Archiwa tagu: wolność

Coffeelosophy LXVII – czyli taki sobie powolny

Przypadkiem, kilka dni temu natknąłem się na informację, że właśnie obchodzony jest Dzień Powolności. To nietypowe święto narodziło się w 2007 roku we Włoszech. Jak wiadomo, Włosi czują się spadkobiercami Imperium Rzymskiego, a ich język wykazuje najwięcej podobieństw do łaciny. Przypuszczam więc, że bliska im jest sentencja, przypisywana cesarzowi Augustowi: „festina lente” – czyli spiesz się powoli. Aczkolwiek jest to ponoć kalka językowa z greki (σπεῦδε βραδέως – spevde bradeos). My posiadamy własny i swojsko brzmiący odpowiednik: co nagle, to po diable. Chociaż czy można mieć pewność, że to faktycznie takie nasze? Wszak już Mahomet powiedział, iż „Pośpiech jest wynalazkiem Szatana”.

Powolny dzień z życia w pędzie

Tak czy inaczej, za powstaniem tego święta stała myśl, aby w pędzącym świecie, przynajmniej jednego dnia trochę zwolnić. Na tyle, by dostrzec, jak wiele zdarza się nam przeoczyć ważnych rzeczy, gdy się ciągle – a do tego nerwowo – spieszymy. Podobną myśl wyraził lekarz i pisarz Sosuke Natsukawa: „Ludzie mają to do siebie, że kiedy bardzo się spieszą, zawsze coś tracą z oczu”. Szybkie tempo życia wymusza krótkie i spłycane relacje, byle jakie lub pomijane posiłki, niedokładne analizy i błędne decyzje, zaniedbaną higienę snu i odraczane wizyty lekarskie. Generalnie, kombinacja: pośpiech i stres, pomijając zły wpływ na efektywność, jest po prostu szkodliwa dla zdrowia.

Pomysłodawcą Dnia Powolności był Bruno Contigiani, menedżer i pracoholik, który stwierdził „Poświęćmy ten jeden dzień na zatrzymanie się i przemyślenie wszystkich rzeczy, które tracimy, pędząc przez życie”. Zaczęło się od tego, iż z grupą znajomych na jednym z placów Mediolanu zwracali uwagę przechodniom, że za szybko idą. Powołano nawet stowarzyszenie Sztuka Powolnego Życia, krzewiące ideę, że unikanie stresu i pośpiechu poprawia jakość życia. Logiem organizacji ponoć był sympatyczny ślimak.

Włoska prasa chętnie przypomina o tym święcie; na przykład La Gazzetta del Mezzogiorno tak streściła jego przesłanie: „Filozofia Contigianiego […] ma na celu budowanie społeczeństwa opartego na swobodnym stylu życia. Jego stowarzyszenie proponuje <<14 przykazań>> lepszego życia, w tym wstawanie pięć minut wcześniej, aby zjeść śniadanie bez pośpiechu, oraz wykorzystanie czasu spędzonego w kolejce na pogawędkę z sąsiadem. Inne przykazania to spacery, kiedy tylko jest to możliwe, czytanie wieczorami zamiast oglądania telewizji, koncentrowanie się na jednym zadaniu naraz […] oraz unikanie za wszelką cenę sformułowania <<nie mam czasu>>”. (więcej pod tym adresem:
https://www.lagazzettadelmezzogiorno.it/news/english/177324/italians-take-it-easy-on-world-slow-day.html).

Włosi od dawna przykładają wielką wagę do wolniejszego trybu życia. To oni zapoczątkowali w latach 80. ruch Slow Food – zalecający swobodne, niespieszne delektowanie się dobrym jedzeniem i unikanie dań Fast Food. Nie dziwi więc, że pomysł Slow Life chwycił. W ciągu kolejnych lat rozprzestrzeniał się po innych włoskich miastach, ale też trafił do Londynu, Nowego Jorku, czy Paryża. Nawiasem mówiąc, Francuzom ślimak w logo musiał ewidentnie kojarzyć się ze slow food.

Droga języka do powolności

Ciekawie wygląda w języku polskim zestawienie słów: powolny i wolny. Zatrzymajmy się przy tym na chwilę.

