Niewolnictwo nieświadome

Niewolnictwo pracy
Na święta, trochę prowokacyjnie

Wypowiedź Alka o stresie kredytowym i ostatnie z pytań Martinusa kuszą… do zabrania głosu. Czy możliwe jest „nieświadome niewolnictwo”? Stawiam tezę, że tzw. człowiek współczesny (którym często sam jestem, ale najczęściej być nie chcę) nie jest wolny wewnętrznie. O niewolnictwie wewnętrznym bym chciał pogadać. Podejrzewam, że wobec rosnącego poziomu frustracji spowodowanej m.in. „uzewnętrznieniem” bycia (wyjaśnię dalej co przez to rozumiem) tzw. „człowiek współczesny” może być „niewolnikiem” w większym stopniu niż niewolnik starożytny. Zewnętrzne kryteria niewolnictwa nie są tu istotne. Zakładam, że kwestie związane z wolnością rozstrzygają się we wnętrzu człowieka. „Jeśli kierujesz się motywacją zewnętrzną” (np. chęcią przypodobania się innym) „już straciłeś wolność wewnętrzną” – powiadają stoicy. Łatwo powiedzieć, ale co zrobić jeśli kredyt we frankach wisi nad nami jak miecz Damoklesa, nie dając spać po nocach…

Marka Aureliusza frustrowała czasem myśl, że musi władać milionami ludzi, podczas gdy chciałby sobie w spokoju poczytać teksty filozofów. Było to bardzo podobne odczucie do frustracji niewolnika który musiał czytać filozofów w domu snobistycznego pana, a chciałby władać milionami… Skąd bierze się frustracja spowodowana aktualną sytuacją, w której się znajdujemy? Głównie stąd, że nie tylko wyobrażam sobie, że gdzieś w świecie możliwym jest drugi Pogadalnik, który nie ma kredytu, nie musi czytać tekstów filozofów ani nie musi władać milionami ludzi…ale też zaczynam wierzyć, że tamtemu Pogadalnikowi jest lepiej niż mi. W ten sposób niepostrzeżenie opuszczam rzeczywistość i przenoszę się do świata fikcji. Otóż, warunkiem wolności wewnętrznej jest bycie tym kim się jest, tu i teraz, w świecie rzeczywistym. Nie uciekanie od siebie, ale bycie sobą w maksymalnie wolny tj. twórczy sposób. Ważnym warunkiem wolności wewnętrznej jest zatem zdrowe marzycielstwo (kiedy marzenia płyną z serca, a nie z odruchów zawiści, lenistwa czy gniewu) Marzycielstwo „współczesnego człowieka” (o ile taki istnieje) ma według mnie dramatycznie płaski i „uzewnętrzniony” charakter, marzymy, aby mieć taki albo siaki dom, pojazd czy wakacje. A o czym marzył stoik starożytny? O tym, aby uzyskać spokój wewnętrzny, aby odnaleźć swoje prawdziwe ja, aby potrafić zewnętrzne, materialne rzeczy traktować jak zmieniające się dekoracje na scenie życia, które należy odegrać tu i teraz, z jak największym artyzmem, swobodą i wdziękiem.

A mam cię, powie teraz uważny czytelnik, ty mnie do pięknoduchostwa i lenistwa zachęcasz Pogadalniku, pod płaszczykiem jakiegoś tobie tylko znanego “zdrowego marzycielstwa”. Przecież to świat trzeba zmieniać a nie siebie, bo gdyby tak wszyscy myśleli jak ty, nie byłoby dróg, cywilizacji i kultury. Odpowiedziałbym mu tak: popatrz na Rzym, z czasów, gdy myśl stoicka tam królowała, czy było to państwo pięknoduchów i marzycieli? Aby sprawnie i skutecznie działać, z mocą bym mu odpowiedział, trzeba się z sobą samym ułożyć i siebie prawdziwego poznać…

Pozdrawiam Pogadalnik Wielki

3.25/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis

Wpisy powiązane i polecane:

Jedna myśl nt. „Niewolnictwo nieświadome

  1. Alek

    Wciąż przechylasz się w stronę wnętrza. W przypadku większości ludzi jest to słuszne. Byleby tylko nie zapominać, że istnieje też zniewolenie typu zewnętrznego, ordynarnego. Ludzie słabsi nie poradzą sobie z wewnętrznym, zanim nie uporządkują tego najprostszego i zewnętrznego.
    Tyle o zewnętrznym, teraz już tylko o wnętrzu.

    Badania psychologii, a może i socjologii wskazują, że ludzie czują się szczęśliwi “przez porównanie”.
    Żyjący w społeczności ubogiej, ale o niedostatku równomiernie rozłożonym, są bardziej zadowoleni z życia niż ci z bogatych miast.
    Piszę o poczuciu szczęścia, bo w jego obecności znika uczucie zniewolenia. A może i samo zniewolenie.
    Nie są to nowe odkrycia. W starożytnych Chinach władcy niechętnie patrzyli na ludzi wyróżniających się swoją dobrocią lub mądrością. Pozwalano im swobodnie działać, jeśli umieli część swych cnót przelać na innych. Gdy tego nie potrafili, uważano że ich obecność wywołuje jedynie niepokój wśród pozostałych. Być może właśnie wtedy zaczynają tworzyć w wyobraźni innych Pogadalników, o czym piszesz.
    Jak już jesteśmy w Chinach, warto zauważyć, że stoicyzm miał tam swojego starszego brata – taoizm. Moim zdaniem, stoicyzm jest uproszczeniem tamtego, ale sprzeczał się nie będę, za mało wiem o stoicyzmie.

    Idąc dalej, gdyby głębiej eksplorować źródło zniewolenia, można nabić sobie guza o ścianę jaskini Platona. Żyjąc w codzienności, nie oglądamy prawdziwej postaci świata. Ale nie jest tak źle, byśmy byli na zawsze uwięzieni. Jest światełko optymizmu. Każdy z nas ma swoją prywatną, małą jaskinię. Wychodzenie z niej ćwiczymy co ranka, przechodząc ze snu do jawy. Jak twierdzą grotołazi, z dużej wychodzi się podobnie – to tylko sprawa rozmiaru.

    Pozdrawiam.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Confirm that you are not a bot - select a man with raised hand: