Archiwa tagu: czas

Coffeelosophy XXVI – czyli złudna prolongacja młodości

            Akademickie wakacje pokrywa cień przeszłości, a to niechybny znak, iż powracają spotkania Pogadalni. Najbliższe wypadnie w pierwszy poniedziałek miesiąca, zatem przyjmie formułę filozoficznej kawiarenki. Proponuję pogadać o walce ze skutkami upływu czasu.

            Nie będzie chyba zbyt ryzykownym oszacowanie, iż wizja dostąpienia wieczności lub przynajmniej długowieczności pociąga większość ludzi. Rozsądniejsza część z nich dostrzega również wagę tego, by nie tylko żyć jak najdłużej, lecz aby odpowiednia była jakość życia. Z filozoficznego punktu widzenia (choć z moralnego, etycznego, religijnego, społecznego, psychologicznego także) życie zyskuje na jakości, gdy zbliżamy się do dobra. Idąc tym tropem, sam Platon ze zrozumieniem traktował pożądanie nieśmiertelności, wnioskując, iż: […] musi człowiek i nieśmiertelności pragnąć, jeżeli przedmiotem miłości jest wieczne posiadanie dobra.

            Warto w tym miejscu poczynić drobne rozróżnienia. Czym innym jest bycie wiecznym (tą zdolność posiada Absolut i anioły oraz ponoć ludzka dusza), czym innym jest nieśmiertelność (której doświadczył szkocki góral Connor MacLeod i niektóre wampiry, zresztą pod pewnymi warunkami), a czym innym jest długowieczność (osiągana np. przez żółwie) związana z wolniejszym starzeniem się ciała.

Trzy grosze od nauki i pseudonauki

            Mało interesująca wydaje się perspektywa dożycia starości i pozostania w takim stanie na wieki. Dlatego marzeniem wielu ludzi jest, by wiecznie zachować młodość. Póki co, człowiek czyni starania, aby młodość przedłużyć. Naukowcy wiedzą, że za starzenie się odpowiadają telomery (część chromosomu na jego końcu), które po każdym podziale komórki skracają się. Badacze szukają więc sposobów, aby je odbudować. W częściowej odbudowie pomaga enzym o nazwie telomeraza. Zrobiono doświadczenie na myszach; wstrzyknięto im zmodyfikowany wirus, który wbudował się w komórki gryzoni, dzięki czemu zaczęły produkować telomerazę i tym samym przedłużać życie. Inni zaś naukowcy potwierdzili, że pewien roślinny czynnik z korzenia traganka (od kilkuset lat w medycynie chińskiej) również działa pobudzająco na telomerazę; i ich myszy też żyły dłużej. To nie jedyne pomysły. Na zdrowie i przedłużenie życia wpływa tlenek azotu. Jest jeszcze witamina młodości, czyli witamina E. Podobnie wymienia się koenzym Q10 i selen. Istnieje w końcu (rzekomo skuteczny) tybetański eliksir młodości. Tymczasem pewien lekarz, psycholog i chemik (Alexander Mitscherlich) zauważył z nutą przestrogi: Wielu chce żyć i nie starzeć się, a w rzeczywistości starzeją się i nie żyją.

            Rzecz jasna nie tylko chemia ma być pomocna. Znane i stosowane są tzw. Rytuały Tybetańskie, czyli zestaw specjalnych pięciu ćwiczeń, których codzienne wykonywanie odmładza wygląd i przedłuża sprawność fizyczną. Najpierw jednak trzeba przyjąć, że w ciele ludzkim znajduje się siedem ośrodków energii, zwanych czakrami. Owe pięć ćwiczeń wspomaga bowiem prawidłowe funkcjonowanie czakr, co przekłada się na odpowiedni poziom energii organizmu i jego witalność. Wypada wspomnieć o innych praktykach azjatów: wytwarzanie kosmetyków z takich naturalnych składników, jak bambus, perły, miłorząb, jad węży, śluz ślimaków. Picie zielonej herbaty, a unikanie zimnych, gazowanych napojów. Poza tym zdrowa dieta z naciskiem na potrawy gotowane miast smażonych i pieczonych oraz rzadkie zaglądanie do kieliszka. Do tego zażywanie masaży i wystrzeganie się nadmiernej ekspozycji na słońce.