Słowo wolny ma obecnie różnorodne skojarzenia i zastosowanie. Jego sens zmienia się zależnie od kontekstu, jak w zdaniu: Wolny człowiek usiadł na wolnym miejscu w wolnym pociągu i czytając wolną prasę, opuszczał wolny kraj, w którym obejrzał „Hamleta” w wolnej interpretacji Bożydara Wolnego, korzystając z tego, że był wstęp wolny.

Mówiąc o człowieku, zasadniczo wolny to ten, kto działa wedle własnej woli. Ale też ktoś, kto porusza się niezbyt szybko. Słynny profesor Jerzy Bralczyk, bawiąc się słowami, dowcipnie orzekł: „Człowiek wolny porusza się raczej wolno, a nie szybko, dlatego, że porusza się według własnej woli, nikt go nie pogania”.

Profesor przypomniał też dawne znaczenie słowa „powolny”. Początkowo określało działanie po woli, czyli podług woli kogoś innego. Ktoś mógł być powolny komuś, powolny czyimś rozkazom. Jeśli był powolny rodzicom, powolny panu, królowi albo powolny Bogu, to po prostu zachowywał się po woli tego, kto tą wolę wyrażał. W tym przypadku powolny to tyle, co posłuszny. Przykładem użycia mogą być słowa Józefa Ignacego Kraszewskiego: „Syn powolny rodzicom a skory do cnoty to największy skarb”.

Z czasem bycie powolnym uznawano za cechę negatywną, za uległość, ślepe posłuszeństwo, bezwolność, bycie „powolnym narzędziem” w czyichś rękach. I przypuszczam, że ktoś podporządkowany cudzej woli, wykonywał wymagane czynności niechętnie i opieszale. Tak że w końcu to słowo zmieniło swoje znaczenie na obecne, gdy ktoś powolny to inaczej nieśpieszny, opieszały, ociężały a nawet ślamazarny.

Tak oto doszliśmy do pełnego rozumienia terminu powolności. Chociaż, czy na pewno pełnego? Powyższe rozważania prowadzą do wniosku ocierającego się o filozofię: powolność nie musi oznaczać bezczynności ani ociężałości, lecz szczególne powiązania między czasem, działaniem a wolą. I to gdzieś na ich przecięciu znajduje się jej sens. Na tym etapie mogę już chyba zaproponować tezę, iż powolność nie polega na prostym zwolnieniu tempa, lecz na odzyskaniu władzy nad własnym czasem i własną wolą.

Bądź powolny filozofii

Jeśli Włosi z natury wolą wolniejszy tryb życia, a muszą o tym sobie przypominać – choćby przy okazji Dnia Powolności – to znak, że obserwują u siebie pośpiech, niezgodny z ich charakterem. Pytanie, czy jest to charakterystyczne tylko dla nich. Przecież inne nacje też kiedyś żyły wolniej, niż w ostatnich dziesięcioleciach. I też dostrzegają szkodliwość pędu.

Nasza pisarka Monika A. Oleksa przedstawiła smutną diagnozę: „Pośpiech. Epidemia końca XX i początku XXI wieku. Chroniczny brak czasu, brak przyjaciół, brak rodziny, brak ciepła. Nieustanny bieg do przodu, wciąż do przodu, nawet bez celu”. Gdybyż to było tylko biegiem bez celu. Wtedy łatwiej porzucić taki bieg albo nadać mu szczytny cel. Problem w tym, że wielu biegnie w wyścigu po określone rezultaty. Człowiek zbudował dla siebie system, w którym liczą się osiągnięcia, efektywność, zdobycze materialne. Wartość mierzy się tempem i wydajnością. Człowiek nie musi nawet być popędzany batem, sam się ponagla nadmierną ambicją.

