Archiwa tagu: duch

Coffeelosophy XXXVI – czyli dwa światy

Najbliższe spotkanie w formule filozoficznej kawiarenki poświęcimy w pewnym sensie zaświatom. Dopiero co przeżywaliśmy dzień Wszystkich Świętych i Zaduszki, więc pozwólmy sobie na małą kontynuację klimatu zadumy. Owszem, mało to filozoficzne, ale przecież wolno czasem pokusić się o refleksję nieco innej natury.

W świetle znicza

Jedni idąc nad groby bliskich jedynie oddają cześć ich pamięci, tak jak czynimy to pod pomnikami i tablicami pamiątkowymi. Być może najdzie poniektórych refleksja nad własnym losem, zastanowią się jak to będzie, gdy ktoś ich szczątki złoży pod granitową płytą. Może zadadzą sobie pytanie, kto będzie zapalał znicze i przez ile pokoleń będą ważni dla potomnych. Inni idąc na cmentarz pielęgnują nie tylko pamięć o pochowanych, ale też wiarę w to, że ich dusze są nieśmiertelne i czekają na spotkanie po tamtej stronie.

Niektórzy twierdzą, że czują obecność duchów. Dopuszczam możliwość takiej wrażliwości zmysłów, która pozwala tego doświadczyć. Ja pod tym względem mam zmysły stępione, aczkolwiek pamiętam, że kiedyś śniła mi się zmarła osoba, która złapała mnie mocno za ramię i obudziłem się, wyraźnie czując ucisk na ciele. Być może to tylko ułuda, a może właśnie sen jest kanałem, poprzez który oba światy nawiązują łączność ze sobą. W końcu sen to brat śmierci, jak napisał Mickiewicz – zresztą powtarzając po Homerze, mówiącym o bliźniaczym pokrewieństwie obu stanów.

Wrota snów

Kto wie, może z duchami jest tak, że kiedy zasypiamy i śnimy, to odwiedzamy ich świat. Rządzą tam inne prawa fizyki, inne prawa logiki, inne pojęcie sensu. Jednakowoż znajdujemy w tym świecie odbicie naszego, nie stroniącego od uniesień, seksu, przemocy, bezsilności, zachwytu, radości i smutku. W sennych realiach wszystko jest do pomyślenia, żaden absurd nie budzi zdumienia, irracjonalne zdarzenia traktuje się jak coś naturalnego. A spotkania ze zmarłymi nie wywołują zdziwienia, czy zaskoczenia – choć mogą przestraszyć.

I kto wie, może kiedy z kolei duchy śpią, to poprzez swoje sny trafiają do naszego świata. Z obszaru bezcielesnej nieważkości, przez wrota marzeń sennych, opuszczają na chwilę ów świat pozbawiony sensu, logiki i praw. Tą drogą, nierzadko dają się dojrzeć żywym ludziom, albo przynajmniej pozwalają odczuć swoją wśród nas obecność. Stąd niezliczone świadectwa osób nawiedzonych.

Cukierek albo psikus

Obserwuję (z pewnym absmakiem), jak coraz lepiej przyjmuje się przeszczepione na nasz grunt Halloween. Jako że to „święto” przejęły przede wszystkim dzieci, jakoś to znoszę  (starosłowiańskich Dziadów raczej nikt nie przywróci – choć ponoć na Białorusi się udaje). Pierwotnie koszmarne stroje miały odstraszać złe duchy. Ale sądzę, że oswaja się też tym sposobem lęk przed tymi, które u progu jesieni ponoć mają ułatwioną możliwość nieproszonych odwiedzin. Różne duchy, strachy, wiedźmy, kościotrupy i zombie wylegają na ulice, a dynie zamieniają się w potwory. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno popularne były seanse spirytystyczne, pozwalające porozmawiać z kimś nieżywym.

