Archiwa tagu: psychologia

Coffeelosophy XXIII, czyli afirmacja dystansu

Oto kilka myśli anonsujących temat najbliższego spotkania w formule kawiarenki filozoficznej.

Na początku pytanie, które mogłoby stanowić zagadkę stawianą przez Sfinksa. Co to takiego, co z jednej strony zbliża ludzi, a z drugiej równocześnie potrafi ich od siebie oddalić? Nie wiecie? Odpowiedź brzmi: ciasnota. Ona to zbliża ludzi fizycznie, a jednocześnie może ich odsunąć na gruncie psychicznym, lub duchowym. Wymuszona bliskość często wywołuje tarcia (dosłownie i w przenośni), stwarza dyskomfort, budzi antagonizmy, choćby na tle braku przestrzeni osobistej. A przecież człowiek, podobnie jak wiele zwierząt, ma w naturę wpisaną terytorialność; ustala swoje terytorium i stara się go bronić.

Ciasnota wg Marcina Podolana

Amerykański etolog Edward Hall, obserwując zachowania ludzi, dostrzegł pewną zależność między odległością fizyczną a bliskością emocjonalną. Wyróżnił kilka rodzajów dystansu, które miały te relacje charakteryzować. I tak na przykład dystans publiczny, to odległość powyżej 3,5 metra zachowywana wobec osób publicznych, zwiększająca się powyżej 7,5 metra w stosunku do ważnych osobistości, jak prezydent lub królowa. Nieco mniejszy jest dystans społeczny, który maleje od 3,5 do 1,2 metra. Jest to przestrzeń dla ludzi obcych jak też znajomych, z którymi nie mamy zażylszych kontaktów. W tej odległości załatwiamy również przeróżne sprawy formalne i urzędowe, aczkolwiek bywa on mniejszy, gdy stoimy przy okienku kasy, blacie w urzędzie, ladzie sklepowej itp. Jednak te właśnie przedmioty, które nas odgradzają, wzmacniają psychologiczne poczucie pożądanej odległości. Jeszcze ciaśniej się robi w tzw. dystansie indywidualnym (osobniczym), przeznaczonym dla rodziny, przyjaciół i bliskich znajomych; ta prywatna strefa rozciąga się mniej więcej od 45 do 120 cm. Zaś najbliższa strefa, określana dystansem intymnym (ze strefą dotykową włącznie), zarezerwowana jest dla współmałżonka, partnera, lub dziecka.

Ciekawe jest to, że te odległości nie są wspólne dla wszystkich ludzi, lecz w różnych kulturach poszczególne granice bywają przesuwane. Ba, nawet w naszym kręgu kulturowym tak się zdarza, gdy jedziemy w ciasnej windzie, albo zapchanym autobusem, gdy tłoczymy się w małej kawiarni, tudzież w przepełnionej poczekalni. Zmuszeni do zbyt bliskiego kontaktu z obcymi, zwłaszcza dotykowego, próbujemy w innych formach pogłębić zdystansowanie; nie patrzymy sobie w oczy, nie rozmawiamy, ustawiamy się bokiem, usztywniamy ciało, ograniczamy mimikę… Również w odwrotnej sytuacji, tzn. gdy przymusowo jesteśmy dalej od lubianych osób, niż byśmy chcieli, staramy się to w różny sposób zrekompensować psychologicznie; dłużej na siebie patrzymy, pochylamy się ku sobie, uwydatniamy mimikę, modulujemy głos, używamy szczególnych słów i gestów…

      Dom

W moim domu jest miejsca nie dużo,
ot, dwie izby i przedsionków para,
lecz kompanom, znękanym podróżą
o kąt ciepły się zawsze wystaram.

W moim domu jest miejsca malutko,
ledwie mieszczę w nim żonę i kota,
lecz me drzwi wciąż nie znają się z kłódką,
bo najbardziej nas zbliża… ciasnota.

Co prawda ten wierszyk mówi o sercu, ale puenta pasuje. No właśnie, niejednokrotnie okoliczności wymuszają naruszanie przestrzeni osobistej. Proksemika bada wpływ relacji przestrzennych pomiędzy osobami (a także między osobami a otoczeniem materialnym) na relacje psychologiczne, na jakość i sposób komunikacji, poczucie komfortu i bezpieczeństwa, itp. Zajmuje się też wpływem sposobu budowania mieszkań, osiedli, całych miast, parków i placów na psychikę ludzką i relacje międzyludzkie. Być może znalazła już odpowiedzi na szereg pytań.

Dzięki tym wszystkim obserwacjom, badaniom i analizom, dziś wiemy, iż np. w domu opieki dla osób niepełnosprawnych, przewlekle chorych, albo w podeszłym wieku jednoosobowy pokój musi mieć minimum 9 m2, zaś w pokojach dwu- lub trzyosobowych na jednego podopiecznego ma przypadać 6 m2. Pracownik powinien mieć 13 m3 objętości pomieszczenia oraz co najmniej 2 m2 wolnej powierzchni podłogi, nie zajętej przez sprzęt i urządzenia (polskie przepisy BHP). A jeśli w pomieszczeniu pracuje tylko jedna osoba, nie może ono być mniejsze niż 6 m2. Z kolei przykładowemu więźniowi (według standardu europejskiego) przysługują minimum 4 m2 celi (polska norma to bodaj 3 m2). Z grubsza licząc, wymiary te wymagają od ludzi przekraczania nie tylko dystansu społecznego, ale nierzadko też osobniczego. Tymczasem nie będzie lepiej, bo wzrasta zagęszczenie demograficzne planety. Dwieście lat temu ludzkość osiągnęła liczebność jednego miliarda, 110 lat później liczyła już dwa miliardy, dziś jest nas ponad 7,3 miliarda. Raporty ONZ prognozują, iż za dekadę przybędzie kolejny miliard, a w 2050 roku na Ziemi będzie z górą 9,5 miliarda ludzi. Grozi nam globalna ciasnota.