W świecie wyobraźni

            Wszystko to po to, aby przedłużyć młodość. Aczkolwiek docelowo ludzie pragną cieszyć się młodością wieczną. Pisarz José Carlos Somoza powiedział: Wiecznie młodzi pozostają tylko ci, którzy umierają młodo. Jednak ludzka wyobraźnia znalazła dla jego słów alternatywę. W filmie „Wyścig z czasem” pokazano społeczeństwo, w którym każdy rozwija się fizycznie do 25 lat, a potem, jeśli go stać, może żyć tysiące lat w ciele dwudziestopięciolatka. Równie młodo zatem wygląda mama, babcia, prababcia, czy syn, wnuk albo dorosły prawnuk. Ludzie nie są nieśmiertelni, mogą zginąć w wyniku wypadku lub przestępstwa. Jednak ostrożność i majętność zmniejszają ryzyko. Walutą w tym świecie jest czas. Kto go nie ma zostaje uśmiercony, mimo iż fizycznie jest w pełni sprawnym, ale nie odbiegajmy od tematu.

            Czy spełnienie takiego marzenia o wiecznej młodości byłoby korzystne? To chyba zależy właśnie od tego, czy wieczna młodość byłaby przypadłością jednostki lub jakiejś części ludzi, czy ogarnęłaby wszystkich. Forever young? W pierwszym odruchu myślowym wydaje się to więcej niż zadowalające; życie w dobrej kondycji fizycznej, z zachowaniem atrakcyjnej powierzchowności, bez zmarszczek i dolegliwości podeszłego wieku… Intuicja podpowiada, ba! krzyczy: TAK!

Dla wybrańców czy powszechnie

            Jeśli jednak dotyczyłoby to tylko części ludzi, ktoś mógłby ocenić ich egzystencję za uboższą. Nigdy bowiem nie doświadczyliby tego, co niesie ze sobą podeszły wiek. Nie rozumieliby starszych ludzi, ich problemów, ich postrzegania rzeczywistości, nie poznaliby sensu niektórych refleksji dostępnych tylko w pewnym wieku, nie doceniliby szeregu wartości, innych radości niż te z okresu młodzieńczego, nie pojęliby swoistego dystansu do życia, przy jednoczesnym wyjątkowym szanowaniu go i celebracji każdego nowego dnia, myśleliby innymi kategoriami tak, jak dzisiejsi dwudziesto-, czy trzydziestolatkowie. Co więcej, nawet nie mieliby szansy na poznanie kiedyś tego wszystkiego. Gdyby więc tak komuś się udało, byłby skazany na życie, które nie osiągnie takiej pełni, jak w przypadku osób normalnie się starzejących. Pytanie: ilu z nas byłoby zainteresowanych doświadczeniem tej pełni? Wiele wskazuje na to, że chętniej wybraliśmy uboższą za to dłuższą młodość.

            Autorzy książek i filmów, których bohater jest długowieczny lub nieśmiertelny, zwykle odmalowują jego los, jako uciążliwy i nie do pozazdroszczenia. Głównie dlatego, że wikła się w zażyłe relacje ze zwykłymi śmiertelnikami, którzy umierają w swoim tempie, pozostawiając po sobie smutek, ból, poczucie straty… Jest w tym pewnie trochę prawdy, ale też chyba kryje się za tym próba pocieszenia nas i przekonania, że nie mamy czego zazdrościć. Tymczasem Mircea Eliade zdaje się mieć receptę na wytrzymanie wieczności:   Długowieczność staje się znośna, a nawet interesująca, tylko wtedy, gdy wpierw opanujemy umiejętność cieszenia się najprostszymi rzeczami. Do takiej umiejętności trzeba jednak dorosnąć, dojrzeć, a wcześniej swoje przeżyć.