Fantazja, czy doświadczenie

Jest w człowieku (przepraszam za generalizowanie, wiem, że nie w każdym) zarówno wiara, jak i przekonanie, iż istnieją byty po drugiej stronie (snu?) i w dodatku znajdują drogę do nas. Ludzie od niepiśmiennych czasów albo wyobrażali sobie, jak ten zaświat wygląda, albo otrzymywali wiedzę o nim za sprawą objawienia, albo zaglądali tam wprowadzając się w odmienny stan świadomości (jak np. szamani). Zwykle w tym drugim świecie istniał pewien porządek, często nawet hierarchia, a każdy zmarły, który tam trafiał zachowywał swoją tożsamość. I jeśli komunikował się z naszym wymiarem, to jako konkretna osoba.

Zastanawia mnie, czy taki obraz wynika z ludzkiej potrzeby zachowania indywidualności i naturalnego przenoszenia ziemskiego porządku na ów obcy teren – czy może jednak z wglądu w te obszary. Wszak znamy opowieści o bohaterach (mitologicznych, religijnych, mistycznych), którzy zawędrowali do krainy umarłych, a potem uszli z objęć śmierci i wracali do grona żywych. Udało się to Syzyfowi, Orfeuszowi, Dantemu. Zaglądali tam i zdawali relację prorocy, jak Izajasz i Ezechiel. Opisywał go Jan ewangelista.

Świat duchów istniał i dla starożytnych Egipcjan i Babilończyków. W naszym kręgu kulturowym i religijnym uznajemy ten drugi świat, jako wspólne miejsce wiecznego bytowania z aniołami i Bogiem. Co ciekawe, judaizm nie rozgranicza rzeczywistości na dwa światy, np. ziemski, bardziej materialny (czy z materią spleciony) i boski, bardziej (czy głównie) duchowy. Świat, stworzony przez Boga jest jednym światem, zaś anioły nie są w żaden sposób oddzielone od naszej rzeczywistości, lecz swobodnie się w niej poruszają, są jej elementem, tak samo, jak byty widzialne i namacalne, a gdy chcą (lub mają taką misję) w szczególny sposób ujawniają się i manifestują tą swoją obecność obok nas.

Co pan na to, panie Zygmuncie

W czasach nam nieco bliższych i obecnie ścierają się dwa sposoby patrzenia na sny. Jeden Freudowski, który odkrywa w marzeniach sennych informacje płynące z podświadomości. Drugi bardziej ezoteryczny, który po wyjaśnienia widzeń sennych odsyła do senników. Czy taka interpretacja snów kłóci się z moją wizją? Być może, ale nie koniecznie.

Jeśli przyjąć, że dusze naszych przodków tworzą pewien łańcuch życiowej energii, którego jesteśmy najświeższym ogniwem, to jesteśmy też kontynuacją ich doświadczeń, spadkobiercami przeżyć. Ten zasób stanowi cząstkę budulcową nas samych. A obecni w drugim świecie nasi poprzednicy mogą przekazywać nam – na swój (zakamuflowany) sposób – wiedzę o nas. Czyż szamani i druidzi nie zwracali się do duchów przodków z pytaniami, prośbami o radę i wsparcie. Czyż starożytni kapłani nie zwracali się do duchów, aby zdobyć niedostępną gdzie indziej wiedzę.  Wiedzę, do której zrozumienia dziś potrzebny jest klucz psychoanalityka. W razie wątpliwości, sugeruję podczas śnienia odszukać ducha Zygmunta Freuda i spytać, jak jest faktycznie.

Problem z duszą

Ja osobiście mam pewien kłopot z tym drugim światem, a to ze względu na trudność ze zrozumieniem czym jest dusza. Bóg bowiem tchnął swego ducha – czyli życie – w rośliny, zwierzęta i na koniec w ludzi. Niektórzy wyprowadzali nawet z tego podział na trzy stopnie doskonałości dusz: wegetatywną, zmysłową i rozumującą (m.in. św. Tomasz z Akwinu). Jeśli jednak dusza = życie, czyli energia napędzająca ciało, sprawiająca, że jest żywe, to po śmierci dusza nie ma w czym spełniać tej funkcji. Czasem mówi się, że wraca do Boga, lub że ktoś oddał duszę Bogu. Zatem co? była jego cząstką, a teraz wtapia się na powrót w jego ducha. Traci odrębność, indywidualność, tożsamość? Może faktycznie.