A człowiek potrzebuje przestrzeni, oddechu, szerszej perspektywy. Do tego ludzie „zachodniej cywilizacji” wykazują wręcz tendencję do separacji, odgradzają się od innych. Liberalizm, który akcentuje wartość jednostki, jako indywiduum, powoduje rozluźnienie a nawet zanik więzi sąsiedzkich, ba! rodzinnych. Coraz więcej osób stara się ostro wytyczać granice, celebruje prywatność, wybiera wyobcowanie. Wydaje się, że wzrasta potrzeba dystansu, a maleją możliwości jego obrony.

***

Trochę już padło na temat ociosywania przestrzeni osobistej. Łatwo sobie wyobrazić, lub wręcz przytoczyć przykłady tego, czym skutkuje naruszanie kolejnych kręgów dystansu. Wiemy, jaka odległość wywołuje wrażenie bliskości. A z drugiej strony, jaka odległość wywołuje wrażenie osamotnienia?

Pozytywka kadrZapraszamy 9 kwietnia o godzinie 18:00 do kawiarni Pozytywka, przy ul. Czaplaka 2. Temat brzmi: afirmacja dystansu. Przyjdź porozmawiać, posłuchać, pomyśleć i być może zmniejszyć swój dystans do nas (ze społecznego do indywidualnego). A w pozostałe poniedziałki zapraszamy na spotkania w murach uniwersyteckich.

4.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Dlaczego filozof skazuje się na samotność?

Byłem świadkiem dyskusji, jaka się wywiązała między filozofami; tematem był „Spór o fundamenty moralności”. Jeden z prelegentów zaprezentował punkt widzenia pewnego psychologa, starającego się ukazać podwaliny moralności w oparciu o szereg badań, doświadczeń i eksperymentów psychologicznych, ale też, jak mi się zdało, sięgając po obserwacje procesów socjologicznych, a nawet socjotechnicznych. Drugi z mówców starał się nie opuszczać obszaru swej profesji i krążył wokół pojęć dobra i zła, rozpatrując je w ujęciu możliwie najbardziej filozoficznym.

Jakkolwiek nie doszło do rozstrzygającej konkluzji i fundamenty moralności będą musiały poczekać na przebadanie, to całe spotkanie zamknęła dość intrygująca wypowiedź obecnej przy tym pani filozof. Upraszczając, rzecz sprowadzała do tego, że ujęcie psychologiczne jest ułomne, gdyż psychologia wraz ze swymi empirycznymi badaniami porusza się po niższym poziomie. Zaś zagadnienie moralności wymaga wzniesienia się, by móc spojrzeć na problem z wysoka, ogarniając go szerzej. Filozofka przyrównała to metaforycznie do rozpoznawania topografii okolicy, po której się ktoś porusza. Nie da się w pełni ogarnąć rzeźby terenu z jego poziomu, natomiast jest to możliwe, gdy się wejdzie na wzgórze, podniesie na wyższy poziom. Zasugerowała jednocześnie, że do takiego wzniesienia się jest zdolny właśnie filozof… i tylko filozof. Jeśli ją dobrze zrozumiałem, to chciała przekonać zgromadzonych, iż podwaliny moralności może badać tylko filozoficzny, metafizycznie nastawiony umysł, bo moralność leży jakby w innym obszarze, do którego nie dosięgną laboratoryjne narzędzia naukowców.

Byłem tym zaskoczony, a gdybym posiadał dyplom psychologii, to pewnie bym się oburzył. Jeśli w porównaniu z filozofem psycholog jest zbyt blisko ziemi, to pewnie teolog jest już zbyt odległy. Trudno mi orzec, bo i teologiem nie jestem. W moim odczuciu, wspomniana dyskutantka uznała, że to filozofowie mają monopol na zajmowanie się pewnymi kwestiami. Czyżby zatem filozofia odmawiała innym prawa do równoczesnego badania tych spraw, bądź deprecjonowała wyniki takich badań? Czytaj dalej

3.5/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)

Co to jest terapia filozoficzna?

8 maja w ramach naszych cyklicznych spotkań w Muzeum Śląska Opolskiego głosiłem wykład pt. „Co to jest terapia filozoficzna?”. Prowadziła Magda Żołud. Sala wypełniona. Po syntetycznym wprowadzeniu Magdy Ireneusz trafnie wydobył paradoks obecny w samym założeniu terapii filozoficznej. Jeśli ma się ona odróżniać od psychoterapii tym, że jest skierowana w stronę osób zdrowych, dlaczego nazywa się ją terapią? Był to dla mnie dobry punkt wyjścia do sformułowania kilku ważnych zasad.

1. Terapia filozoficzna nie ma leczyć zaburzeń psychicznych w klasycznym sensie tego słowa, tj. jako dysfunkcji, których usunięcie oznacza Czytaj dalej

4/5 (4)

Oceń, ilu myślicieli wart jest ten wpis (najedź, kliknij, zatwierdź)