W takich okolicznościach zwrot ku powolności to wręcz przejaw buntu wobec systemu. Tyle że akcent położony jest w złym miejscu – bo przecież nie idzie o sabotaż systemu, ale budowanie zdrowego nawyku w codzienności. Można też zastanawiać się, czy takie jednodniowe spowolnienie to nie jest tylko wentyl bezpieczeństwa dla systemu, pozwalający jednorazowo uwolnić ciśnienie, aby od następnego dnia, przez resztę roku znów funkcjonować w szybkim tempie. W takim podejściu kryje się niebezpieczeństwo, że nawet wprowadzenie zdrowych nawyków: systematyczna joga, prawidłowe odżywianie, książki, muzyka, spacery, spotkania towarzyskie… to wszystko będzie wpisane w rozpędzony kalendarz i praktykowane w pospiesznym rytmie. Tymczasem należy zwolnić i jednocześnie skierować uważność na te pozytywne elementy.

Nie chodzi też o to, by zwolnić przesadnie, wręcz do zera. Raczej należałoby trzymać się zaleceń Arystotelesa i znaleźć złoty środek. Trudna to sztuka: zachować proporcje i umiar. Warto jednak nad tym popracować, jeśli wierzyć Stagirycie, że to wiedzie ku dobremu życiu. W tym sensie powolność nie jest celem samym w sobie, lecz narzędziem osiągania równowagi. Tym samym wpisuje się w klasyczne idee cnoty i złotego środka.

Mądrość wymaga czasu, zarówno na to aby dojrzewać, jak i na to, by smakować jej owoce. Stąd zasadne wydaje się spostrzeżenie Richarda Scotta Bakkera, że „Pośpiech jest obelgą dla mądrości”. A żeby zwolnić, trzeba mieć mądry powód – wiedzieć dlaczego się to robi albo inaczej: robić to właśnie dla owego mądrego powodu. Jeśli ktoś zwalnia tylko dlatego, że nie ma już sił – to nie filozofia, tylko wypalenie i droga ku ostatecznej porażce. W tym względzie rację miał George R.R. Martin, mówiąc: „Ten, kto przechodzi przez życie pospiesznie, szybciej dociera do grobu”.

Poszukiwaczom starożytnych receptur można polecić też podejście stoików. Taki Marek Aureliusz czy Seneka zalecałby spokój, dystans, panowanie nad sobą. Ale również przestrzegałby przed marnowaniem czasu i lenistwem. To wybór dla kogoś, kto lubi działać i w dodatku robić coś pożytecznego. Kto ma kontrolę nad czasem i zachowuje odporność na chaos w świecie. Kto nie zapomina o obowiązkach. Na szczęście jest wiele form wartościowego użycia czasu, bez zbędnego pośpiechu: czytanie książek, szydełkowanie, różna twórczość, jak pisarstwo, malarstwo, muzykowanie, uważna rozmowa z bliskimi, świadome spacery, ćwiczenia fizyczne i sport, majsterkowanie – aczkolwiek bez presji sukcesu i nadzwyczajnych efektów, za to w skupieniu na działaniu, na odczuciach, doświadczaniu, na otwartym byciu w procesie, realnym kontakcie z tworzywem lub człowiekiem.

Sidła powolności

W powolności kryją się pewne pułapki, zastawiane zwłaszcza na tych, którzy niewłaściwie ją pojmują. Łatwo bowiem zamienia się ona w zwykłe unikanie wysiłku. Można się za nią schować, żeby nie podejmować trudnych decyzji i nie mierzyć się z wyzwaniami. Może ona skończyć się na wybraniu bierności i delektowaniu się przyjemnościami.

Poza tym, wszystkie pozytywne formy celebrowania powolności mogą się stać kolejnymi punktami na liście do odhaczenia w planowaniu tygodnia. Bez refleksji, głębszego przeżywania, mądrej afirmacji. A kolejne tygodnie życia nie są jakimś projektem do zrealizowania. Mieczysław Jastrun zauważył, że „Pośpiech bywa ojcem powierzchowności”. Jednak samo spowolnienie wcale od niej nie uwalnia. Głębokie zanurzenie się w slow life to sztuka. Tu nie chodzi o hamowanie z efekciarskim piskiem opon.

Inną pułapką powolności może być błędne uznanie, że jako całość jest zwyczajnie kolejnym produktem do konsumowania. Jak inne świąteczne dni lub te cudowne weekendy, kiedy człowiek odurza się wolnym czasem i planuje kolejne godziny niczym listę smakowitego menu.

