli z rodziny, podwórka, potem szkoły, kościoła. Ten krąg wpływu się rozszerza. A nasze pożądania okazują się naśladowaniem przodków.
Wybitny francuski antropolog i filozof René Girard nazwał to Pożądaniem Mimetycznym. Mimetyzm to naśladowanie, upodabnianie się. Niektóre zwierzęta maskują się w środowisku, a ludzie… specyficznie wtapiają się w grupę lub tłum.
Girard spostrzegł, że zdecydowana większość tego, czego pragniemy, jest naśladowcza, czy – jak on to określił: mimetyczna. Już jako dzieci, uczymy się chcieć tego samego, co reszta rodziny, grupy i społeczności. Obserwujemy, co jest obiektem pożądania i co ma wielką wartość dla starszych, po czym przyjmujemy ten sam system wartości i chcemy tego, co zdobywają i posiadają inni.
Od naśladownictwa do rywalizacji: ciemna strona pragnień
A co, jeżeli brakuje tego, czego się pragnie? Rodzi się zazdrość, zawiść i nienawiść. Zwłaszcza, gdy przedmiot pragnień wiąże się z wypaczonym rozumieniem poprawy jakości życia (np. większy dobrobyt, wyższy status). Jeśli człowiek widzi u kogoś jakieś dobra, które są dla niego nieosiągalne, wywołuje w nim to frustrację i nawet silniejszą potrzebę ich posiadania. Bez nich człowiek czuje się naznaczony brakiem, niepełny, gorszy… I, co zrozumiałe, chce to zmienić.
Łatwo dostrzec, że mimetyczne pożądanie może wiązać się z paradoksem. Wydawać by się mogło, że gdy upodobnimy się do kogoś, gdy zaczniemy podzielać te same poglądy i upodobania, gdy zacieramy różnice – to zyskamy przychylność i aprobatę… Tymczasem wspólny cel nie zawsze jednoczy, szczególnie gdy ludzie chcą tego, czego dla wszystkich nie wystarczy. Takie niespełnione żądze prowadzą do rywalizacji i konfliktów. Pojawia się prosta chęć pokonania rywala – np. na gruncie ekonomicznym, politycznym, militarnym.
Przemoc i kozioł ofiarny jako odpowiedź społeczeństwa
Te destrukcyjne zapędy dotyczą jednostek, ale równie łatwo rozprzestrzeniają się po całych grupach społecznych. Widzimy wtedy, jak cała wspólnota, ruch, partia, naród… podlega jakiemuś pragnieniu i chce je zaspokoić za wszelką cenę, odczuwa napięcie i gotowość do radykalnych rozwiązań.
By rozładować napięcia zwykle ludzie obierają dwie drogi. Jedna, to rozstrzygnięcie konfliktu poprzez walkę wszystkich w obrębie społeczeństwa – to jednak skutkuje jego osłabieniem i rozpadem. Druga droga – to przypisanie winy jednej osobie lub małej grupie – która stanie się kozłem ofiarnym. W takim scenariuszu dochodzi do jednoczenia się społeczeństwa, a cała przemoc skupiona jest przeciw wspólnemu „winnemu”.
Sacrum i przemoc: przemiana ofiary w świętość
Teoria mimetyczna obejmuje więcej. Girard zaobserwował, bowiem, w jaki jeszcze sposób społeczności chroniły się przed skutkami pożądania mimetycznego. Otóż przemoc wszystkich przeciw wszystkim, przekształcona w przemoc przeciw jednostce, została ujarzmiona i dozwolona w obrębie rytuału ofiarniczego. To kończyło samowolę i łączyło obyczaj z bogiem. Mowa tu o znanych, dawnych praktykach religijnych, gdy przewinienia i grzechy zrzucano na wybraną ofiarę, którą wypędzano lub zabijano. Według Girarda m.in. Biblia doskonale demaskuje ten mechanizm. Dopiero z biegiem lat zaprzestano ofiar z ludzi, a zrodził się ów mechanizm kozła ofiarnego (wybierano zwierzę, symbolicznie obarczano winami i wypędzano na pustynię).
Zdaniem tego badacza uczymy się nie tylko naśladować pragnienia, ale uczymy się też owej agresji. Jesteśmy skłonni wytypować przypadkową ofiarę, utrzymując, że jest winna i to wystarczy, by ją ukarać. Niezależnie, czy wina miałaby leżeć w aspekcie fizycznym, kulturowo-religijnym czy społeczno-ekonomicznym. To mogłoby tłumaczyć np. bunty chłopskie przeciw dziedzicowi, inkwizycję wymierzoną w heretyków, rewolucje przeciw królowi lub wąskiej grupie wyzyskiwaczy, samosądy na stereotypowych podejrzanych… Warunkiem skuteczności jest, by niewinność ofiary nie wyszła na jaw.
Ciekawe, że z upływem czasu dość często ocena ofiary ulegała swoistemu przewartościowaniu, aż po jej sakralizację. To uświęcenie zapewniało spokój i stabilność społeczną. Najlepiej widać to w Piśmie Świętym, które piętnuje przemoc zbiorową i ofiarę rytualną. Z kolei te, których opisy znajdujemy z reguły są jawnie niewinne (Abel, Hiob) i zyskują rangę świętości (Jezus, św. Szczepan). Dodajmy tylko na koniec, że – z biegiem czasu – winą zaczęto obarczać Szatana i demony.