            Trudno mi orzec, czy podobną maksymą kierowali się legendarni poszukiwacze źródła wiecznej młodości, albo studni z wodą życia. Przeważnie znajdowała się ona w trudno dostępnych krainach, pilnie strzeżonych przez potwory albo jakowe bóstwa, niemniej warto było ją zdobyć, gdyż ożywia, leczy i czyni nieśmiertelnym. Według niektórych kielich z ostatniej wieczerzy Jezusa i apostołów miał moc uzdrawiania i przedłużania życia. Choć sam Chrystus miał co innego na myśli, mówiąc o życiu wiecznym. W pamiętnej scenie przy studni Jakuba powiedział przybyłej tam Samarytance: Każdy, kto pije tę wodę, znów będzie pragnął. Kto zaś będzie pił wodę, którą Ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą Ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody wytryskającej ku życiu wiecznemu. Nie można tego traktować dosłownie, lecz jako przenośnię. Ale jakkolwiek by było, jego pojęcie życia wiecznego niestety obejmuje czas po śmierci.

            Zapewne inaczej oceniano by ewentualność wiecznej młodości, wiedząc, że dotknie całą populację. Każdy miałby tak samo krótki okres poznawania zmian cielesności. Pojęcie starości nie odnosiłoby się do nikogo, lub oznaczałoby stan dajmy na to 25 lat, w którym zmiany fizyczne zatrzymują się na zawsze. Sytuacja taka pozwalałaby jeszcze bardziej redukować przyrost naturalny, bo straty demograficzne byłyby skutkiem tylko wypadków, chorób, samobójstw i zbrodni. A po jakimś czasie głównie nieszczęśliwych wypadków.

Co z duchem?

            Jak na razie osiągnięcie wiecznej młodości ciała – choć bardzo się do tego zbliżamy – jest niemożliwe. Za to wiele osób twierdzi, że mimo dobrych kilku krzyżyków na karku, wciąż są młodzi duchem. Tylko, czy to w ogóle możliwe? Moim zdaniem tylko w młodym ciele, młody duch. Duchowość dziecka jest inna, niż młodzieńcza, a ta inna niż osoby dojrzałej oraz starej. Zmiany ciała nie postępują sobie niezależnie, w oderwaniu od sfery ducha. To, jak zmieniamy się fizycznie, jak zmniejszają się nasze walory estetyczne i możliwości motoryczne, wpływa na ducha. Bo duch odbiera świat i komunikuje się z nim za pośrednictwem naszych zmysłów, osadzonych w fizyczności.

            Poza tym, nie starzejemy się w izolowanym, niezmiennym środowisku. Aby się zestarzeć potrzeba czasu, a w tymże czasie zbieramy coraz to nowe życiowe doświadczenia, dojrzewamy, pogłębiamy mądrość życiową, wchodzimy w nowe role, wzbogacamy się lub ubożejemy duchowo, modyfikujemy postrzeganie wielu rzeczy, rozwijamy lub zaniedbujemy intelekt, rewidujemy poglądy na niektóre sprawy, zmieniamy upodobania i ubrania. Duch nie może zostać niezmiennie młody. Jeśli ktoś wierzy w anioły, to wie, iż są to duchy stworzone przy początku świata. Nie potrafię myśleć o nich inaczej, jak o strasznie starych duchach, które naoglądały się mnóstwa historii, poznały całą masę rzeczy i wciąż uczą się nowych, które wymyśla człowiek. Już samo to, że zmienia się ich stan wiedzy, sprawia, że i one się zmieniają w czasie. Innymi słowy starzeją się, mimo iż pozostają nieśmiertelne. Czemuż by duch człowieczy nie miał się zmieniać i starzeć? Starość zwykle kojarzymy z ograniczeniami fizycznymi; duch im nie podlega. Stary duch nie jest niedołężny. Przez to ulegamy złudzeniu, iż on się nie starzeje. A w nim po prostu nie doszło do zmęczenia materiału, do zużycia materii – bo nie jest z niej zbudowany, a tylko w niej osadzony. Dlatego stare anioły wciąż zachowują pełną sprawność.

Konstatacja…

            … musi być smutna – wieczna młodość jest dla nas nieosiągalna (jeszcze). A jeżeli uda się powstrzymywać procesy starzenia fizycznego, to duch będzie się starzał, bo przybywać nam będzie życiowego bagażu, psychicznych ciężarów, nauki i nauczek. Nie powstrzymamy upływu czasu (choć właściwie chcemy zapobiec tegoż skutkom) i choć się staramy to się starzejemy – ciałem i duchem. Chcemy oszukać czas, niekiedy oszukać wzrok innych ludzi, ale być może jedynie oszukujemy siebie.  Nie zaszkodzi pamiętać o słowach Leonardo da Vinci: Jeśli pojmiesz, że starość ma mądrość za pokarm, pracuj w ten sposób w młodości, by starości twej nie brakło pożywienia. Czy jest to jednak wystarczające motto, by poradzić sobie z dostrzeganymi i odczuwanymi śladami czasu (zwykle w postaci głębokich odcisków bieżnika na ciele)? Jak to jest Waszym zdaniem?