Może poczucie świadomości, odrębnej tożsamości jest uwarunkowane odpowiednio rozwiniętym intelektem. Pozwalającym zrozumieć i uświadomić sobie samego siebie, swoją indywidualną jaźń. A ponieważ stan intelektu zależny jest od sprawności mózgu, to po śmierci ciała, a tym samym tego organu, intelekt traci swe siedlisko. Pamięć osadzona dotąd w zwojach nerwowych nie ma już nośnika. Tak więc dusza staje się uwolnioną porcją energii, ale bez osobowości. Wtedy może przejść do drugiego świata niczym kropla do oceanu.

Dlaczego jednak w wierzeniach dusze zmarłych zachowują tożsamość i są osądzane za swe uczynki popełnione na tym świecie? A potem radują się, lub cierpią kaźń wiekuistą. Gdyby były częścią Absolutu, to przecież nie nagradzałby, ani nie karał sam siebie. Dlaczego duchy, które nawiedzają nasz świat, mają indywidualne, rozpoznawalne cechy, są konkretnymi osobami? Wraca pytanie, czy obraz świata duchów generuje wiedza, wypływająca z wyjątkowych doświadczeń wybrańców, mających bezpośredni kontakt z drugim światem, czy jest to tylko wyobrażenie, będące wynikiem potrzeby zachowania podmiotowości, osobowej formy.

Może jednak drugi świat jest zmienny, chimeryczny i płynny, czyli taki, jak w naszych snach. Gdzie każdej nocy może wyglądać inaczej, a nigdy nas tą odmiennością nie dziwi. Ludzie od zawsze przywiązywali ogromną wagę do snów. Doszukiwali się w nich proroctw na przyszłość, lub wyjaśnień teraźniejszości. Miewali szansę spotkać się w snach z duchami przodków, skontaktować z innym światem. A co, jeśli wyłącznie te senne widzenia ukazują ów drugi świat. W końcu to doświadczenie jest dostępne nam wszystkim. Niby czemu mieliby mieć doń dostęp jedynie wybrańcy?

Dwa czyli nieskończoność

Nachodzą mnie pewne wątpliwości. Przecież tej samej nocy dwie osoby mogą śnić o tym samym, a każda poda inne szczegóły. Jedna ujrzy swoją ciotkę piękną i świetlistą w raju, a druga tą samą ciotkę upiorną i mroczną w piekle. Który więc obraz jest prawdziwy? Trudno przyjąć, że ta sama dusza jednocześnie raduje się i cierpi. Może zatem istnieją alternatywne warianty drugiego świata – po jednym dla każdego z nas. Skoro fizyka rozważa istnienie wielu światów równoległych w realu, to dlaczego nie mogłaby istnieć wielość światów po drugiej stronie.

Każdy człowiek miałby wobec tego swój własny raj, albo swoje własne piekło. Osobisty obszar, wyposażony w niepowtarzalny zestaw możliwych do przeżywania doznań, możliwych do spotkania tam postaci, możliwych do oglądania miejsc… Takie indywidualnie zaprojektowane zaświaty składałyby się na ogromny drugi wieloświat – w dodatku tak zmienny, jak zmienne bywają sny, lub stały jak powtarzający się koszmar.

Pozostaje inne pytanie: jak wytłumaczyć to, że w snach spotykamy żyjące osoby. Czyżby dochodziło do spotykania się dusz po drugiej stronie, w często dziwacznych, surrealistycznych okolicznościach? Wątpliwe, bo śpiąc można spotkać kogoś, kto akurat nie śpi. To może ten drugi świat próbuje nam coś zakomunikować, przekazać jakieś ważne przesłanie, posługując się wizerunkiem kogoś rozpoznawalnego? Hm. Wszystko jest możliwe. Jak to w snach. Zwłaszcza gdy słowo „możliwe” odnosi się do nieskończoności opcji.