Iluzja autonomii oraz naśladowanie wyborów i moralności
Wróćmy do tego, co ustaliliśmy w kwestii pragnień. Mamy wobec nich złudne przeświadczenie, że pochodzą z naszej głębi, a tymczasem takich jest niewiele. Należy dodać, że zwłaszcza liczba pożądań osadzonych w naszym biologicznym, zwierzęcym instynkcie – tych atawistycznych i prymitywnych – jest mniejsza, niż się wydawało. Większość po prostu ma społeczne uwarunkowania.
pozwolę sobie na kilka własnych refleksji. Kiedy czegoś pożądamy, zwykle staramy się do tego dążyć. To oznacza, że podejmujemy decyzję, by to osiągnąć. Jeśli dziecko widzi podobne sytuacje w otoczeniu, wówczas naśladuje nie tylko pragnienia, ale też wybierane sposoby ich zaspokajania. Zatem w znacznej mierze nasze wybory i decyzje mogą mieć źródło poza nami.
Nie inaczej być musi z sumieniem. Wszak wiele wyborów ma charakter moralny. Tym samym można kwestionować swoją moralność, gdyż w gruncie rzeczy nie jest zupełnie indywidualną, wewnętrzną sprawą, lecz została jedynie przez nas zaadoptowana. Uczymy się życia w określonym systemie wartości. Naśladujemy tropy moralne, wydeptane przez starszych pobratymców. Aczkolwiek grzechy trafiają w całości wyłącznie na nasz rachunek.
Indywidualizm jako wymysł – mit oryginalności
W obliczu powyższych stwierdzeń, pojawia się kolejna konstatacja. Mianowicie: indywidualizm – tak wyróżniany i celebrowany – okazuje się złudzeniem. To, co prezentujemy sobą w dużym stopniu wdrukowaliśmy sobie w oparciu o naśladowane przykłady. Upodobniamy się do pewnych wzorców z poznawanego środowiska. Niekiedy, w późniejszym okresie, odkrywamy inne i zmieniamy się. Ale nawet gdy czasem jakieś zbuntowane jednostki odwracają się od wszystkiego co znają, to i tak okazuje się, że gdzieś w świecie już ktoś tak postąpił.
Uważam więc za uprawniony wniosek, że to właśnie dlatego tak niewiele jest prawdziwie oryginalnych idei, dzieł oraz osobowości. Bo żeby zaistniały, po pierwsze, trzeba byłoby uwolnić się od mimetycznego pożądania i zapragnąć czegoś autentycznie innego, niż pozostała część społeczeństwa. A po drugie, dodatkowo należałoby zrealizować to pragnienie z powodzeniem. Nie jest to niemożliwe, ale rzeczywistość dowodzi, iż to rzadkość.
Mimetyzm jako narzędzie ewolucji
Jak widać, skłonność ludzi do mimetyzmu ma wiele negatywnych aspektów. Skoro jednak jest efektem i wsparciem naszej ewolucji, musiał on w swoim czasie nieść pewne korzyści. Tylko, jak ma się do współczesności? Czy powinniśmy uznać pożądania mimetyczne za przydatne w procesie uczenia się i wkraczania w społeczeństwo – i na tym poprzestać? Czy jednak należy na pewnym etapie rozwoju i dorastania wykorzeniać te pożądania i zastępować bardziej świadomymi, indywidualnymi.
Filozoficzne próby wyzwolenia się od pragnień
A może ratunkiem byłoby wyzbycie się pragnień. Wielu filozofów już w starożytności przestrzegało, aby nie podążać za pożądaniem. Przodowali w tym stoicy, zalecający uwolnienie od namiętności. Niemniej już Platon ustami Sokratesa nauczał, by pragnąć jak najmniej, zaś pożądliwą część duszy poskromić rozumem. A jeśli już czegoś pragnąć z całych sił, to rzeczy dobrych i… przede wszystkim mądrości.
Można szukać pomocy na drodze wiary. Rozliczne religie i tradycje duchowe radziły, jak uwolnić się spod władzy przyziemnych pragnień i żądz. Propagowały modlitwę, medytację, post, ascezę. Zalecały rezygnację z pogoni za dobrami materialnymi, panującą modą, tym co przemijające. Uleganie im uważane było za oznakę słabości.
Problem w tym, że osiągnięcie stanu wolności od pragnień, również może być czymś, czego się pragnie. W taki sposób się zapętlamy.
Jednakowoż – co, gdyby tak udało się wykorzenić owo mimetyczne pożądanie? Czy potrafilibyśmy w tym oczyszczonym miejscu obudzić własne, a w dodatku szlachetne i hołdujące umiarowi? Czy jednak zawsze będą z nami nasi przodkowie, których odbiciem jesteśmy? Możliwe, że zostaliśmy skazani na życie cudzymi pragnieniami i… ewentualne próby dodania do nich czegoś oryginalnego.
Sądzę, że należy to przedyskutować. Zapraszam we czwartek, 5 marca o godzinie 18:00 do gospody Gryfne Gary, ul Barlickiego 2A (Domek Lodowy). Temat brzmi: życie cudzym pragnieniem. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i poczuć własne pragnienie.