          Pozytywka kadr  Zapraszamy 1 października o godzinie 18:00 do kawiarni Pozytywka, przy ul. Czaplaka 2. Temat brzmi: złudne przedłużanie młodości. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i rozważyć, czy oszukiwanie czasu nie jest tak naprawdę oszukiwaniem siebie. A w pozostałe poniedziałki zapraszamy na spotkania w murach uniwersyteckich.

5/5 (2)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XX – czyli człowiek i czas

Przysłowie chińskie mówi: Najwięcej czasu ma człowiek, który niczego na później nie odkłada. Tymczasem już na samym początku roku zaczynamy od odłożenia na później naszej Pogadalni. Nie chcąc, by w tym miesiącu przepadło spotkanie w formule filozoficznej kawiarenki, odbędziemy je nie w pierwszy a w drugi poniedziałek miesiąca, czyli 8 stycznia. Zobaczymy się w tym samym, co zwykle miejscu – mianowicie w kawiarni Pozytywka.

Właśnie – rozpoczął się nowy rok kalendarzowy (w naszym obszarze kulturowo-religijnym). Czy jest to jakaś magiczna granica? Przecież jest po prostu niedziela, a po niej poniedziałek; niby nic niezwykłego, lecz i tak hucznie świętujemy wymianę kalendarzy. Człowiek lubi kreować cezury, dzielić czas na jakieś sensowne fragmenty, lubi okrągłe rocznice, jubileusze, progi, etapy, ery, epoki, eony… Dzięki temu wydaje mu się, że kontroluje czas, a przecież ledwie kontroluje jego odmierzanie.

W dodatku wielu z nas ma obsesję na tym punkcie i próbuje czas zatrzymać, lub ukryć jego upływ. A przecież czas jest darem, jaki otrzymujemy i winniśmy zeń roztropnie korzystać. Wszakże: Każda chwila, która mogłaby być wykorzystana lepiej, jest stracona – jak to orzekł  Jean-Jacques Rousseau. A z upływu lat można się cieszyć. Im kto jest starszy, tym większe może czuć zadowolenie, że aż tyle zdołał przeżyć (co nie wszystkim było dane). Obyśmy więc mogli cieszyć się długim życiem, nie skarżąc na to, że jakkolwiek długo by nie trwało, to i tak jest za krótkie, aby nacieszyć się poznawaniem świata, na który trafiliśmy. Wspomnijmy słowa Seneki Młodszego: Nie otrzymujemy krótkiego życia, lecz je takim czynimy. Nie brakuje nam czasu, lecz trwonimy go. Czytaj dalej

4.67/5 (6)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Panie i panowie czas poważnie pogadać o czasie!

Umieszczam tu  komentarz Martinusa i moją odpowiedź  bo nie chcę by wątek czasu  ukrył się  przed oczami czytelników

“Według mnie coś takiego, jak „teraz” praktycznie nie istnieje. To tylko baaardzo umowny termin, określający pewien fragment czasu, jaki mamy na myśli mówiąc o czymś, co właśnie się dzieje, istnieje, trwa. A tak naprawdę, w moim przekonaniu, „teraz” jest zbyt krótkie, by człowiek mógł je odczuć, mógł spostrzec. Czyż nie jest tak, że wszystko, co było przed sekundą to przeszłość, a wszystko, co będzie za sekundę to przyszłość? A przecież sekunda to bardzo dużo. Zatem może milisekunda? Ale i milisekunda też da się podzielić na mniejsze części. Tak więc teoretyczną przestrzeń między „było” a „będzie” można dzielić w nieskończoność. Tym samym nasze „teraz” jest nieskończenie krótkie i w praktyce niemożliwe do zarejestrowania przez tak niedoskonały mechanizm, jak zespół ludzkich zmysłów. Można by rzec, iż jesteśmy permanentnie na nieskończenie wąskim progu między dwoma ogromnymi przestrzeniami.”