Ostatnie zaśnięcie

Jeszcze jako młody chłopak byłem przez pewien czas zafascynowany zasypianiem. Tym, że nie wiemy, kiedy to następuje. Wymyśliłem sposób na sprawdzenie tego, w jakim momencie danego wieczoru zasnąłem. Puszczałem sobie kasetę ze składanką ulubionych utworów a następnego dnia starałem się przypomnieć sobie, który kawałek jako ostatni świadomie słyszałem. Tak mogłem sprawdzić po ilu minutach ogarnął mnie sen. Rzecz jasna, w różne dni, rezultaty były różne; czasem była to czwarta piosenka, czasem dziewiąta, a niekiedy dwunasta. Mimo to odczuwałem satysfakcję, że nie jest dla mnie całkowicie przegapionym moment zaśnięcia.

A jest to chwila wyjątkowa. Taka łagodna utrata przytomności. Po prostu w pewnym momencie tracimy łączność z rzeczywistością i zapadamy się w ciemność, ciszę, pustkę bez treści. Znikamy w tym stanie. Nie ma nas. I nie ma w tym niczego przerażającego. Lubię w ten sposób myśleć o śmierci, właśnie jak o zaśnięciu. Mówi się nawet, że śmierć to sen wieczny. Przejście do drugiego świata poprzez zasłonę snu wydaje się czymś prostym i bezpiecznym. Inna sprawa, czy ten ostatni sen, jaki nam będzie dany, zakończy się cichą ciemnością i brakiem świadomości siebie, czy może dalsza część będzie przypominać idylliczną krainę, albo wieczny koszmar. I ciekawe, czy w tym drugim świecie możliwe będzie zaśnięcie, które pozwoli zajrzeć znowu do rzeczywistego świata, który opuściliśmy.

Zapraszamy 4 listopada o godzinie 18:00 do kawiarni Pozytywka, przy ul. Czaplaka 2. Temat brzmi: dwa światy. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć, lub pośnić o zaświatach.

A w pozostałe poniedziałki zapraszamy na spotkania w murach uniwersyteckich.

4.75/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy XXVI – czyli złudna prolongacja młodości

            Akademickie wakacje pokrywa cień przeszłości, a to niechybny znak, iż powracają spotkania Pogadalni. Najbliższe wypadnie w pierwszy poniedziałek miesiąca, zatem przyjmie formułę filozoficznej kawiarenki. Proponuję pogadać o walce ze skutkami upływu czasu.

            Nie będzie chyba zbyt ryzykownym oszacowanie, iż wizja dostąpienia wieczności lub przynajmniej długowieczności pociąga większość ludzi. Rozsądniejsza część z nich dostrzega również wagę tego, by nie tylko żyć jak najdłużej, lecz aby odpowiednia była jakość życia. Z filozoficznego punktu widzenia (choć z moralnego, etycznego, religijnego, społecznego, psychologicznego także) życie zyskuje na jakości, gdy zbliżamy się do dobra. Idąc tym tropem, sam Platon ze zrozumieniem traktował pożądanie nieśmiertelności, wnioskując, iż: […] musi człowiek i nieśmiertelności pragnąć, jeżeli przedmiotem miłości jest wieczne posiadanie dobra.

            Warto w tym miejscu poczynić drobne rozróżnienia. Czym innym jest bycie wiecznym (tą zdolność posiada Absolut i anioły oraz ponoć ludzka dusza), czym innym jest nieśmiertelność (której doświadczył szkocki góral Connor MacLeod i niektóre wampiry, zresztą pod pewnymi warunkami), a czym innym jest długowieczność (osiągana np. przez żółwie) związana z wolniejszym starzeniem się ciała. Czytaj dalej

4.75/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Odpacykowani

Podczas spotkania, którego tematem było brzemię urody, ujawniło się wyraźne rozróżnienie między urodą a pięknem. Chyba większość zebranych traktowała urodę, jako termin węższy, dotyczący przede wszystkim ludzkiego wyglądu – z czym trudno się nie zgodzić. Niemniej kiedy z ust Pogadalnika, lub moich padało pojęcie piękna – jako zamiennik, czy synonim – pojawiała się korekta, że rozmawiamy o urodzie. Trudno było, wobec takiego stawiania sprawy, mówić o pięknie wewnętrznym. A przecież pielęgnowanie i utrzymywanie w dobrym stanie piękna duchowego – to też obciążenie. Chęć sprostania wewnętrznym kryteriom też może okazać się brzemieniem. Jednak użycie zwrotu uroda wewnętrzna, albo uroda duchowa wydało mi się sztucznie brzmiące, więc nie rozwijałem wątku w tą stronę. Teraz trochę żałuję.