Tymczasem powolność mogłaby przerodzić się w filozofię życiową. Gdyby ten pomysł rozwinąć, uwydatnić jego głębszy metafizyczny wymiar, stworzyć wokół niego spójny logiczny system… No, takiej filozofii nie jeden człek byłby powolny. Nie jeden…

…a zatem nie każdy. Pytanie bowiem, czy powolność jest dla wszystkich. Dla niektórych szybkie tempo jest sensem życia, w taki sposób się realizują, tak właśnie lubią funkcjonować. To ich wybór: żyć aktywnie, na wysokich obrotach, bez postojów, bo to strata czasu. Możliwe, że nie radzą sobie z bezczynnością, więc wypełniają każdą pauzę jakimś działaniem i zagłuszają ciszę, ale nie mnie o tym sądzić. Równie dobrze mogą mieć po prostu inną konstrukcję, inne potrzeby natury psychicznej i duchowej, inne oczekiwania od świata. Nie każdemu musi odpowiadać filozofia slow life, tak jak nie każdemu pasuje podobny do niej epikureizm, w którym liczą się  proste przyjemności (jedzenie, rozmowa, spokój), unikanie nadmiaru i nerwowości, życie owszem: hedonistyczne, ale w skromnej skali.

A jeśli powolność jest nie dla wszystkich z innego powodu? Może nie jest zaczątkiem uniwersalnej filozofii, lecz luksusem dla uprzywilejowanych. Łatwo jest powiedzieć zwolnij, nie wypruwaj sobie żył, posłuchaj ptaków, poczytaj książkę… Podczas gdy ktoś musi narzucić sobie szybkie tempo, aby sprostać twardej rzeczywistości, zarobić na chleb, zapewnić dobrostan najbliższym, jakoś przetrwać. Niewykluczone, że na powolność może pozwolić sobie klasa odpowiednio zamożna. Kto wie, czy brak konieczności pośpiechu nie jest efektem bezpieczeństwa ekonomicznego. Święta są kosztowne – Dzień Powolności również.

Filozoficznie powolny sobie

Być może powolność nie oznacza spowolnienia ruchów ani ograniczenia aktywności. Lecz jest czymś bardziej wymagającym: zdolnością działania we własnym rytmie, w zgodzie z tym, co uznajemy za sensowne i prawdziwe. Daleko jej do bierności i ociężałości. Ktoś powolny po prostu nie pozwala się ponaglać, nie daje się wciągnąć w ślepy pośpiech. Kiedy zwalnia, to dlatego, aby uważnie robić coś po swojemu. Jeśli przyspiesza, to świadomie, z własnej woli.

Nie mam wiedzy, jak to wygląda na całym świecie, ale w naszym kręgu cywilizacyjnym tudzież kulturowym, popularność zyskała idea zwrócenia uważności na siebie. Czasem mylnie rozumiana i realizowana, jako zwracanie uwagi na siebie – lecz nie o tym mowa. Chodzi o to, by wsłuchać się we własne potrzeby, zadbać o swoje dobro w sferze fizycznej i duchowej, akceptować ułomności, rozwijać się. I kochać siebie.

A czym jest słuchanie tego, co podpowiada serce, sumienie, intuicja lub rozum? Czym jest działanie w zgodzie z tymi podszeptami? Czyż to nie jest właśnie pewien posłuch, poddanie się woli – tyle, że tej wewnętrznej, własnej. Płynącej z głębi. Czyż to nie jest bycie posłusznym i… powolnym. Powolnym sobie.

Sądzę, że należy to przedyskutować. Zapraszam we czwartek, 7 maja o godzinie 18:00 do gospody Gryfne Gary, ul Barlickiego 2A (Domek Lodowy). Temat brzmi: Taki sobie powolny. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i spowolnić.

LISTY JOŃSKIE – epistoła 4


Listy Jońskie to listy pisane od początku i z zasady źródłowo. Tak jak filozofia zaczyna się w jońskich koloniach greckich (w Milecie i Efezie) od pytań o początek i zasadę (słowo arche znaczy i jedno i drugie) listy dotyczą tego, co się dzieje aktualnie w Pogadalni, dotykając jej zasad i pierwotnych założeń.