I moja odpowiedź:

Rozmowa o czasie jest czymś, co umieszcza nas natychmiast w takiej perspektywie, która na co dzień nie jest nam dostępna. Niezależnie od wyniku tych rozważań, samo prowadzenie ich pozwala nam doświadczyć  sposobu bycia od jakiego odciąga nas krzykliwy świat wokół nas. Myślenie o  sposobie doświadczania czasu uświadamia mi, że jako świadomość,  nie jestem częścią świata przedmiotów, które są ZWYCZAJNIE  zanurzone w czasie, lecz jestem czymś, czego związek z czasem jest bardziej skomplikowany niż czasowość mojego ciała (jako przedmiotu wśród przedmiotów)
“Teraz” to rzeczywiście “bardzo umowny termin”. Jednak wśród słów, którymi komunikujemy się trudno znaleźć inne.
Chodziło mi w moim wpisie o końcu wakacji o “teraz” w sensie psychologicznym a nie fizycznym. Czas fizyczny, jakim posługujemy się koordynując prace zegarów, od tych siermiężnych po te atomowe tykające w rytm atomów cezu traktujemy na ogół jako kontinuum, podobnie jak odcinki przestrzeni dające się dzielić w nieskończoność. Jednak czas psychologiczny posiada granicę podzielności w postaci najmniejszego odcinka czasu jaki jesteśmy w stanie świadomie uchwycić. Tak jak próg wrażliwości na światło, istnieje próg wrażliwości czasowej (dla bodźców w różnych modalnościach jest różnie ale np. wzrokowo bodźce odległe mniej niż 100ms zlewają nam się w jeden) możemy sobie jedynie wyobrazić istoty o “szybszej” świadomości niż nasza, dla których nasze “teraz” będzie np. tygodniem. Z punktu widzenia tych istot będziemy się wydawać istotami zatrzymanymi w czasie. Naszego psychologicznego”teraz” nie da się sprowadzić do nieskończenie małej teraźniejszości fizycznego kontinuum! Doświadczamy ciągłości czasu ( nie doświadczamy dziur w czasie), ale jest to ciągłość przenikających się “teraz”, z których każde wydaje się mieć pewną stałą strukturę. Zawiera np. żywą (ultrakrótkotrwałą, sensoryczną) pamięć, tego, co przed chwilą się wydarzyło: retencję. Pisze o niej Husserl w Wykładach z fenomenologii czasu wewnętrznego. Ponad 100 lat minęło od napisania tego tekstu czas więc znowu na poważne rozmowy o czasie!

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Koniec wakacji filozofa

To przedziwne coś, co zwykle określamy jako “czas” i mierzymy przy pomocy zegarków i kalendarzy, bo rzekomo to coś płynie sobie jednostajnie w równiutkich odstępach niezależnie od tego, co się z nami dzieje, to coś nie istnieje! Tegoroczne wakacje minęły z jeszcze większą prędkością niż rok temu, utwierdzając mnie w podejrzeniach, co do oszukańczej natury tego czegoś. Posiwiałem, przybyło mi zmarszczek (informacja dla Pań: chodzi o zmarszczki mimiczne obecne u młodych ludzi o żywej mimice twarzy)  ale Jestem w środku dokładnie taki sam jak 20 lat temu.  Dokładnie. To znaczy, że to coś, co nieustannie sprawia, że jestem tym kim jestem jest zupełnie niewrażliwe na upływ czasu mierzony obrotami sfer niebieskich.  Gdyby nawet obroty ciał ustały moje myśli następowałyby jedne po drugich w porządku czasowym…Istniałoby “teraz”, w którym myślę o końcu wakacji i kolejne “teraz”, w którym myślę o Pogadalni. Każde z tych “teraz” ma różną treść, jednak podobną strukturę, która wydaje się całkowicie pozaczasowa. Jeśli przyjrzeć się strukturze “teraz” widać wyraźnie, że jest ona wieczna, całkowicie niewrażliwa na upływ czasu. Zmieniają się doznania, wrażenia, treści o których myślimy jednak przechodzą one wszystkie przez to samo OKNO TERAŹNIEJSZOŚCI, którego czas się nie ima…

3.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)