Nie doczekałem się też opinii, czy troska o piękno fizyczne, zwykle kojarzona z próżnością, a nawet narcyzmem – czy dbałość owa, może mieć coś wspólnego z pięknem wewnętrznym. Nieśmiało wysuwam tu tezę, że tak. Jeżeli ktoś dba o siebie kompleksowo, z troską podchodzi do wszystkich aspektów swej egzystencji, darzy siebie szacunkiem, kocha (ale w tym zdrowym wymiarze) – to z pełną świadomością będzie zabiegał o urodę duszy i urodę ciała.

I twierdząco wypada także odpowiedzieć na pytanie, czy można popaść w duchowy narcyzm. Bo tak, jak można mieć wypaczone mniemanie o sobie pod względem urody fizycznej, talentów, ważności, tak i pod względem swego intelektu, czy piękna swej duchowości. To, co nie piękne wyraża się przez asymetrię, dysproporcje, dekompozycję i dysharmonię. Dotyczy to zarówno przejawów urody fizycznej, jak metafizycznej. Wewnętrzny bałagan zatem również wymaga uporządkowania. Choć niektórzy zadają sobie tylko taki trud, jaki wystarczy na zrobienie powierzchownego makijażu. Niestety, pacykowaną duchowość trudniej zdemaskować; ciężko o odpowiednie płyny micelarne…

Kłaniam, Martinus

3.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy V – czyli brzemię urody

Zgodnie z naszą nową tradycją, w pierwszy poniedziałek miesiąca sympatycy Pogadalni spotykają się poza Instytutem Filozofii. Nie inaczej stanie się w najbliższy poniedziałek, kiedy ponownie realizować będziemy formułę filozoficznej kawiarenki.

uroda-animacjaPorozmawiamy o utrapieniu, jakim jest uroda. Czy starania czynione wokół piękna fizycznego, trud jego podtrzymywania, to tylko próżność? Czy dbałość o  swoją powierzchowność może mieć coś wspólnego z pięknem wewnętrznym? A z drugiej strony: czy piękno duchowe zawsze ma znamiona cnoty, czy też można popaść w swoisty duchowy narcyzm?

Zapraszamy zatem 7 marca o godzinie 18:00 do kawiarni Pozytywka, przy ul. Czaplaka 2. Tematem będzie: Brzemię urody.

Pozytywka kadrPrzyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i przekonać się, czy ciężkie piękno ducha może dotyczyć pięknoducha… I co na to płeć piękna w wigilię Dnia Kobiet.

W pozostałe poniedziałki zapraszamy na spotkania w murach uniwersyteckich.

TEN WPIS CZEKA NA OCENĘ. Bądź pierwszy 🙂 Poniżej znajdziesz 5 ikonek do zaznaczania

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Coffeelosophy IV – czyli racjonalna duchowość

Od pewnego czasu, w każdy pierwszy poniedziałek miesiąca Pogadalnia spotyka się poza Instytutem Filozofii. Również w najbliższy poniedziałek spotkanie odbędzie się w kawiarni, aby w ten sposób realizować formułę filozoficznej kawiarenki.

racjonalna duchowoscBędziemy rozmawiać o tym, czy rozum może panować nad duchem, czy można rozsądnie kierować duchowością, rozumnie ją rozwijać lub pogłębiać. Czy duchowość jako taka, sama w sobie może mieć znamiona jakiejś niezależnej mądrości, czyli być racjonalna, działać i oddziaływać w sposób logiczny? Czy pojęcie duszy rozumnej bardziej odnosi się do intelektu, czy bliższe jest osobowości…?

Zapraszamy zatem 1 lutego o godzinie 18:00 do kawiarni Pozytywka, przy ul. Czaplaka 2. Tematem będzie: Racjonalna duchowość.

Pozytywka kadrPrzyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i sprawdzić, czy myśliciel może trzymać ducha na uwięzi.

W pozostałe poniedziałki zapraszamy na tradycyjne spotkania w murach uniwersyteckich.

3.33/5 (3)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)