Pomysłodawczynią i inicjatorką jest Justyna Jonek

 


Drogi Piotrze!
 
Niedawno na spotkaniu Pogadalni Filozoficznej rozmawialiśmy o wielu rzeczach, lecz jedna szczególnie mnie poruszyła. Myślę tu o zagadnieniu godnej śmierci. Wspomniałam między innymi o Januszu Korczaku czy Białej Róży. Chciałabym dzisiejszy List Joński poświęcić Białej Róży właśnie i zapytać o Twoje przemyślenia i odczucia.
 
Rozpocznę od Sophie Scholl.
Sophie Magdalena Scholl to niemiecka działaczka antynazistowskiego ruchu oporu w czasach III Rzeszy. Dorastała w Ulm. Wstąpiła do Bund Deutscher Mädel (BDM), żeńskiej sekcji Hitlerjugend. W 1940 roku zaczęła zdobywać doświadczenie z pedagogiki wczesnoszkolnej. W 1942 roku podjęła studia z zakresu biologii i filozofii. Podczas ferii międzysemestralnych została zmuszona do pracy w jednym z zakładów zbrojeniowych w Ulm. Jej brat studiował medycynę na Uniwersytecie Ludwiga Maximiliana w Monachium.
 
Razem przyłączyli się do BIAŁEJ RÓŻY, działającej od czerwca 1942 do lutego 1943 roku niemieckiej organizacji antynazistowskiej o orientacji chrześcijańskiej. Członkami byli: Hans Scholl, Sophie Scholl, Christoph Probst, Alexander Schmotell, Willi Graf. Szóstym członkiem i liderem grupy został profesor Kurt Huber. Postawili sobie zadanie: obalenie systemu nazistowskiego pokojowymi metodami.

Czytaj dalej

Coffeelosophy LX – czyli gwałt wolnej woli.

Na niedawnym spotkaniu filozoficznym w Muzeum Śląska Opolskiego poruszana była kwestia wolnej woli. Autor wystąpienia dr Grzegorz Francuz starał się rzetelnie przedstawić różne punkty widzenia na to zagadnienie, sięgając zarówno do historii myśli filozoficznej jak i do przekonań religijnych – co zresztą niejednokrotnie się pokrywa lub przynajmniej zazębia. Nie będę tu przytaczał wspomnianych przez niego nurtów ani przykładów wielowiekowych sporów na tym tle – łatwo znaleźć na ten temat mnóstwo informacji w literaturze tudzież w Internecie. Podzielić się za to chciałem refleksją, jaka mnie naszła później.

Co prawda osobiście mam spore wątpliwości, czy człowiek posiada wolną wolę, lecz nie przeszkadza mi to snuć rozważań wokół sytuacji, gdy zakłada się istnienie takowej wolności. Akurat złożyło się tak, że wkrótce po wspomnianym wykładzie w muzeum był dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki. Jest to czas, w którym wierzący wyjątkowo aktywnie ślą do Boga modlitwy za dusze zmarłych.  Proszą Wszechmogącego o zmiłowanie i wpuszczenie tych dusz do raju. Można by rzec, iż tą samą życzliwość, którą okazywali komuś za życia, kontynuują po jego śmierci, bo nadal im zależy na tym, aby daną duszę spotkał jak najlepszy los.

Dbanie o dobro dusz nie jest rzeczą nową. Już w starożytności znajdujemy przykłady na to, jak wyznawcy różnych religii żywili przekonanie, że uczciwe, dobre, pobożne życie pozwala cieszyć się łaską bogów a po śmierci gwarantuje duszy nagrodę. Ba! nawet niektóre prehistoryczne ślady o tym świadczą. Liczne pochówki wskazują na wiarę w jakiś dalszy los zmarłego, w jakąś wędrówkę do innej krainy. Żywi, którzy go żegnali, chcieli jakoś w tym pomóc. Wkładano do grobów broń lub przydatne przedmioty, czasem jedzenie, amulety lub po prostu kwiaty, aby dalsza podróż była przyjemniejsza. Czytaj dalej

Filozof – niewolnik. Jaką drogę wybrać?

Dziś mija 15 lat od śmierci wyjątkowego barda – Jacka Kaczmarskiego…

Był sobie taki filozof, rodem z Synopy – który rozpowszechniał w starożytnej Grecji myśl cyników i to radykalnych – zwał się Diogenes. Gardził rozkoszami i bogactwem, przedkładając naturę nad kulturę. Odrzucał normy społeczne, wzmacniał ciało ascezą, mieszkał w beczce, jak w psiej budzie, hołdował modelowi życia zwierząt i barbarzyńców, a przy tym wszystkim uważał się za kosmopolitę. Porwany przez piratów i sprzedany jednemu z Koryntian, jako niewolnik uczył jego dzieci. Szukał człowieka w człowieku – ponoć manifestując to nawet spacerowaniem za dnia z latarnią w ręku. Za podstawową zasadę przyjął niezależność od otoczenia i samowystarczalność, jakby uwikłanie w układy społeczne było dlań zniewoleniem. Oto kilka z jego myśli:

Jedynym państwem dobrze urządzonym byłoby państwo obejmujące cały świat.

Jestem obywatelem świata.

Lepsza jest uboga mądrość, niż głupie bogactwo.

Bieda jest nauczycielką i podporą filozofii, bo do czego filozofia nakłania słowami, do tego bieda zmusza w praktyce.

Był sobie taki filozof, rodem z Hierapolis – grecki niewolnik, który rozpowszechniał w starożytnym Rzymie myśl stoicką – zwał się Epiktet. Tematyka, której podjęciem się wyróżniał, dotyczyła w dużej mierze wolności. Jego zdaniem, wolność może zapanować wówczas, gdy ludzkie życie podporządkuje się wartościom duchowym, gdy zadba się o rzetelny rozwój umysłowy, a człowiek okiełzna swe pragnienia, miast im ulegać. Oto kilka z jego myśli spisanych przez ucznia:

Czego szuka każdy człowiek? Aby być bezpiecznym, szczęśliwym i bez przymusu robić to, na co ma ochotę.

Prawdziwym panem i królem jest jedynie mędrzec, który uwolnił się od namiętności i niczego nie potrzebuje.

Nie powinniśmy dawać wiary zdaniu, głoszonemu przez wielu, że tylko wolni ludzie powinni być wykształceni, ale musimy raczej uwierzyć filozofowi, który twierdzi, że tylko ludzie wykształceni są wolni.

Tylko ludzie intelektualnie rozwinięci są wolni.

Dziś mija 15 lat od śmierci wyjątkowego barda – Jacka Kaczmarskiego. Nie wiem, czy znał on starożytnych filozofów. Niech jednak ta rocznica stanie się pretekstem do przywołania jego utworu z 1980 roku i zadania sobie pytania o aktualność zawartych w nim słów. (Dopóki wolno stawiać pewne pytania)

Niewolnik – filozof

 Niewolnik filozof prowadzi dysputy
Czasem dostanie coś z pańskiego stołu
Przy pracy nie jest łańcuchami skuty
Lecz mu nie zazdrośćcie łatwego mozołu

Niewolnik filozof uczy pańskie dzieci
Jest jedną z jednych atrakcji dla gości
Kiedy wśród śmiechów aksjomaty kleci
Więc mu nie zazdrośćcie zbyt łatwej mądrości

Niewolnik filozof robi to co umie
Na głód ma pokarm na upał napoje
Ma czas na rozrywki ma czas na zadumę
Więc mu nie zazdrośćcie lekkiego spokoju

Niewolnik filozof pana czasem zgniewa
I nie dostanie za karę kolacji
Lub przywiązany noc spędzi u drzewa
Lecz nie zazdrośćcie mu tej satysfakcji

Niewolnik filozof tak pragnie powagi
Chciałby samotnie zmierzyć się ze światem
Przy stole lub w łaźni spocony i nagi
Sam nie wie kiedy staje się swym katem

 Więc mu nie zazdrośćcie niczego, niczego
Choć was prawdziwy sznur na dłoniach boli
Wśród was wyrośnie i stanie za niego
Mądry i groźny filozof niewoli

Reszta jest złotem

Na spotkaniu poświęconym wolności milczenia padały rozliczne refleksje związane z tym zagadnieniem. Nie brakowało buddyjskiego podejścia, które w milczeniu dostrzegało sposobność okiełznania umysłu, skupienia i medytacji, a tym samym doskonalenia duchowego. Rzecz jasna nasunęły się skojarzenia z zakonami kontemplacyjnymi i ślubami milczenia. Jak już o tym wspominałem, budzi się we mnie podejrzenie, że mnich, obierający sobie drogę milczenia – wiedząc, że w ten sposób można zbliżyć się do doskonałości – cokolwiek grzeszy pychą.

Skoro już przy stanie duchownym jesteśmy; rozważano też kwestię milczenia spowiednika. W moim odczuciu trochę nietrafnie, gdyż milczenie spowiednika, czy podobne doń milczenie adwokata – nie wpisują się w temat „wolności milczenia”. W ich przypadku należy raczej mówić o przymusie, czy nakazie milczenia i dochowania tajemnicy. Aczkolwiek, z drugiej strony, mogą znaleźć się (i pewnie niejednokrotnie tak bywa) w sytuacji, gdy nie tyle czują się zmuszeni do milczenia, ile cieszą się, że wolno im je zachować. Czytaj dalej

Coffeelosophy IX – czyli wolność milczenia

W ramach rozszerzania formuły swego działania, Pogadalnia Filozoficzna kontynuuje spotkania poza Instytutem Filozofii UO. Zwyczajowo odbywają się one w pierwszy poniedziałek miesiąca.

milczenieNajbliższe spotkanie w formule filozoficznej kawiarenki już w pierwszy poniedziałek listopada o godz. 18:00. Spotkanie odbędzie się w kawiarni „Pozytywka” (ul. Czaplaka). Temat: wolność milczenia.

Skoro milczenie jest złotem, to milczące przyjmowanie rzeczywistości powinno jawić się czymś cennym. Dlaczego zatem za wartościowszą uważa się wolność słowa, swobodę wypowiedzi? Wszak mowa jest srebrem. Ludzi oszczędnych w słowach zwykle ceni się bardziej niż rozgadanych, zwłaszcza gdy ci drudzy najpierw mówią a później myślą (jeśli w ogóle). Czy zatem milczenie jest cechą mędrca? Czy wybór milczenia podnosi wartość milczącego? Jeśli tak, to śluby milczenia w zakonach byłyby oznaką próżności. A złote milczenie przydawałoby tylko pozorów mądrości. Jak to jest?Pozytywka kadr

Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć… albo pomilczeć. Sprawdź, czy więcej posypie się srebra, czy zabłyśnie złota. W pozostałe poniedziałki zapraszamy na tradycyjne spotkania w murach uniwersyteckich.

Niewolnictwo nieświadome

Wypowiedź Alka o stresie kredytowym i ostatnie z pytań Martinusa kuszą… do zabrania głosu. Czy możliwe jest „nieświadome niewolnictwo”? Stawiam tezę, że tzw. człowiek współczesny (którym często sam jestem, ale najczęściej być nie chcę) nie jest wolny wewnętrznie. O niewolnictwie wewnętrznym bym chciał pogadać. Podejrzewam, że wobec rosnącego poziomu frustracji spowodowanej m.in. „uzewnętrznieniem” bycia (wyjaśnię dalej co przez to rozumiem) tzw. „człowiek współczesny” może być „niewolnikiem” w większym stopniu niż niewolnik starożytny. Zewnętrzne kryteria niewolnictwa nie są tu istotne. Zakładam, że kwestie związane z wolnością rozstrzygają się we wnętrzu człowieka. „Jeśli kierujesz się motywacją zewnętrzną” (np. chęcią przypodobania się innym) „już straciłeś wolność wewnętrzną” – powiadają stoicy. Łatwo powiedzieć, ale co zrobić jeśli kredyt we frankach wisi nad nami jak miecz Damoklesa, nie dając spać po nocach…

Marka Aureliusza frustrowała czasem myśl, że musi władać milionami ludzi, podczas gdy chciałby sobie w spokoju poczytać teksty filozofów. Było to bardzo podobne odczucie do frustracji niewolnika który musiał czytać filozofów w domu snobistycznego pana, a chciałby władać milionami… Skąd bierze się frustracja spowodowana aktualną sytuacją, w której się znajdujemy? Czytaj dalej

Coffeelosophy II – czyli niewolnictwo pracy

Pogadalnia Filozoficzna – w ramach rozszerzania formuły swego działania – zaprasza na kolejne spotkanie poza Instytutem Filozofii UO.

niewolnictwo pracyNajbliższe spotkanie w formule filozoficznej kawiarenki już w pierwszy poniedziałek grudnia o godz. 18:00. Spotkanie odbędzie się w kawiarni „Pozytywka” (ul. Czaplaka). Temat: niewolnictwo pracy.

Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć. W pozostałe poniedziałki zapraszamy na tradycyjne spotkania w murach uniwersyteckich. Zrzuć kajdany umysłu!

Dobrowolne ubezwłasnowolnienie

Czym jest oddanie się? Z grubsza rzecz biorąc, to dobrowolne zrzeczenie się całości lub części swej wolności. Oddanie się we władanie komuś lub… czemuś. Wszak można się oddać jakiejś pasji, rozrywce, nałogowi, lub idei. Można je też rozpatrywać z punktu widzenia fizycznego aktu. Gdy jedna osoba oddaje się innej, przyzwala tym samym na dotyk, pieszczoty, obcowanie cielesne. Chciałbym jednak skupić się na oddaniu w wymiarze duchowym.

Dziwne, ale choć nie jestem przesadnie religijny, to główne skojarzenia mam właśnie z duchowością sakralną. Na przykład oddanie się Bogu, bo o tym pomyślałem, to powierzenie mu siebie, to deklaracja podległości: rezygnuję z wolności, niech wszystko się dzieje zgodnie z Twoją wolą. I w takim sensie postrzegam też oddanie się drugiemu człowiekowi. Podarowanie siebie: całego, albo jakiejś istotnej części mego „ja”. Oddanie władzy nad sobą, to również okazanie głębokiego zaufania, często w poczuciu bezpieczeństwa, jakby błogostanu… może nawet szczęśliwości i uniesienia.

Trudno się pozbyć wrażenia, iż jest w tym jakieś sacrum. Nawet terminologia budzi takie skojarzenia: zawierzenie komuś, powierzenie siebie, poświęcenie się komuś, ofiarowanie siebie. Czyli zwroty związane z wiarą, świętością, ofiarą. Jeśli oddanie się ma ten głębszy, nie cielesny wymiar, to posiada w sobie coś mistycznego, lub jak kto woli metafizycznego. Mimo, że oznacza uległość wobec czyjejś woli i utratę jakiejś części wolności; takie dobrowolne ubezwłasnowolnienie. Swoją drogą – czy oddanie się z własnej woli w niewolę nie zakrawa na paradoks?

Kłaniam, Matinus

Absolut niewolny, czy absolutnie wolny?

Żeby zastanawiać się nad wolnością Absolutu, trzeba w ogóle założyć, że on istnieje. Dla uproszczenia procedury, tak właśnie załóżmy. Ci, którzy przyjmują jego istnienie, generalnie są zgodni co do jego cech; Absolut jest zatem jedynym bytem doskonałym, nie mającym równego sobie, samoistnym duchem poza czasem, nieograniczonym, bez początku i końca, niezależnym od czegokolwiek, wszechobecnym, wszechmocnym, wszechwiedzącym… A mi przyszło do głowy, że jednocześnie jest pozbawionym wolności. Jak to możliwe, by stwórca świata, który obdarzył wolną wolą anioły i ludzi, sam nie miał wolności wyboru? Ktoś mógłby nawet w związku z powyższym zapytać: jak mógłby innym dać coś, czego sam nie posiada? Jednakże, to nie jest tak, iż nie posiada, ale że nie może z tego skorzystać. Czytaj dalej

1 2